08-04-2019, 02:00
06-07.04.2K18
Czas snu ok. 8
Możliwe ,że na senne sceny wpłynęła dość spora ilość alkoholu przyswojona przez me ciało przed zaśnięciem.
1) Dość długi sen ,który jednak w większości zapomniałem zaraz po przebudzeniu gdyż skupiłem się na śnie numer 2.
Duży ,stary szpital otoczony przez równie zestarzały cmentarz. To wszystko skąpane we mgle. Każda rzecz zbudowana w tym śnie przez człowieka była w jakimś odcieniu szarości. W pierwszej części snu wbiłem wraz z grupą do wspomnianego szpitala i próbowaliśmy przebić się przez różnorakie stwory ,zombie i insze dziwadła na ostatnie piętro. Moja grupa liczyła ok. dziesięć osób. Głównie ludzi ale trafił się jeszcze krasnolud i jakiś inny nieczłowiek. Gdy w końcu dotarliśmy na ostatnie piętro zabarykadowaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam o czym dokładnie rozmawialiśmy ale była to raczej zwykła koleżeńska pogawędka.
W drugiej części powróciłem z kilkoma osobami na szczyt szpitala. Zastaliśmy tam kilka osób z pierwszej części snu ,tyle ,że tak z piętnaście lat starszych np. krasnolud miał długą i siwą brodę. Poza tym całe piętro było wysprzątane i czyste. Usiedliśmy przy herbatce i gaworzyliśmy jakiś czas a w tle słychać było ciche ujadanie potworów znajdujących się pod nami.
2) Jechałem swoim autkiem po kamienistej pustyni wraz z trzema znajomymi. Zjechaliśmy z dość dużej górki po czym straciliśmy ze sobą kontakt w tumanach piaszczystego pyłu ,jaki tworzyły nasze samochody. W końcu odnalazłem drogę która wiodła do małej wsi w której miałem mieć lekcje. Po drodze mój środek transportu po prostu się rozpadł a ja straciłem część garderoby. Nie wiem jak mogło do tego dojść ale nie zraziłem się tym gdyż dalej mogłem jechać ale już na swojej dupie. Po prostu siedziałem jak w samochodzie. Kierowałem niewidzialną kierownicą i wciskałem niewidzialne pedały. Gdy zajechałem do wioski ,na którą składały się trzy niewielkie domki ,z jednego z nich wyszedł mój (jeśli strajk się nie skończy) były nauczyciel i powiedział ,że nie może mnie wpuścić bez ubrania. Uświadomiłem sobie ,że podczas drogi straciłem większość garderoby. Zostały mi jedynie prawa skarpetka i majtki (o dziwo były to stringi a noszę tylko bokserki) ,oba w czarnym kolorze. Usiadłem na piachu ,zrobiłem ruch ręką jakbym odpalał silnik i popychając jedną nogę do przodu ruszyłem jadąc na tyłku. Musiało wyglądać to przekomicznie. Jadąc przez pustynię i szukając swoich ubrań natrafiłem na kilkanaście metalowych szafek szkolnych ,samotnie stojących na środku pustkowia. Zatrzymałem się i podszedłem do jednej z nich ,którą uznałem za swoją i znalezionymi w skarpecie kluczami otworzyłem ją. To co tam zobaczyłem skwitowałem słowami "Tak jak myślałem ,nic nie ma" ,zza pleców usłyszałem "Nom ,w tych szafkach nic nie ma". Poznałem po głosie ,że to mój kolega Maciek. Odwróciłem się by potwierdzić swój domysł. Nie przywitałem się jednak i ruszyłem w stronę z której przyszedłem. Jednakże nie znajdowałem się już na pustyni lecz w mej szkole. Wyszedłem z szatni która znajdowała się na drugim piętrze ,na głównym korytarzu i znalazłem swoje ubrania leżące na parapecie. Pośpiesznie ubrałem się po czym dostrzegłem wokół siebie dużą ilość tańczących ludzi ,znajomych z mej szkoły. Poza tym wnętrze mej szkoły było udekorowane w wielu miejscach. Słyszałem również muzykę w rytm której tańczyli ci wszyscy ludzie.
