13-06-2019, 13:26
Wszedłem przez ekran telewizora do szaro białego nagrania. Trafiłem do jakiejś wioski. Chłopczyk z dziewczynką stali przy studni. Coś tam do siebie gadali i śmiali się. Zdziwiłem się, gdy zauważyłem głębokie zmarszczki na ich czołach. To nie byli wcale dzieci. Ci ludzie byli po prostu tacy mali. Wydawali się niedorozwinięci umysłowo. Przechodziłem obok rzędów ich małych glinianych chatek. Miały zaokrąglone otwory zamiast drzwi, dlatego wszystko widziałem co się dzieje wewnątrz. Nagle wszyscy zaczęli się dziwnie zachowywać. W każdym domku ktoś jadł bułkę albo chleb. W jednym z nich jakaś mała staruszka powiedziała głupim głosikiem "jestem taka malutka, a zjadam taki wielki kawał". Przechyliła głowę do tyłu i wgryzła się w wielki lekko spieczony chleb. Pomyślałem, że trzeba się ewakuować z tego wariatkowa. Zjawiła się normalna wysoka kobieta. Była raczej ładna. Chwyciła mnie za rękę i wyszliśmy przez główne drzwi. Tam był korytarz szkolny. Gimnazjaliści mieli chyba dyskotekę. Paliły się wszędzie psychodeliczne światła. Szliśmy razem i po chwili się obudziłem.






