28-07-2019, 20:47
27-28.07.2K19
Czas snu: niecałe 9 godzinek
1) Jakiś duży budynek. Białe ściany. Miałem brata. przed nami były dwie pojedyncze toalety publiczne. Przepowiedziano nam albo po prostu to wiedzieliśmy, że po spędzeniu w nich 3 dni dowiemy się czegoś ważnego o naszym życiu. Ja chyba chciałem poznać swe przeznaczenie.
Weszliśmy. Byłem sam w niewielkiej toalecie, w której oprócz klozetu znajdowała się jedynie umywalka. Nie wiedziałem co mam robić więc chodziłem w kółko. Po kilku minutach, które we śnie były całym dniem wyszedłem z kibla. Brat zrobił to samo ale tylko na chwilę. Powiedział mi, że to działa i powoli ukazuje się mu jego przeznaczenie. Byłem zdruzgotany, bo mi nic się nie pokazało. Wróciliśmy do szaletów.
Spędziłem kolejny senny dzień załamany. Nic się nie działo. Gdy wyszedłem brat był jeszcze szczęśliwszy niż dni poprzedniego. Mówił mi, że kolejnego dnia ujrzy już wszystko. Widząc mnie zrozpaczonego powiedział mi żebym wszedł do muszli klozetowej i spuścił wodę. Już wiedziałem dlaczego ta magiczna toaleta niczego mi nie zdradza. Wszedłem do toalety i już miałem zanurzyć się w porcelanowym tronie gdy zamki do drzwi zostały wyłamane i do pomieszczenia zaczęli wchodzić ludzie. Czułem się przez nich skrępowany przez co nie zrobiłem tego co chciałem...
2) Akcja działa się w odległej historii. Wybrałem się wraz z przyjacielem oraz jakąś dziewczyną w podróż przez morze. Naszym środkiem transportu była niewielka tratwa napędzana siłą naszych mięśni.
Już na środku morza dostrzegliśmy stado wielorybów. Płynęły prosto na nas. Początkowo byliśmy przerażeni tym, że nas staranują ale udało nam się złapać grzbiet jednego z nich. Pociągnął nas kilka ładnych kilometrów w stronę brzegu. Było fajnie. Dopływając do brzegu kolega opowiedział nam historię jak to pewnego razu przez przypadek zabił wieloryba petardą, którego nie zauważył podczas łowienia ryb. Na potwierdzenie swych słów spytał mnie czy widzę jakiegoś wieloryba. Rozejrzałem się i powiedziałem, że nie. Ten zaś wrzucił do wody dużą petardę i rzekł "No to zabiłem kolejnego".
Dopłynęliśmy w końcu do niewielkiej plaży za którą stał domek ze strzechy a dalej rósł las. Dodam, że cały czas panowała noc. Ja i dziewczyna zostaliśmy przy tratwie, kolega natomiast poszedł do nieodległej wioski.
Wszedłem do wody pomimo, iż dziewczyna ostrzegała mnie, że to niebezpieczne. Chciałem tylko pomoczyć nogi. Gdy odszedłem od lądu na kilka metrów zauważyłem czającego się na mnie krokodyla. W napadzie furii zacząłem okładać go wielkim kamulcem dopóki nie odpadła mu głowa...
3) Odbywał się właśnie siódmy wirtualny zjazd iSEN'u. Technologia była bardzo realistyczna. Nie ruszając się z domu można było poruszać każdą częścią wirtualnego ciała w wirtualnym świecie pełnym wirtualnych ludzi ale też niewirtualnych. Grafika była świetna. Zebranie początkowe odbyło się w sosnowym lesie. Na leśnej drodze stały pojazdy którymi mieliśmy dostać się do miejsca docelowego zjazdu. Były to w jednym rzędzie cztery amerykańskie, żółte autobusy szkolne połączone ze sobą liną. W drugim rzędzie również cztery, tym razem białe, także połączone busy. Wsiadłem do jednego z białych busów. Większość miejsc siedzących zapełniona była przez pijanych userów dlatego postanowiłem zająć miejsce obok kierowcy, którym okazała się Wampia. Wyglądała jak w rzeczywistości. Właściwie to widziałem tylko jej twarz spośród iSEN'owiczów. Na resztę albo nie patrzyłem albo im się nie przyglądałem. Chciałem zająć miejsce na fotelu obok niej ale nie było to takie proste. Konwój ruszył a ja nadal nie mogłem usadzić swojego dupska. Wciskałem wszystkie możliwe przyciski i wajchy na siedzeniu ale za cholerę nie mogłem znaleźć tego właściwego. W końcu mi się udało z tym, że dojechaliśmy już na miejsce i trzeba było wysiadać. Zauważyłem również, że mam na sobie aż dwie koszule i trzy kamizelki przez co było mi strasznie gorąco. Zacząłem się niezgrabnie rozbierać. W tym czasie pijany tłum userów wyskoczył z autobusów i pobiegł na pobliski plac zabaw aby pić dalej i zabawiać się ze sobą. Plac był pełen dzieci. Jedna z trzeźwiejszych osób powiedziała mi żebym się rozgościł i chwilę ze mną pogadała. Poszwendałem się chwilę po placu zabaw by wreszcie spocząć na jednej z ławek.
Prawie nad nami, na wysokości ok. pięćdziesięciu metrów przeleciały ociężale trzy Boeing'i B-17...