Gdy tak stałem i dziwiłem się temu wszystkiemu co tu się dzieje ,rozglądałem się i przypatrywałem bawiącym się w parach ludziom ,pomyślałem sobie ,że to pewnie jakiś bal. I w tym momencie złapała za mą rękę jakaś inna ,kobieca i pociągnęła mnie do tańca. Gdy odwróciłem się ujrzałem najpiękniejszą istotę jaką kiedykolwiek widziałem
. Moja femina perfecta wyłoniła się z tłumu ludzi niczym afrodyta z morskiej piany
. Zaniemówiłem. Lico o nieopisanym pięknie ,okraszone lekko kręconymi włosami opadającymi na ramiona. Ubrana zaś była w piękną czarną suknię z odkrytym brzuszkiem i dekoltem który niby był odkryty ale jednak zakryty coś jak rajstopy (nwm jak się to dokładnie nazywa). Złapała mnie ,ja po chwili zawahania ,spowodowanej szokiem jaki na mnie wywarła Wenus we własnej osobie ,uczyniłem to samo. Poszliśmy w tany. Przetańczyliśmy cztery piosenki. Były i szybsze i wolniejsze kawałki. Treścią naszej rozmowy jaka w tym czasie zaistniała nie będę was zanudzał
,powiem tylko ,że były to chyba jak dotąd najmilsze chwile jakie spędziłem w śnie. Przechodząc dalej pominę nic nie znaczące elementy
jakie w tym czasie zaistniały i przejdę do sedna. Po czwartej przetańczonej piosence każda para dostała bądź wyjęła skądś kartkę z treścią wiersza. Cały myk miał polegać na tym ,że w czasie kolejnego tańca tańczący mieli na zmianę recytować treść wiersza. Gdy tylko z głośników poleciała muzyka moja luba zaczęła czytać (wspominałem już ,że miała anieli głos?). Dokończyła swe zdanie i już miałem rozpocząć swoją kwestię ale zatkało mnie i nie mogłem wydusić ani słowa ,choć bardzo chciałem. Moja trochę zmieszana tym partnerka zaczęła czytać za mnie. Zacząłem się niepokoić ,pomyślałem "Coś mi tu nie gra" po chwili zatrzymałem się ,nie mogłem się ruszyć. Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć "Co się dzieje". Nagle zacząłem słyszeć ciche chrapanie ,które z każdą chwilą stawało się głośniejsze "Nie ,nie ,NIEEEEEEEE"... Obudziłem się ,pierwszą mą myślą było "Ja pi*rdole to tylko sen"
Gdy po chwili doszedłem do siebie po emocjonujących przeżyciach zacząłem myśleć nad snem ,analizować go i zapamiętywać. Od tego całego myślenia ponownie zasnąłem.
