27-04-2019, 13:13
Zima, ciemno, pada śnieg. Jadę z kolegą na sankach. Kto je ciągnie? Nie wiem. Chyba Nikt. Widzę jakiś obiekt lecący na niebie. Opada powoli w naszą stronę. Chcę to złapać. Kolega też, ale to mi się udało. Chwytam to. Wygląda jak świecący punkcik, ma dołączonego w kształcie czegoś z elektroniki. Rozbłyska i się roztapia, wsiąka w moją skórę. Wiem już, że to jest coś co przyleciało z kosmosu od obcych. Zmienia DNA. Czuję przez chwilę zimno w nogach. Tak jak ci obcy moje ciało nie zamarznie nawet na ekstremalnym mrozie. Przeżyję nadchodzącą epokę lodowcową. A jak kolega też chce niech poczeka na następny "kosmiczny płatek śniegu". Wstaję i idę w śnieżycę.





