29-03-2019, 19:19
28-29.03.2K19
Czas snu ok. 8h
1) (...) Schodziłem z dwoma bądź trzema kolegami z gór. Pamiętam ,że coś robiłem wcześniej ale mgła niepamięci przykryła wspomnienia. Była późna noc. Schodziliśmy dość szybko ,czuć było w powietrzu niepokój. Idąc pośpiesznym krokiem natrafiliśmy na górską ,asfaltową ulicę przecinającą naszą ścieżkę. Jako ,że szedłem na przedzie rozejrzałem się czy nic nie jedzie i ruszyłem gdyż nie było widać żywej duszy. Zrobiłem kilka kroków gdy nagle nie wiem skąd nadjechał rozpędzony samochód. Próbowałem odskoczyć jednak nic by to nie dało i zginąłbym niechybnie gdyby coś mi nie pomogło. Poczułem jakby wielką ,niewidzialną rękę ,która złapała mnie i brutalnie ,jak szmacianą lalką rzuciła mną do tyłu. Jednak dzięki niej przeżyłem. Po pierwszym szoku ,poobijany wstałem ,otrzepałem się i zacząłem zastanawiać się co to było. Po głębokich moralno-filozoficznych dywagacjach uznałem ,że to musiał być sam bóg ,który dał mi drugą szansę a potraktował mnie brutalnie ponieważ chciał pokazać ,że obecnie jestem złym ,niewierzącym człowiekiem. Jako ,że niedaleko miejsca w którym się znajdowałem było miasteczko a w nim kościół ,to udałem się właśnie tam. Był to duży kamienny kościół w stylu gotyckim. W środku było chłodno i ciemno. Jedne światło dawały z rzadka rozstawione świece. Nie pamiętam aby był tam ktoś jeszcze oprócz mnie. Kontynuowałem w świątyni swe rozważania ,dopóki nie przerwał mi jakiś gość. Podszedł do mnie typ w szarym stroju mnicha z kapturem zakrywającym cieniem twarz. Wręczył mi trzy kartki z portretami. Wszystkie były naszkicowane grubymi liniami ,każdy obrazek w innym kolorze. Pomarańcz ,zieleń i ciemny róż. Powiedział żebym wezwał te postacie jeśli będę potrzebował pomocy. Pomyślałem ,iż są to jacyś święci.
(...) Przeniosło mnie do mojego domu ,dokładnie stałem w drzwiach wejściowych a przede mną stały trzy postacie ,które przywołałem. Okazało się ,że nie są to żadni święci a trzy straszliwe demony. Jeden wyglądał jak trędowaty. Porwane łachmany i twarz jak u zoombie ,zgniła i rozpadająca się. Reszcie nie zdążyłem się dokładnie przyjrzeć ,bo szybko zamknąłem drzwi. Demony nie zamierzały jednak odpuszczać jedynie na przestraszeniu mnie. Zaczęły dobijać się do mego domostwa...
Krótki sen ale za to straszny ,jak również strasznie dziwny.
Czas snu ok. 8h
1) (...) Schodziłem z dwoma bądź trzema kolegami z gór. Pamiętam ,że coś robiłem wcześniej ale mgła niepamięci przykryła wspomnienia. Była późna noc. Schodziliśmy dość szybko ,czuć było w powietrzu niepokój. Idąc pośpiesznym krokiem natrafiliśmy na górską ,asfaltową ulicę przecinającą naszą ścieżkę. Jako ,że szedłem na przedzie rozejrzałem się czy nic nie jedzie i ruszyłem gdyż nie było widać żywej duszy. Zrobiłem kilka kroków gdy nagle nie wiem skąd nadjechał rozpędzony samochód. Próbowałem odskoczyć jednak nic by to nie dało i zginąłbym niechybnie gdyby coś mi nie pomogło. Poczułem jakby wielką ,niewidzialną rękę ,która złapała mnie i brutalnie ,jak szmacianą lalką rzuciła mną do tyłu. Jednak dzięki niej przeżyłem. Po pierwszym szoku ,poobijany wstałem ,otrzepałem się i zacząłem zastanawiać się co to było. Po głębokich moralno-filozoficznych dywagacjach uznałem ,że to musiał być sam bóg ,który dał mi drugą szansę a potraktował mnie brutalnie ponieważ chciał pokazać ,że obecnie jestem złym ,niewierzącym człowiekiem. Jako ,że niedaleko miejsca w którym się znajdowałem było miasteczko a w nim kościół ,to udałem się właśnie tam. Był to duży kamienny kościół w stylu gotyckim. W środku było chłodno i ciemno. Jedne światło dawały z rzadka rozstawione świece. Nie pamiętam aby był tam ktoś jeszcze oprócz mnie. Kontynuowałem w świątyni swe rozważania ,dopóki nie przerwał mi jakiś gość. Podszedł do mnie typ w szarym stroju mnicha z kapturem zakrywającym cieniem twarz. Wręczył mi trzy kartki z portretami. Wszystkie były naszkicowane grubymi liniami ,każdy obrazek w innym kolorze. Pomarańcz ,zieleń i ciemny róż. Powiedział żebym wezwał te postacie jeśli będę potrzebował pomocy. Pomyślałem ,iż są to jacyś święci.
(...) Przeniosło mnie do mojego domu ,dokładnie stałem w drzwiach wejściowych a przede mną stały trzy postacie ,które przywołałem. Okazało się ,że nie są to żadni święci a trzy straszliwe demony. Jeden wyglądał jak trędowaty. Porwane łachmany i twarz jak u zoombie ,zgniła i rozpadająca się. Reszcie nie zdążyłem się dokładnie przyjrzeć ,bo szybko zamknąłem drzwi. Demony nie zamierzały jednak odpuszczać jedynie na przestraszeniu mnie. Zaczęły dobijać się do mego domostwa...
Krótki sen ale za to straszny ,jak również strasznie dziwny.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





