18-06-2019, 12:35
Schodzę do starego, piwnicznego baru. Co rusz zaczepiają mnie różne dziewczyny i chcą coś ode mnie. Są to osoby, które znam. Jedna chce pożyczyć pieniądze. Jestem już tak zła, że wydzieram na nią twarz. Zaraz jednak złość mi przechodzi. Obraz przeplata się scenkami o różnych ludziach, którzy poczta pantoflową przekazują sobie wieść o jakimś ważnym głosowaniu czy zebraniu. Siedzę na dole, bar jest trochę kinem. Wyświetla się jakiś film. Widzę, że obok mnie siedzą lub raczej leżą moi bracia. Są znowu dziećmi. Stwierdziłam, że muszę ich stamtąd zabrać. Jednak nie mogłam się zebrać. Gadałam znowu z tymi dziewczynami i ze starszą kobietą. Tłumaczyła mi o tej ważnej sprawie, w której wszyscy mają się zebrać. Skądś pojawił się ojciec i kazał mi iść do auta. Chodziło o to zebranie. Zaraz znalazłam się na siedzeniu pasażera w samochodzie. Stał on w miejscu przy moim domu, w miejscu w którym w rzeczywistości nigdy nie dało się wjechać pojazdem, a teraz jest tam las. Było ciemno. Zobaczyłam, że coś lata w powietrzu jasnego. Przyglądałam się uważnie i stwierdziłam, że to rój pszczół. Narrator powiedział, że codziennie tam się pojawiają, nocą przyjeżdżają specjaliści, i tu pojawiła się scenka z charakterystycznym samochodem. Podjechał, mijając mnie na drodze, popsikał czymś pszczoły i odjechał. Narrator kontynuował, że co rano znowu tam są. Było nadal ciemno, ale pszczoły znów wyleciały z gniazda. Skupiły się w trzy grupy i latały w wirze. Pomyślałam skąd mam tyle mocy obliczeniowej żeby zmyślać emergentne zjawisko. Każda z grup pszczół zaczęła przeistaczać się w niezbyt urodziwą istotę nibyludzką. Narrator kontynuował coś o przeistoczeniu i miałam uczucie że doznałam jakiegoś objawienia. Niestety ktoś mnie obudził.





