06-07-2019, 13:20
Skądś się dowidziałem, że rząd (światowy?) czy ktoś tam chce szybko obniżyć liczbę ludzi na świecie, więc będą zagazowywać domy. Szybko się ubraliśmy i uciekliśmy na zewnątrz. Stałem na dachu autobusu. Przede mną, na dachu drugiego wozu autobusowego, była grupa ludzi śpiewająca "Abba ojcze". Miało to wywoływać pozytywne wibracje. Dołączyłem do nich w śpiewie, ale szybko przestałem, bo tata stał na dachu tego drugiego autobusu i się trochę wstydziłem. Dojechaliśmy do jakiegoś miejsca i wysiedliśmy. Razem z tatą szukaliśmy wejścia do kościoła. Szliśmy właśnie obok ściany albo takiego betonowego płotu przypominającego te zabezpieczające miejsce budowli czy remontów. Zatrzymaliśmy się i cofnęliśmy. Tak, tam były, małe czarne zakurzone drzwiczki. Przeszliśmy przez nie. Zdziwiłem się, bo wchodziło się z boku ołtarza, a przednie siedzenia były bardzo blisko. Usiedliśmy na wolnych miejscach. Ksiądz zaczął mszę. Było w tym coś dziwnego, ale dalej nie pamiętam.






