06-07-2019, 17:10
Dziękuję koledze za pożywkę. Jest akcja, to musi być i reakcja 
Rebeliusz u eldeka bram
Kiedy węgielna barwa nieba na kolor sierści wilka się zamienia
Niczym owo zwierzę płoszy ciemność jak samicę jelenia
Na czarną smołę wpływa błękit morski, co poranek zwiastuje
Ja zaś te boskie zjawiska obserwuję.
Dansing planet, melanż gwiazd - wszystko, o czym marzysz
Ze mną na szczycie mój jedyny towarzysz
Nie będę opisywać jego wizerunku
Posuwam się smętnie w jego kierunku
Przed przecinkiem pie_dolnę sobię spację
Wiem, że u niejednego wzbudzi abominację.
U stóp moich nagich smutne pepe.
Chciałbym na koniec kolegę-spie_doxa uściskać
Lecz przede mną jedynie kusząca nicość błyska.
Choć wschodzące słońce ze spoczynku się budzi
Choć w oddali pieśń miłosną już gra rudzik
Wszystkie ptaki rozpoczęły swe trele radosne
A hen daleko we wsi dzięcioł napie_dala w sosnę.
Wszak pode mną osiem pięter dusz uśpionych
Zazdroszczę im ich serc uspokojonych.
Spoglądam po raz ostatni w krajobrazu głębię
Wiem, że za ten wiersz dostanę od Isabeli po gębie.
Wzrok kieruję w stronę pustego dziennika
W którym nie napisałem nic od października
Okładkę mienią litery zaledwie dwie
"L" jak lamus i jak dureń "D".
Zapisane przed laty rękami moimi
Rękami szczęśliwymi, rękami dumnymi
Rękami pewnymi, że jedna z nich w drugą się wbije
W krainie, o której słyszały tak wiele od tak wielu
Lecz nigdy nie dotarły do upragnionego celu.
Mijały długie godziny, parszywe dni, rozpaczliwe tygodnie
Nie doczekałem się eldeka, w łóżku było niewygodnie
Teraz stoję tu na dachu i głupoty gadam
A dziennik swobodnie w dół sobie spada.
Ostatkiem sił palcami swemi nos zaciskam
Stary, dobry sposób zamiast worka z helem wokół pyska
Świadomy mój śnie, zaraz cię dogonię,
Nadzieja umarła przedostatnia, a ja zaraz po niej.

Rebeliusz u eldeka bram
Kiedy węgielna barwa nieba na kolor sierści wilka się zamienia
Niczym owo zwierzę płoszy ciemność jak samicę jelenia
Na czarną smołę wpływa błękit morski, co poranek zwiastuje
Ja zaś te boskie zjawiska obserwuję.
Dansing planet, melanż gwiazd - wszystko, o czym marzysz
Ze mną na szczycie mój jedyny towarzysz
Nie będę opisywać jego wizerunku
Posuwam się smętnie w jego kierunku
Przed przecinkiem pie_dolnę sobię spację
Wiem, że u niejednego wzbudzi abominację.
U stóp moich nagich smutne pepe.
Chciałbym na koniec kolegę-spie_doxa uściskać
Lecz przede mną jedynie kusząca nicość błyska.
Choć wschodzące słońce ze spoczynku się budzi
Choć w oddali pieśń miłosną już gra rudzik
Wszystkie ptaki rozpoczęły swe trele radosne
A hen daleko we wsi dzięcioł napie_dala w sosnę.
Wszak pode mną osiem pięter dusz uśpionych
Zazdroszczę im ich serc uspokojonych.
Spoglądam po raz ostatni w krajobrazu głębię
Wiem, że za ten wiersz dostanę od Isabeli po gębie.
Wzrok kieruję w stronę pustego dziennika
W którym nie napisałem nic od października
Okładkę mienią litery zaledwie dwie
"L" jak lamus i jak dureń "D".
Zapisane przed laty rękami moimi
Rękami szczęśliwymi, rękami dumnymi
Rękami pewnymi, że jedna z nich w drugą się wbije
W krainie, o której słyszały tak wiele od tak wielu
Lecz nigdy nie dotarły do upragnionego celu.
Mijały długie godziny, parszywe dni, rozpaczliwe tygodnie
Nie doczekałem się eldeka, w łóżku było niewygodnie
Teraz stoję tu na dachu i głupoty gadam
A dziennik swobodnie w dół sobie spada.
Ostatkiem sił palcami swemi nos zaciskam
Stary, dobry sposób zamiast worka z helem wokół pyska
Świadomy mój śnie, zaraz cię dogonię,
Nadzieja umarła przedostatnia, a ja zaraz po niej.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