Czas snu: niecałe 9 godzinek
1) Jakiś duży budynek. Białe ściany. Miałem brata. przed nami były dwie pojedyncze toalety publiczne. Przepowiedziano nam albo po prostu to wiedzieliśmy, że po spędzeniu w nich 3 dni dowiemy się czegoś ważnego o naszym życiu. Ja chyba chciałem poznać swe przeznaczenie.
Weszliśmy. Byłem sam w niewielkiej toalecie, w której oprócz klozetu znajdowała się jedynie umywalka. Nie wiedziałem co mam robić więc chodziłem w kółko. Po kilku minutach, które we śnie były całym dniem wyszedłem z kibla. Brat zrobił to samo ale tylko na chwilę. Powiedział mi, że to działa i powoli ukazuje się mu jego przeznaczenie. Byłem zdruzgotany, bo mi nic się nie pokazało. Wróciliśmy do szaletów.
Spędziłem kolejny senny dzień załamany. Nic się nie działo. Gdy wyszedłem brat był jeszcze szczęśliwszy niż dni poprzedniego. Mówił mi, że kolejnego dnia ujrzy już wszystko. Widząc mnie zrozpaczonego powiedział mi żebym wszedł do muszli klozetowej i spuścił wodę. Już wiedziałem dlaczego ta magiczna toaleta niczego mi nie zdradza. Wszedłem do toalety i już miałem zanurzyć się w porcelanowym tronie gdy zamki do drzwi zostały wyłamane i do pomieszczenia zaczęli wchodzić ludzie. Czułem się przez nich skrępowany przez co nie zrobiłem tego co chciałem...
2) Akcja działa się w odległej historii. Wybrałem się wraz z przyjacielem oraz jakąś dziewczyną w podróż przez morze. Naszym środkiem transportu była niewielka tratwa napędzana siłą naszych mięśni.
Już na środku morza dostrzegliśmy stado wielorybów. Płynęły prosto na nas. Początkowo byliśmy przerażeni tym, że nas staranują ale udało nam się złapać grzbiet jednego z nich. Pociągnął nas kilka ładnych kilometrów w stronę brzegu. Było fajnie. Dopływając do brzegu kolega opowiedział nam historię jak to pewnego razu przez przypadek zabił wieloryba petardą, którego nie zauważył podczas łowienia ryb. Na potwierdzenie swych słów spytał mnie czy widzę jakiegoś wieloryba. Rozejrzałem się i powiedziałem, że nie. Ten zaś wrzucił do wody dużą petardę i rzekł "No to zabiłem kolejnego".
Dopłynęliśmy w końcu do niewielkiej plaży za którą stał domek ze strzechy a dalej rósł las. Dodam, że cały czas panowała noc. Ja i dziewczyna zostaliśmy przy tratwie, kolega natomiast poszedł do nieodległej wioski.
Wszedłem do wody pomimo, iż dziewczyna ostrzegała mnie, że to niebezpieczne. Chciałem tylko pomoczyć nogi. Gdy odszedłem od lądu na kilka metrów zauważyłem czającego się na mnie krokodyla. W napadzie furii zacząłem okładać go wielkim kamulcem dopóki nie odpadła mu głowa...
3) Odbywał się właśnie siódmy wirtualny zjazd iSEN'u. Technologia była bardzo realistyczna. Nie ruszając się z domu można było poruszać każdą częścią wirtualnego ciała w wirtualnym świecie pełnym wirtualnych ludzi ale też niewirtualnych. Grafika była świetna. Zebranie początkowe odbyło się w sosnowym lesie. Na leśnej drodze stały pojazdy którymi mieliśmy dostać się do miejsca docelowego zjazdu. Były to w jednym rzędzie cztery amerykańskie, żółte autobusy szkolne połączone ze sobą liną. W drugim rzędzie również cztery, tym razem białe, także połączone busy. Wsiadłem do jednego z białych busów. Większość miejsc siedzących zapełniona była przez pijanych userów dlatego postanowiłem zająć miejsce obok kierowcy, którym okazała się Wampia. Wyglądała jak w rzeczywistości. Właściwie to widziałem tylko jej twarz spośród iSEN'owiczów. Na resztę albo nie patrzyłem albo im się nie przyglądałem. Chciałem zająć miejsce na fotelu obok niej ale nie było to takie proste. Konwój ruszył a ja nadal nie mogłem usadzić swojego dupska. Wciskałem wszystkie możliwe przyciski i wajchy na siedzeniu ale za cholerę nie mogłem znaleźć tego właściwego. W końcu mi się udało z tym, że dojechaliśmy już na miejsce i trzeba było wysiadać. Zauważyłem również, że mam na sobie aż dwie koszule i trzy kamizelki przez co było mi strasznie gorąco. Zacząłem się niezgrabnie rozbierać. W tym czasie pijany tłum userów wyskoczył z autobusów i pobiegł na pobliski plac zabaw aby pić dalej i zabawiać się ze sobą. Plac był pełen dzieci. Jedna z trzeźwiejszych osób powiedziała mi żebym się rozgościł i chwilę ze mną pogadała. Poszwendałem się chwilę po placu zabaw by wreszcie spocząć na jednej z ławek.
Prawie nad nami, na wysokości ok. pięćdziesięciu metrów przeleciały ociężale trzy Boeing'i B-17...
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





