17-07-2019, 18:06
16-17.07.2K19
Czas snu: 12 godzin (ależ ja się dzisiaj wyspałem
)
Dość sporo tych snów dzisiaj miałem zważywszy na długość snu. Niestety nie wszystkie przetrwały w mej głowie dłużej niż kilka sekund po obudzeniu się.
1) (...) Znalazłem się w jakieś dużej szkole wyższej. Budynek był wielki sądząc po długości żółtych korytarzy. Obudziłem się w pokoju zmienionym na sypialnie. Oprócz mnie było tam czterech moich kolegów. Ściany były zielone. W pokoju panował półmrok gdyż słońce jeszcze całkowicie nie wzeszło, poza tym zasłony były zasłonięte. Kilka minut rozmawialiśmy nie pamiętam już o czym. Nie mogłem znaleźć swoich spodni więc paradowałem w piżamowych. W końcu opuściłem pokój i udałem się do jednej z głównych sal w szkole. Chciałem zdobyć gdzieś staż. Jak się okazało aby posiąść ten przywilej trzeba było wygrać z czterema innymi kandydatami w "Chińczyka". Nie było by może tak źle gdyby nie to ,że była tylko jedna plansza i masa ludzi w kolejce. Po kilkunastu chwilach czekania straciłem cierpliwość i sobie poszedłem.
Po uczelni kręciło się sporo ludzi. Spotkałem kolegów z pokoju. Chwilę pogadaliśmy po czym udałem się w dalszą drogę przez korytarz. Wszedłem do losowych drzwi.
Magicznym sposobem znalazłem się na wyspie, która kształtem przypominała wyspę dębów. Oprócz mnie był tam jedynie profesor archeologi. Pomogłem mu odkopywać zejście w kształcie krzyża. Następnego dnia Gdy przyszedłem pomóc okazało się ,że całe zejście jest już odkopane ale na jego dnie nie było niczego. Profesor zabronił mi chwilowo czegokolwiek odkopywać. Po jakimś czasie okazało się dlaczego. Na wykopaliska przyszedł jakiś ważniak żeby zebrać owoce naszej pracy. Profesorek zbajerował go ,że nic nie znalazł. Tamten odszedł niepyszny. Gdy gość był już daleko profesor zszedł do wykopu i odwrócił jeden z kamieni. Po drugiej stronie znajdowały się jakieś dziwne symbole. Profesor powiedział ,że musimy odkopać przestrzenie pomiędzy ramionami krzyża. Nie wiem jak się to dokładnie nazywa ale na fladze Anglii jest to w kolorze białym. Po wkopaniu się na głębokość ok. dwóch metrów naszym oczom ukazała się mogiła. Mogiła sześciu kobiet ułożonych równolegle do siebie. Co dziwne wszystkie wyglądały tak jakby umarły przed chwilą. Były nagie. Co jeszcze dziwniejsze w ich ciałach znajdowały się pocięte szczątki dużego węża. U trzech te kawałki były zaszyte w ciała, zaś do pozostałych dostały się przez ostatnią część układu pokarmowego. Profesor powiedział mi ,że wąż to w istocie Titanoboa i to jego rytualny pochówek. Od razu chciał się podzielić ze światem tym niesamowitym znaleziskiem, ja zaś miałem zamiar kopać dalej. Zabronił mi więc udałem się z nim z powrotem do szkoły...
Resztę snów widzę jak przez mgłę.
Czas snu: 12 godzin (ależ ja się dzisiaj wyspałem
) Dość sporo tych snów dzisiaj miałem zważywszy na długość snu. Niestety nie wszystkie przetrwały w mej głowie dłużej niż kilka sekund po obudzeniu się.
1) (...) Znalazłem się w jakieś dużej szkole wyższej. Budynek był wielki sądząc po długości żółtych korytarzy. Obudziłem się w pokoju zmienionym na sypialnie. Oprócz mnie było tam czterech moich kolegów. Ściany były zielone. W pokoju panował półmrok gdyż słońce jeszcze całkowicie nie wzeszło, poza tym zasłony były zasłonięte. Kilka minut rozmawialiśmy nie pamiętam już o czym. Nie mogłem znaleźć swoich spodni więc paradowałem w piżamowych. W końcu opuściłem pokój i udałem się do jednej z głównych sal w szkole. Chciałem zdobyć gdzieś staż. Jak się okazało aby posiąść ten przywilej trzeba było wygrać z czterema innymi kandydatami w "Chińczyka". Nie było by może tak źle gdyby nie to ,że była tylko jedna plansza i masa ludzi w kolejce. Po kilkunastu chwilach czekania straciłem cierpliwość i sobie poszedłem.
Po uczelni kręciło się sporo ludzi. Spotkałem kolegów z pokoju. Chwilę pogadaliśmy po czym udałem się w dalszą drogę przez korytarz. Wszedłem do losowych drzwi.
Magicznym sposobem znalazłem się na wyspie, która kształtem przypominała wyspę dębów. Oprócz mnie był tam jedynie profesor archeologi. Pomogłem mu odkopywać zejście w kształcie krzyża. Następnego dnia Gdy przyszedłem pomóc okazało się ,że całe zejście jest już odkopane ale na jego dnie nie było niczego. Profesor zabronił mi chwilowo czegokolwiek odkopywać. Po jakimś czasie okazało się dlaczego. Na wykopaliska przyszedł jakiś ważniak żeby zebrać owoce naszej pracy. Profesorek zbajerował go ,że nic nie znalazł. Tamten odszedł niepyszny. Gdy gość był już daleko profesor zszedł do wykopu i odwrócił jeden z kamieni. Po drugiej stronie znajdowały się jakieś dziwne symbole. Profesor powiedział ,że musimy odkopać przestrzenie pomiędzy ramionami krzyża. Nie wiem jak się to dokładnie nazywa ale na fladze Anglii jest to w kolorze białym. Po wkopaniu się na głębokość ok. dwóch metrów naszym oczom ukazała się mogiła. Mogiła sześciu kobiet ułożonych równolegle do siebie. Co dziwne wszystkie wyglądały tak jakby umarły przed chwilą. Były nagie. Co jeszcze dziwniejsze w ich ciałach znajdowały się pocięte szczątki dużego węża. U trzech te kawałki były zaszyte w ciała, zaś do pozostałych dostały się przez ostatnią część układu pokarmowego. Profesor powiedział mi ,że wąż to w istocie Titanoboa i to jego rytualny pochówek. Od razu chciał się podzielić ze światem tym niesamowitym znaleziskiem, ja zaś miałem zamiar kopać dalej. Zabronił mi więc udałem się z nim z powrotem do szkoły...
Resztę snów widzę jak przez mgłę.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