2 cz. 2) Pojawiłem się w tej samej szkole z której wywaliło mnie do rzeczywistości. Bal trwał nadal ale miał się już ku końcowi. Ludzie zaczynali już schodzić w dół ,do szatni. Ja zaś biegałem korytarzami szukając mej luby. W końcu dostrzegłem ją w oddali. Przeciskając się przez tabun ludzi którzy stali mi na drodze próbowałem do niej dotrzeć. Ma partnerka zeszła do szatni. Moją pierwszą myślą było to aby pobiec tam za nią ale uznałem ,że możemy minąć się. Stanąłem więc przy zejściu do szatni. W czasie czekania aż wyjdzie podeszła do mnie grupa koleżanek ,jedna z nich powiedziała mi ,że moja partnerka może być jakąś tam żydowską boginią która przychodzi do ludzi samotnych. Później (w śnie) jadąc samochodem próbowałem znaleźć na to jakieś potwierdzenie w necie ,na telefonie ale niczego nie znalazłem. Po jakimś czasie czekania uznałem ,że lepiej będzie jednak stanąć przy wyjściu do licbazy w razie jakby wyszła z szatni innym wyjściem. Stojąc i czekając na słonku krzyknął do mnie jakiś ojciec abym wziął białą piłeczkę golfową ,leżącą obok mnie i rzucił ją gdzieś w p*zdu daleko ,bo jego mały synek ciągle się nią interesuje i próbuje ją zjeść. Uczyniłem to po czym nadjechał limonkowym autkiem mój ojciec i spytał czy nie podwieźć mnie do domu. Zgodziłem się ,w czasie jazdy przeglądałem neta. W końcu skapnąłem się ,że miałem czekać przy szkole. Wyskoczyłem z auta i pobiegłem na autobus. Jadąc hybrydowym autobusikiem dostrzegłem pomarańczowy samochód mojej siostry ciotecznej. Wysiadłem i spytałem czy mnie podwiezie. Zgodziła się. Wjechaliśmy na wiadukt ,na którym akurat odbywały się zawody w drifcie. Moja siora odwaliła jakiegoś epickiego drifta ,który bardziej wyglądał jak utrata panowania nad samochodem podczas poślizgu. Mało nie wypadliśmy z wiaduktu ale przynajmniej dostaliśmy owacje na stojąco...
Długo myślałem nad sensem tego snu ,czy próbuje mi coś przekazać ,dać jakąś lekcję ale jedyne do czego doszedłem to to ,że nie mam pojęcia o interpretowaniu snów.
Wróć. Wyciągnąłem z tego wszystkiego lekcję. Otóż następnym razem przed wyrwaniem jakiejś laski ,bądź jak w tym przypadku ,nim ona wyrwie mnie ,obowiązkowo zrobię TR. Drugi raz nie przeżyję takiego zawodu
.
Enjoy
Czas snu ok. 8
Możliwe ,że na senne sceny wpłynęła dość spora ilość alkoholu przyswojona przez me ciało przed zaśnięciem.
1) Dość długi sen ,który jednak w większości zapomniałem zaraz po przebudzeniu gdyż skupiłem się na śnie numer 2.
Duży ,stary szpital otoczony przez równie zestarzały cmentarz. To wszystko skąpane we mgle. Każda rzecz zbudowana w tym śnie przez człowieka była w jakimś odcieniu szarości. W pierwszej części snu wbiłem wraz z grupą do wspomnianego szpitala i próbowaliśmy przebić się przez różnorakie stwory ,zombie i insze dziwadła na ostatnie piętro. Moja grupa liczyła ok. dziesięć osób. Głównie ludzi ale trafił się jeszcze krasnolud i jakiś inny nieczłowiek. Gdy w końcu dotarliśmy na ostatnie piętro zabarykadowaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam o czym dokładnie rozmawialiśmy ale była to raczej zwykła koleżeńska pogawędka.
W drugiej części powróciłem z kilkoma osobami na szczyt szpitala. Zastaliśmy tam kilka osób z pierwszej części snu ,tyle ,że tak z piętnaście lat starszych np. krasnolud miał długą i siwą brodę. Poza tym całe piętro było wysprzątane i czyste. Usiedliśmy przy herbatce i gaworzyliśmy jakiś czas a w tle słychać było ciche ujadanie potworów znajdujących się pod nami.
