20-07-2019, 23:49
19-20.07.2K19
Czas snu ok. 10h
1) Byłem w dużym mieście. Architekturą przypominał perskie klimaty. Udałem się na zwiedzanie wraz z rodzicami meczetu albo pałacu. Miał ogromny dziedziniec. Wnętrze kiepsko pamiętam.
Mam w pamięci piękny górski krajobraz. Nie wiem tylko czy to z tego czy innego snu.
Przenieśliśmy się do innego miasta z którego pamiętam jeszcze mniej.
Wróciliśmy do domu. Byłem tylko ja i ojciec, który postanowił wziąć mój komputer do siebie i w coś pograć. Poszedłem mu pomóc. Opowiedziałem mu o dwóch grach, do których miałem specjalne opakowania i przewodniki kolekcjonerskie. Następnie wróciłem do pokoju rozsiadłem się przed komputerem i zacząłem bezwstydnie skrobać ogóra. Po chwili jednak ogarnąłem, że ani nie mam kompa więc jak mogę przy nim siedzieć, ani nie jestem sam w domu. Udałem się do łazienki. Wyrwałem klozet i zacząłem pić z niego jakiś dziwny płyn. Gdy skończyłem przyszedł do mnie kolega, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Wyglądał dość osobliwie. Był płaski jak kartka papieru, normalnie jakby go dorwał Juchociąg ze Stalkera. Powiedział mi, że wybiera się wraz z Kamilem i Mateuszem do jakiegoś ośrodka kultury. Jednak musieliśmy wyruszać natychmiast żeby zdążyć. Ruszyłem tak jak stałem nawet nie mówiąc, że wychodzę.
Było chwilę po północy. Mimo nocy pociąg był zapełniony. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. W środku już czekali na nas Kamil i Mati. Podróż minęła nam przede wszystkim na dywagowaniu czy mam skasować bilet na tak, krótką podróż czy nie. Tak się zagadałem z Kamilkiem, iż nie zauważyliśmy, że dwójka pozostałych wysiadła na pierwszym przystanku. Kamil wkurzył się na mnie. Oskarżył mnie o zagadanie i teraz będzie musiał drałować kawał drogi z następnej stacji. Uspokajałem go mówiąc, że mam plan. Minęliśmy po drodze cel naszej podróży. Był to dość spory prostopadłościenny budynek wysoki na trzy piętra. Żółty ale w nocy oświetlony fioletowymi lampami. W międzyczasie pociąg magicznie zmienił się w autobus. Jakieś sto metrów dalej wyskoczyliśmy z niego gdy zwolnił na zakręcie. Do budynku dotarliśmy w tym samym czasie co druga grupa. Wewnątrz okazało się, że owe wydarzenie to koncert muzyki poważnej z gier i filmów. Usiedliśmy na starych i twardych jak ruskie suchary siedzeniach. Słuchaliśmy przez dłuższą chwilę w milczeniu. Goście na prawdę dobrze grali. Niestety nie zapamiętałem co to było. Nawet żadnych rytmów. Po jakimś czasie zaczęliśmy do siebie podszeptywać tak jak reszta snobistycznej sali. Szepty przerodziły się w rozmowy. Koncert przerwano jakaś babka wstała zapaliła światła i kazała wszystkim się uciszyć. Wraz z trwaniem koncertu wstawała coraz częściej. Później płaski gostek który zaczął już być bardziej trójwymiarowy, lecz nadal bardzo chudy wyciągnął z mojego płaszcza książkę o której nie miałem pojęcia. Zaczął ją czytać. Nagle coś wyczytał. Wypowiedział zaklęcie i zmienił się w magicznego przekoksa wyglądającego jak kulturysta. Zaczął mi oraz reszcie grozić, że coś nam zrobi. Wyssie duszę czy ki ch*j. Babka piała ze złości żeby się uciszył. Wyciągnąłem fona chcąc wezwać pomoc, lecz ten magicznymi mocami sprawił, że nie miałem zasięgu. Wybiegłem na dwór a tam prócz samochodów i kilku osób które wyszły na fajka znajduje się coś jeszcze. Przebiegając w pośpiechu przez ciemny parking nie zauważyłem, że do jednego z drzew przywiązany jest dinozaur. Nie jestem ekspertem ani za bardzo mu się nie przyglądałem ale powinno wystarczyć, że wyglądał podobnie do Tyranozaura. Miał jakieś cztery metry wysokości. Prawie mnie chapnął zębiskami na szczęście w porę odskoczyłem. Kawałek dalej stała jego miniaturowa wersja. Sięgał mi może do pasa. Rzecz w tym, iż ten nie był przywiązany. Zaczął mnie gonić. Udało mu się dziabnąć mi kilka razy spodnie a raz złapał buta i nie chciał za cholerę puścić. Wbił swoje szpony i machał moją nogą. W końcu się jednak oswobodziłem i pobiegłem do jedynego dostępnego schronienia. Znów prawie capnął mnie ten większy ale i tym razem się nie dałem. Wbiegłem do budynku, z którego nie mogłem ani uciec ani wezwać pomocy. Udałem się z powrotem do sali w której odbywał się koncert. Zrezygnowany usiadłem z tyłu. Zacząłem myśleć o tym, że nie powiedziałem rodzicom gdzie jestem więc pewnie teraz się o mnie zamartwiają. Użalałem się nad swym losem dopóki nie spostrzegłem, że oboje siedzą przede mną i świetnie się bawią. Przez myśl mi przeszło "jak oni się tu znaleźli?"...
