21-04-2019, 09:19
No dobra, zmuszam się jednak do wskrzeszenia dziennika 
Nietypowo bodźcem do uświadomienia się był słyszany z daleka płacz dziecka. Wybił mnie z fabuły snu i zmusił do okazywania uwagi i pocieszenia jego właścicielowi - na oko 9latkowi z wadą genetyczną. Nie powiedział tego wprost, ale rozumiałem wtedy, że czuje się opuszczony przez Boga. Będąc wciąż w pewnej pomroczności, stwierdziłem, że muszę wziąć go na wycieczkę po świadomym śnie, żeby pokazać mu jasność. Chwyciłem go za rękę i wylecieliśmy przez wielkie okno.
Zwiedziliśmy ciemną i rozległą działeczkę typu ROD, której żywopłoty nadawały kształt zamka od ubrań widzianego z góry. W gąszczu liści drzew w regularnych odstępach umieszczone były płaskie telewizory z reklamami zawierającymi wodę. Segmenty ogrodu oddzielone był od siebie drewnianymi bramami złożonymi ze staromodnych kredensów, po brzegi wypełnione kolorowymi nalewkami i akcesoriami tytoniowymi. Nisko nad zielenią wisiały magiczne kłęby dymu. Z jednej strony subtelnie przechodziły w obłoki chmur, a z gęstszej strony żylaste pasma gazu materializowały się stopniowo w zawieszony w powietrzu srebrny system korzeniowy. Jeden ukwiecony gigantyczny konar wystawał z działeczki do nieskończoności.
Następnie postanowiłem pokazać mojemu podopiecznemu co znajduje się za taflą telewizora. Po penetracji ekranu znaleźliśmy się wysoko nad powierzchnią ziemi w zakrzywionym lustrzanie świecie. Świat oglądało się jak przez pryzmat nałożonych na siebie szklanych kul. Teren naziemny w całości składał się z milionów prostkątnych lusterek ułożonych jak panele podłogowe, podczas gdy miasta okazały się zbudowane ze skrawków gazety - najwyższe wieżowce z części tekstowej, zaś pomniejsze budynki - z powycinanych zdjęć słoneczników.
Tak skończyła się nasza wyprawa. Jednak po obudzeniu empatyczna wizja pocieszyciela szybko się rozpadła, ponieważ zdałem sobie sprawę, że przez cały sen używałem dzieciaka w postaci steru, wymachując nim gwałtownie w pożądane strony , przy akompaniamencie jego dzikiego niezadowolonego wrzasku

Nietypowo bodźcem do uświadomienia się był słyszany z daleka płacz dziecka. Wybił mnie z fabuły snu i zmusił do okazywania uwagi i pocieszenia jego właścicielowi - na oko 9latkowi z wadą genetyczną. Nie powiedział tego wprost, ale rozumiałem wtedy, że czuje się opuszczony przez Boga. Będąc wciąż w pewnej pomroczności, stwierdziłem, że muszę wziąć go na wycieczkę po świadomym śnie, żeby pokazać mu jasność. Chwyciłem go za rękę i wylecieliśmy przez wielkie okno.
Zwiedziliśmy ciemną i rozległą działeczkę typu ROD, której żywopłoty nadawały kształt zamka od ubrań widzianego z góry. W gąszczu liści drzew w regularnych odstępach umieszczone były płaskie telewizory z reklamami zawierającymi wodę. Segmenty ogrodu oddzielone był od siebie drewnianymi bramami złożonymi ze staromodnych kredensów, po brzegi wypełnione kolorowymi nalewkami i akcesoriami tytoniowymi. Nisko nad zielenią wisiały magiczne kłęby dymu. Z jednej strony subtelnie przechodziły w obłoki chmur, a z gęstszej strony żylaste pasma gazu materializowały się stopniowo w zawieszony w powietrzu srebrny system korzeniowy. Jeden ukwiecony gigantyczny konar wystawał z działeczki do nieskończoności.
Następnie postanowiłem pokazać mojemu podopiecznemu co znajduje się za taflą telewizora. Po penetracji ekranu znaleźliśmy się wysoko nad powierzchnią ziemi w zakrzywionym lustrzanie świecie. Świat oglądało się jak przez pryzmat nałożonych na siebie szklanych kul. Teren naziemny w całości składał się z milionów prostkątnych lusterek ułożonych jak panele podłogowe, podczas gdy miasta okazały się zbudowane ze skrawków gazety - najwyższe wieżowce z części tekstowej, zaś pomniejsze budynki - z powycinanych zdjęć słoneczników.
Tak skończyła się nasza wyprawa. Jednak po obudzeniu empatyczna wizja pocieszyciela szybko się rozpadła, ponieważ zdałem sobie sprawę, że przez cały sen używałem dzieciaka w postaci steru, wymachując nim gwałtownie w pożądane strony , przy akompaniamencie jego dzikiego niezadowolonego wrzasku





