01-08-2019, 18:06
31.07-01.08.2K19
Czas snu: 5+6h
WBTB
1) Rozpoczęło się w szkolnej sali gimnastycznej. Chyba w coś grałem z innymi chłopakami. Gdy skończyliśmy przenieśliśmy się do głównego holu. A tam tłum i wielkie poruszenie. Okazało się, że dziś są walentynki. O dziwo, choć kompletnie się tego nie spodziewałem dostałem najwięcej kartek, liścików i innego podobnego badziewia, żadne nie było podpisane. Do tego otrzymałem ciastka i pół bochna wielkiego, okrągłego, pysznego chleba. Z tego ostatniego prezentu ucieszyłem się najbardziej.
Rozmowy, rozmowy, rozmowy.
Jakaś zapłakana dziewczyna pobiegła do toalety. Kilka osób w tym ja poszło sprawdzić co się stało.
(...)
Znalazłem się u wujka w hacjendzie. Zabrałem tam ze sobą kolegę i koleżankę oraz oczywiście wyśmienity chlebek.
Rozmowy, rozmowy, rozmowy.
Wyszedłem na balkon pojeść sobie w spokoju pieczywko ale rozszalała się taka zlewa, że musiałem szybko stamtąd uciekać.
Ciocia była kimś ważnym. Musiała podpisać jakąś umowę światową pomiędzy ludźmi a zwierzętami. Poprosiła mnie żebym również złożył swoje podpisy. Było ich kilka. Nie robiliśmy tego jednak długopisami czy piórami a palcami. Żeby złożyć "podpis" trzeba było po kolei zanurzyć kciuk w miskach z piachem i piachopodobnymi, sypkimi materiałami po czym, po każdym zanurzeniu odcisnąć palec na pustej kartce papieru. Było to nawet ciekawe gdyż każdy odcisk zostawiał inny, różnokolorowy ślad...
Mam jeszcze jakieś przebłyski z innego snu ale są one zbyt rozmazane by cokolwiek opisać.
Czas snu: 5+6h
WBTB
1) Rozpoczęło się w szkolnej sali gimnastycznej. Chyba w coś grałem z innymi chłopakami. Gdy skończyliśmy przenieśliśmy się do głównego holu. A tam tłum i wielkie poruszenie. Okazało się, że dziś są walentynki. O dziwo, choć kompletnie się tego nie spodziewałem dostałem najwięcej kartek, liścików i innego podobnego badziewia, żadne nie było podpisane. Do tego otrzymałem ciastka i pół bochna wielkiego, okrągłego, pysznego chleba. Z tego ostatniego prezentu ucieszyłem się najbardziej.
Rozmowy, rozmowy, rozmowy.
Jakaś zapłakana dziewczyna pobiegła do toalety. Kilka osób w tym ja poszło sprawdzić co się stało.
(...)
Znalazłem się u wujka w hacjendzie. Zabrałem tam ze sobą kolegę i koleżankę oraz oczywiście wyśmienity chlebek.
Rozmowy, rozmowy, rozmowy.
Wyszedłem na balkon pojeść sobie w spokoju pieczywko ale rozszalała się taka zlewa, że musiałem szybko stamtąd uciekać.
Ciocia była kimś ważnym. Musiała podpisać jakąś umowę światową pomiędzy ludźmi a zwierzętami. Poprosiła mnie żebym również złożył swoje podpisy. Było ich kilka. Nie robiliśmy tego jednak długopisami czy piórami a palcami. Żeby złożyć "podpis" trzeba było po kolei zanurzyć kciuk w miskach z piachem i piachopodobnymi, sypkimi materiałami po czym, po każdym zanurzeniu odcisnąć palec na pustej kartce papieru. Było to nawet ciekawe gdyż każdy odcisk zostawiał inny, różnokolorowy ślad...
Mam jeszcze jakieś przebłyski z innego snu ale są one zbyt rozmazane by cokolwiek opisać.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