2) Jechałem swoim autkiem po kamienistej pustyni wraz z trzema znajomymi. Zjechaliśmy z dość dużej górki po czym straciliśmy ze sobą kontakt w tumanach piaszczystego pyłu ,jaki tworzyły nasze samochody. W końcu odnalazłem drogę która wiodła do małej wsi w której miałem mieć lekcje. Po drodze mój środek transportu po prostu się rozpadł a ja straciłem część garderoby. Nie wiem jak mogło do tego dojść ale nie zraziłem się tym gdyż dalej mogłem jechać ale już na swojej dupie. Po prostu siedziałem jak w samochodzie. Kierowałem niewidzialną kierownicą i wciskałem niewidzialne pedały. Gdy zajechałem do wioski ,na którą składały się trzy niewielkie domki ,z jednego z nich wyszedł mój (jeśli strajk się nie skończy) były nauczyciel i powiedział ,że nie może mnie wpuścić bez ubrania. Uświadomiłem sobie ,że podczas drogi straciłem większość garderoby. Zostały mi jedynie prawa skarpetka i majtki (o dziwo były to stringi a noszę tylko bokserki) ,oba w czarnym kolorze. Usiadłem na piachu ,zrobiłem ruch ręką jakbym odpalał silnik i popychając jedną nogę do przodu ruszyłem jadąc na tyłku. Musiało wyglądać to przekomicznie. Jadąc przez pustynię i szukając swoich ubrań natrafiłem na kilkanaście metalowych szafek szkolnych ,samotnie stojących na środku pustkowia. Zatrzymałem się i podszedłem do jednej z nich ,którą uznałem za swoją i znalezionymi w skarpecie kluczami otworzyłem ją. To co tam zobaczyłem skwitowałem słowami "Tak jak myślałem ,nic nie ma" ,zza pleców usłyszałem "Nom ,w tych szafkach nic nie ma". Poznałem po głosie ,że to mój kolega Maciek. Odwróciłem się by potwierdzić swój domysł. Nie przywitałem się jednak i ruszyłem w stronę z której przyszedłem. Jednakże nie znajdowałem się już na pustyni lecz w mej szkole. Wyszedłem z szatni która znajdowała się na drugim piętrze ,na głównym korytarzu i znalazłem swoje ubrania leżące na parapecie. Pośpiesznie ubrałem się po czym dostrzegłem wokół siebie dużą ilość tańczących ludzi ,znajomych z mej szkoły. Poza tym wnętrze mej szkoły było udekorowane w wielu miejscach. Słyszałem również muzykę w rytm której tańczyli ci wszyscy ludzie.
Gdy tak stałem i dziwiłem się temu wszystkiemu co tu się dzieje ,rozglądałem się i przypatrywałem bawiącym się w parach ludziom ,pomyślałem sobie ,że to pewnie jakiś bal. I w tym momencie złapała za mą rękę jakaś inna ,kobieca i pociągnęła mnie do tańca. Gdy odwróciłem się ujrzałem najpiękniejszą istotę jaką kiedykolwiek widziałem
. Moja femina perfecta wyłoniła się z tłumu ludzi niczym afrodyta z morskiej piany
. Zaniemówiłem. Lico o nieopisanym pięknie ,okraszone lekko kręconymi włosami opadającymi na ramiona. Ubrana zaś była w piękną czarną suknię z odkrytym brzuszkiem i dekoltem który niby był odkryty ale jednak zakryty coś jak rajstopy (nwm jak się to dokładnie nazywa). Złapała mnie ,ja po chwili zawahania ,spowodowanej szokiem jaki na mnie wywarła Wenus we własnej osobie ,uczyniłem to samo. Poszliśmy w tany. Przetańczyliśmy cztery piosenki. Były i szybsze i wolniejsze kawałki. Treścią naszej rozmowy jaka w tym czasie zaistniała nie będę was zanudzał
,powiem tylko ,że były to chyba jak dotąd najmilsze chwile jakie spędziłem w śnie. Przechodząc dalej pominę nic nie znaczące elementy
jakie w tym czasie zaistniały i przejdę do sedna. Po czwartej przetańczonej piosence każda para dostała bądź wyjęła skądś kartkę z treścią wiersza. Cały myk miał polegać na tym ,że w czasie kolejnego tańca tańczący mieli na zmianę recytować treść wiersza. Gdy tylko z głośników poleciała muzyka moja luba zaczęła czytać (wspominałem już ,że miała anieli głos?). Dokończyła swe zdanie i już miałem rozpocząć swoją kwestię ale zatkało mnie i nie mogłem wydusić ani słowa ,choć bardzo chciałem. Moja trochę zmieszana tym partnerka zaczęła czytać za mnie. Zacząłem się niepokoić ,pomyślałem "Coś mi tu nie gra" po chwili zatrzymałem się ,nie mogłem się ruszyć. Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć "Co się dzieje". Nagle zacząłem słyszeć ciche chrapanie ,które z każdą chwilą stawało się głośniejsze "Nie ,nie ,NIEEEEEEEE"... Obudziłem się ,pierwszą mą myślą było "Ja pi*rdole to tylko sen"
Gdy po chwili doszedłem do siebie po emocjonujących przeżyciach zacząłem myśleć nad snem ,analizować go i zapamiętywać. Od tego całego myślenia ponownie zasnąłem.
