30-07-2019, 14:43
Miałem założone okulary wirtualnej rzeczywistości i włączyła się jakaś gra. Przechodzę przez przejście w skale i idę korytarzem mieszkaniowym. Jednak zawracam, aby zobaczyć co było za poprzednimi drzwiami. Niestety lokacja się zmienia i wyrzuca mnie z gry. Uruchamiam ją ponownie, bo chce zobaczyć co będzie dalej jak będę szedł tym korytarzem. Gra nie wraca do tego miejsca. Wytłumaczyłem sobie, że gra nigdy nie zaczyna się tak samo, zawsze jest inna i dlatego jest taka interesująca. Pokazuję siostrze pudełko od tej niby gry. Są na okładce dziewczyny ze skrzydełkami podobne do tych z anime Sailor Moon.
Przed kimś uciekałem. Przeniosłem się niby nad Japonię. Ten ktoś już mnie dogonił. Unosiłem się nad gęstym, bardzo rozległym lasem. Korony drzew oplatała gęsta sieć elektryczna, lądując jakoś udało mi się przez nią przecisnąć. Ten co mnie gonił nic mi złego chyba nie chciał zrobić i się pogodziliśmy czy coś. Trafiliśmy do jakiegoś fragmentu budynku, będącego po części w lesie. Tam były hodowane dziwne zwierzęta. Nie wiem co to były za zwierzęta, jakby białe owce albo lamy, ale zupełnie inne, pewnie senne. Jedne stały przy ścianie i chyba coś jadły, a drugie gdzieś dalej. Tak się złożyło, że ten starszy pan co się nimi zajmował był z Gdyni. Coś mówił, że jak się rzuci kawałem jedzenia to biegnie za nim jedna grupa zwierzątek zamiast konkretne, te oznaczone. Powiedziałem do kolegi, że chciałbym się iść po tym "japońskim" lesie jak długo się da. On jednak zwrócił uwagę na to, że przecież tu jest tylko kilka drzewek. To był pewnie taki jak zwykle oszukany senny las.
Przed kimś uciekałem. Przeniosłem się niby nad Japonię. Ten ktoś już mnie dogonił. Unosiłem się nad gęstym, bardzo rozległym lasem. Korony drzew oplatała gęsta sieć elektryczna, lądując jakoś udało mi się przez nią przecisnąć. Ten co mnie gonił nic mi złego chyba nie chciał zrobić i się pogodziliśmy czy coś. Trafiliśmy do jakiegoś fragmentu budynku, będącego po części w lesie. Tam były hodowane dziwne zwierzęta. Nie wiem co to były za zwierzęta, jakby białe owce albo lamy, ale zupełnie inne, pewnie senne. Jedne stały przy ścianie i chyba coś jadły, a drugie gdzieś dalej. Tak się złożyło, że ten starszy pan co się nimi zajmował był z Gdyni. Coś mówił, że jak się rzuci kawałem jedzenia to biegnie za nim jedna grupa zwierzątek zamiast konkretne, te oznaczone. Powiedziałem do kolegi, że chciałbym się iść po tym "japońskim" lesie jak długo się da. On jednak zwrócił uwagę na to, że przecież tu jest tylko kilka drzewek. To był pewnie taki jak zwykle oszukany senny las.