Czas snu ok. 10h
1) Byłem w dużym mieście. Architekturą przypominał perskie klimaty. Udałem się na zwiedzanie wraz z rodzicami meczetu albo pałacu. Miał ogromny dziedziniec. Wnętrze kiepsko pamiętam.
Mam w pamięci piękny górski krajobraz. Nie wiem tylko czy to z tego czy innego snu.
Przenieśliśmy się do innego miasta z którego pamiętam jeszcze mniej.
Wróciliśmy do domu. Byłem tylko ja i ojciec, który postanowił wziąć mój komputer do siebie i w coś pograć. Poszedłem mu pomóc. Opowiedziałem mu o dwóch grach, do których miałem specjalne opakowania i przewodniki kolekcjonerskie. Następnie wróciłem do pokoju rozsiadłem się przed komputerem i zacząłem bezwstydnie skrobać ogóra. Po chwili jednak ogarnąłem, że ani nie mam kompa więc jak mogę przy nim siedzieć, ani nie jestem sam w domu. Udałem się do łazienki. Wyrwałem klozet i zacząłem pić z niego jakiś dziwny płyn. Gdy skończyłem przyszedł do mnie kolega, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Wyglądał dość osobliwie. Był płaski jak kartka papieru, normalnie jakby go dorwał Juchociąg ze Stalkera. Powiedział mi, że wybiera się wraz z Kamilem i Mateuszem do jakiegoś ośrodka kultury. Jednak musieliśmy wyruszać natychmiast żeby zdążyć. Ruszyłem tak jak stałem nawet nie mówiąc, że wychodzę.
Było chwilę po północy. Mimo nocy pociąg był zapełniony. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. W środku już czekali na nas Kamil i Mati. Podróż minęła nam przede wszystkim na dywagowaniu czy mam skasować bilet na tak, krótką podróż czy nie. Tak się zagadałem z Kamilkiem, iż nie zauważyliśmy, że dwójka pozostałych wysiadła na pierwszym przystanku. Kamil wkurzył się na mnie. Oskarżył mnie o zagadanie i teraz będzie musiał drałować kawał drogi z następnej stacji. Uspokajałem go mówiąc, że mam plan. Minęliśmy po drodze cel naszej podróży. Był to dość spory prostopadłościenny budynek wysoki na trzy piętra. Żółty ale w nocy oświetlony fioletowymi lampami. W międzyczasie pociąg magicznie zmienił się w autobus. Jakieś sto metrów dalej wyskoczyliśmy z niego gdy zwolnił na zakręcie. Do budynku dotarliśmy w tym samym czasie co druga grupa. Wewnątrz okazało się, że owe wydarzenie to koncert muzyki poważnej z gier i filmów. Usiedliśmy na starych i twardych jak ruskie suchary siedzeniach. Słuchaliśmy przez dłuższą chwilę w milczeniu. Goście na prawdę dobrze grali. Niestety nie zapamiętałem co to było. Nawet żadnych rytmów. Po jakimś czasie zaczęliśmy do siebie podszeptywać tak jak reszta snobistycznej sali. Szepty przerodziły się w rozmowy. Koncert przerwano jakaś babka wstała zapaliła światła i kazała wszystkim się uciszyć. Wraz z trwaniem koncertu wstawała coraz częściej. Później płaski gostek który zaczął już być bardziej trójwymiarowy, lecz nadal bardzo chudy wyciągnął z mojego płaszcza książkę o której nie miałem pojęcia. Zaczął ją czytać. Nagle coś wyczytał. Wypowiedział zaklęcie i zmienił się w magicznego przekoksa wyglądającego jak kulturysta. Zaczął mi oraz reszcie grozić, że coś nam zrobi. Wyssie duszę czy ki ch*j. Babka piała ze złości żeby się uciszył. Wyciągnąłem fona chcąc wezwać pomoc, lecz ten magicznymi mocami sprawił, że nie miałem zasięgu. Wybiegłem na dwór a tam prócz samochodów i kilku osób które wyszły na fajka znajduje się coś jeszcze. Przebiegając w pośpiechu przez ciemny parking nie zauważyłem, że do jednego z drzew przywiązany jest dinozaur. Nie jestem ekspertem ani za bardzo mu się nie przyglądałem ale powinno wystarczyć, że wyglądał podobnie do Tyranozaura. Miał jakieś cztery metry wysokości. Prawie mnie chapnął zębiskami na szczęście w porę odskoczyłem. Kawałek dalej stała jego miniaturowa wersja. Sięgał mi może do pasa. Rzecz w tym, iż ten nie był przywiązany. Zaczął mnie gonić. Udało mu się dziabnąć mi kilka razy spodnie a raz złapał buta i nie chciał za cholerę puścić. Wbił swoje szpony i machał moją nogą. W końcu się jednak oswobodziłem i pobiegłem do jedynego dostępnego schronienia. Znów prawie capnął mnie ten większy ale i tym razem się nie dałem. Wbiegłem do budynku, z którego nie mogłem ani uciec ani wezwać pomocy. Udałem się z powrotem do sali w której odbywał się koncert. Zrezygnowany usiadłem z tyłu. Zacząłem myśleć o tym, że nie powiedziałem rodzicom gdzie jestem więc pewnie teraz się o mnie zamartwiają. Użalałem się nad swym losem dopóki nie spostrzegłem, że oboje siedzą przede mną i świetnie się bawią. Przez myśl mi przeszło "jak oni się tu znaleźli?"...
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





