26-03-2019, 15:08
Przy drzwiach na przedpokoju podeszła do mnie jakaś ładna dziewczyna. Spytała się mnie czy mnie pamiętasz, byliśmy w sanatorium w Sopocie? Spytałem się o jej imię. Odpowiedziała, że ma na imię Magda. Pomyślałem, że tam przecież była Marta, ale tak, też była jakaś Magda. Chociaż nie do końca wiem o jakie sanatorium chodzi. Ale OK.
Jestem w supermarkecie z jakąś dziewczyną (raczej nie z tą Magdą, tylko jakąś inną). Ona bierze koszyk i wchodzi do sklepu przez bramki. Ja czekam przed sklepem, jakbym leżał na łóżku, nie mogę się ruszyć lub zapomniałem, że mogę. Gdy ona idzie z tym koszykiem, kasjer wstaje i szybko do niej podbiega. Tłumaczy jej, że nie można tak sobie wchodzić z koszem. Najpierw trzeba kosz zarejestrować i coś tam jeszcze. Później chyba sam idę po tym sklepie. Coś się stało z jakimś panem. Chyba mu krew leci z twarzy (ebola?). Dwóch się nim zajmuje. Dzwonią po pomoc. Szukają leków. Polecam mu podawać duże dawki witaminy C kilka razy dziennie, to pomoże...
Mam niejaką wiedzę, że pojechałem na wczasy z mamą i siostrą, a teraz gdzieś nocujemy. Jest ciemno. Leżę w łóżku, od prawej strony jest ściana. W nogach łóżka pojawia się jakaś dziwna postać. Widzę jej zarysy. Ma nienaturalnie wielką głowę i bardzo gruby i długi nos. Wiem, że to demon lub zły duch. Okrywa się półprzezroczystym materiałem (może jedwab?) i od razu zmienia się jakby przez cały czas tak wyglądała, ma piękną kobiecą sylwetkę. Ale za chwilę ten materiał z niej opada i znowu widzę, że to gruby demon z półmetrowym nochalem na pół twarzy. Poprawia materiał. Coś tam do mnie mówi, abym pomógł jej usiąść i zawiązać ten materiał, bo ona chce się ze mną przespać (aha i pewnie pożywić się moją energią). Pomagam jej i szybko uciekam. Biegnę ciemnym długim korytarzem w prawo. Kątem oka widzę pokoje mamy i siostry. Śpią, więc im teraz nie pomogę. Docieram na koniec korytarza i wchodzę do malutkiego pokoiku. Jest tam drewniane zielone okienko, zabite deskami, bez szyb. Bez namysłu przeskakuję przez okno i przenikam na zewnątrz. Ląduję na chodniku. To był jakiś długi budynek. Biegnę wzdłuż niego po trawie. Przez okno wygląda jakiś mężczyzna. Chowam się na chwilę i biegnę dalej. Wiem już, że tan hotel był zorganizowany przez wampiry pożywiającymi się ludźmi tam odpoczywającymi. Dochodzę do miejsca po drugiej stronie między budynkami. Miałem wrażenie, że już tu kiedyś byłem. Jest tam prawie w całości przysypana piaskownica czarnym piachem, chyba to jakiś węgiel albo popiół. Może kiedyś był tam pożar? Słabo widzę. Biorę jeden węgielek, aby go poczuć w ręce. Biegnę dalej. Biorę inny, jasny rozsypujący się kamyk. Polepsza mi się wzrok. W tym czasie zrobiło się już jasno. Wybiegam na ulicę. Budzę się.
Jestem w supermarkecie z jakąś dziewczyną (raczej nie z tą Magdą, tylko jakąś inną). Ona bierze koszyk i wchodzi do sklepu przez bramki. Ja czekam przed sklepem, jakbym leżał na łóżku, nie mogę się ruszyć lub zapomniałem, że mogę. Gdy ona idzie z tym koszykiem, kasjer wstaje i szybko do niej podbiega. Tłumaczy jej, że nie można tak sobie wchodzić z koszem. Najpierw trzeba kosz zarejestrować i coś tam jeszcze. Później chyba sam idę po tym sklepie. Coś się stało z jakimś panem. Chyba mu krew leci z twarzy (ebola?). Dwóch się nim zajmuje. Dzwonią po pomoc. Szukają leków. Polecam mu podawać duże dawki witaminy C kilka razy dziennie, to pomoże...
Mam niejaką wiedzę, że pojechałem na wczasy z mamą i siostrą, a teraz gdzieś nocujemy. Jest ciemno. Leżę w łóżku, od prawej strony jest ściana. W nogach łóżka pojawia się jakaś dziwna postać. Widzę jej zarysy. Ma nienaturalnie wielką głowę i bardzo gruby i długi nos. Wiem, że to demon lub zły duch. Okrywa się półprzezroczystym materiałem (może jedwab?) i od razu zmienia się jakby przez cały czas tak wyglądała, ma piękną kobiecą sylwetkę. Ale za chwilę ten materiał z niej opada i znowu widzę, że to gruby demon z półmetrowym nochalem na pół twarzy. Poprawia materiał. Coś tam do mnie mówi, abym pomógł jej usiąść i zawiązać ten materiał, bo ona chce się ze mną przespać (aha i pewnie pożywić się moją energią). Pomagam jej i szybko uciekam. Biegnę ciemnym długim korytarzem w prawo. Kątem oka widzę pokoje mamy i siostry. Śpią, więc im teraz nie pomogę. Docieram na koniec korytarza i wchodzę do malutkiego pokoiku. Jest tam drewniane zielone okienko, zabite deskami, bez szyb. Bez namysłu przeskakuję przez okno i przenikam na zewnątrz. Ląduję na chodniku. To był jakiś długi budynek. Biegnę wzdłuż niego po trawie. Przez okno wygląda jakiś mężczyzna. Chowam się na chwilę i biegnę dalej. Wiem już, że tan hotel był zorganizowany przez wampiry pożywiającymi się ludźmi tam odpoczywającymi. Dochodzę do miejsca po drugiej stronie między budynkami. Miałem wrażenie, że już tu kiedyś byłem. Jest tam prawie w całości przysypana piaskownica czarnym piachem, chyba to jakiś węgiel albo popiół. Może kiedyś był tam pożar? Słabo widzę. Biorę jeden węgielek, aby go poczuć w ręce. Biegnę dalej. Biorę inny, jasny rozsypujący się kamyk. Polepsza mi się wzrok. W tym czasie zrobiło się już jasno. Wybiegam na ulicę. Budzę się.