2 cz. 2) Pojawiłem się w tej samej szkole z której wywaliło mnie do rzeczywistości. Bal trwał nadal ale miał się już ku końcowi. Ludzie zaczynali już schodzić w dół ,do szatni. Ja zaś biegałem korytarzami szukając mej luby. W końcu dostrzegłem ją w oddali. Przeciskając się przez tabun ludzi którzy stali mi na drodze próbowałem do niej dotrzeć. Ma partnerka zeszła do szatni. Moją pierwszą myślą było to aby pobiec tam za nią ale uznałem ,że możemy minąć się. Stanąłem więc przy zejściu do szatni. W czasie czekania aż wyjdzie podeszła do mnie grupa koleżanek ,jedna z nich powiedziała mi ,że moja partnerka może być jakąś tam żydowską boginią która przychodzi do ludzi samotnych. Później (w śnie) jadąc samochodem próbowałem znaleźć na to jakieś potwierdzenie w necie ,na telefonie ale niczego nie znalazłem. Po jakimś czasie czekania uznałem ,że lepiej będzie jednak stanąć przy wyjściu do licbazy w razie jakby wyszła z szatni innym wyjściem. Stojąc i czekając na słonku krzyknął do mnie jakiś ojciec abym wziął białą piłeczkę golfową ,leżącą obok mnie i rzucił ją gdzieś w p*zdu daleko ,bo jego mały synek ciągle się nią interesuje i próbuje ją zjeść. Uczyniłem to po czym nadjechał limonkowym autkiem mój ojciec i spytał czy nie podwieźć mnie do domu. Zgodziłem się ,w czasie jazdy przeglądałem neta. W końcu skapnąłem się ,że miałem czekać przy szkole. Wyskoczyłem z auta i pobiegłem na autobus. Jadąc hybrydowym autobusikiem dostrzegłem pomarańczowy samochód mojej siostry ciotecznej. Wysiadłem i spytałem czy mnie podwiezie. Zgodziła się. Wjechaliśmy na wiadukt ,na którym akurat odbywały się zawody w drifcie. Moja siora odwaliła jakiegoś epickiego drifta ,który bardziej wyglądał jak utrata panowania nad samochodem podczas poślizgu. Mało nie wypadliśmy z wiaduktu ale przynajmniej dostaliśmy owacje na stojąco...
Długo myślałem nad sensem tego snu ,czy próbuje mi coś przekazać ,dać jakąś lekcję ale jedyne do czego doszedłem to to ,że nie mam pojęcia o interpretowaniu snów.
Wróć. Wyciągnąłem z tego wszystkiego lekcję. Otóż następnym razem przed wyrwaniem jakiejś laski ,bądź jak w tym przypadku ,nim ona wyrwie mnie ,obowiązkowo zrobię TR. Drugi raz nie przeżyję takiego zawodu
.Enjoy
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





