03-07-2019, 12:48
Była jakaś impreza czy zabawa. Okazało się, że miałem długie ciemne włosy i koledzy upletli mi warkocze, takie z kulkami. Poszedłem do łazienki i obejrzałem się w lustrze. Podobało mi się. Jednak rozplotłem je, aby przypadkiem nikt nie brał mnie za dziewczynę.
Stałem, gdzieś na zewnątrz przed ścianą bloku. Pod tą ścianą były takie metalowe kratki zabezpieczające. Chyba lała się woda, bo przepłukiwałem usta, chociaż nigdzie nie widziałem kranu. Wodę wypluwałem w te kratki. Leżała tam gazeta, przez kogoś wrzucona. Na okładce widać było wizerunek jakiejś polityczki. Plułem na nią. Coś sobie ubzdurałem, że to prawdziwa twarz zastygnięta w czasie i kiedy się obudzi będzie na niej moja ślina. Przemyłem ją wodą.
Ciemno, wiał silny wiatr. Jechał samochód policyjny. Kogoś gonił. Ten ktoś uciekał. Wspinał się na wysoką górę. Samochód się zatrzymał. Wysiadł mężczyzna z kobietą. Nie wyglądał na policjanta. Wiedziałem, że gonią nie słusznie oskarżonego. Tamten był już wysoko. Starucha myślała, że go złapie przechodząc skrótem. Wspinała się prawie pionową ścianą. Gdy już była prawie na górze, kawał skały zaczął się odłamywać. Coś tam głośno wymamrotała. Spadła. Została po niej tylko mokra plama. Zaczynało się robić jasno. Ktoś z oddali powiedział, że ta góra to jak pod blokiem. I rzeczywiście, wysoka góra była jedynie iluzją. Ten ktoś wszedł na jakąś starą niską ruinę. Schodziliśmy ścieżkami, które były jak korytarze bez zewnętrznych ścian. Było wąsko. Miałem lekki lęk wysokości chociaż nie było zbyt wysoko, a ja byłem tylko obserwatorem.
Stałem, gdzieś na zewnątrz przed ścianą bloku. Pod tą ścianą były takie metalowe kratki zabezpieczające. Chyba lała się woda, bo przepłukiwałem usta, chociaż nigdzie nie widziałem kranu. Wodę wypluwałem w te kratki. Leżała tam gazeta, przez kogoś wrzucona. Na okładce widać było wizerunek jakiejś polityczki. Plułem na nią. Coś sobie ubzdurałem, że to prawdziwa twarz zastygnięta w czasie i kiedy się obudzi będzie na niej moja ślina. Przemyłem ją wodą.
Ciemno, wiał silny wiatr. Jechał samochód policyjny. Kogoś gonił. Ten ktoś uciekał. Wspinał się na wysoką górę. Samochód się zatrzymał. Wysiadł mężczyzna z kobietą. Nie wyglądał na policjanta. Wiedziałem, że gonią nie słusznie oskarżonego. Tamten był już wysoko. Starucha myślała, że go złapie przechodząc skrótem. Wspinała się prawie pionową ścianą. Gdy już była prawie na górze, kawał skały zaczął się odłamywać. Coś tam głośno wymamrotała. Spadła. Została po niej tylko mokra plama. Zaczynało się robić jasno. Ktoś z oddali powiedział, że ta góra to jak pod blokiem. I rzeczywiście, wysoka góra była jedynie iluzją. Ten ktoś wszedł na jakąś starą niską ruinę. Schodziliśmy ścieżkami, które były jak korytarze bez zewnętrznych ścian. Było wąsko. Miałem lekki lęk wysokości chociaż nie było zbyt wysoko, a ja byłem tylko obserwatorem.





