Kroniki Astralnych Motyli
#48
Dzień 24


Wróciłam do siebie natychmiast, kiedy tylko nawiązałam połączenie. Gdybym poczekała chwilę dłużej – gdyby Ireasz pojawił się obok – pozostałabym w Dhihrung-Jetter na dalszy nieokreślony czas. Stojąc już na tej ścieżce, musiałabym iść dalej, prowadzona przez wewnętrzny głód i tęsknotę. Łaknęłam wiedzy. Pragnęłam zrozumienia.
A na drugiej szali, dla równowagi mój astralny dom. Moja astralna odpowiedzialność. Mały, własny, oswojony chaos, który już dość długo pozostawiłam sam sobie. Musiałam wrócić. To był ten quest, który przyjęłam na samym początku, z automatu, kiedy tylko zdołałam jakoś związać umysł z tym światem. Początek mojej drogi. I fundament. Nie miałam pojęcia, skąd te wszystkie myśli się brały, ale intuicyjnie czułam, że mają sens. Istnienie mojego kawałka planu astralnego w jakiś sposób nierozerwalnie wiązało się z moją możliwością odwiedzania tego wymiaru i swobodą działania w nim. Może to była kwestia sugestii Ireasza, tego, co mówił o części kodu Matrixa, której nasze ciała astralne były odbiciem, ale byłam dziwnie przekonana, że jeśli ów źródłowy kod istniał, znajdował się gdzieś w astralnym domu. Ukryty w głębi,
(gdzie pod Wieżą niestrudzenie bije serce)
niewidoczny z powierzchni, czekający na chwilę, kiedy będę w stanie bez problemu spojrzeć w głąb Struktury. I chyba nieprzypadkowo to samo pole siłowe chroniło mój teren i mój umysł.
Powiązania. Wszystko miało znaczenie.
Weszłam do środka. Niepokoiłam się chyba bardziej niż kiedy pierwszy raz przekraczałam ten próg. Przeszłam bez problemu, nic mnie nie zatrzymało. Nic nie spadło mi na głowę, kiedy znalazłam się w obitym drewnianymi panelami korytarzu. Podstarzała arystokratka na obrazie patrzyła na mnie z potępieniem. Tym razem miała ramiona skrzyżowane na klatce piersiowej i szeroko rozwarte oczy. Ciekawe, czy jakbym przyłapała ją w momencie ruchu, moje spojrzenie unieruchomiłoby ją i uczyniło martwą na zawsze…
Z kuchni dochodziły odgłosy zmywania, oprócz tego niezidentyfikowany chrobot i liczne piski urzędujących tam stworzeń. Rzuciłam krótkie spojrzenie przez otwarte drzwi. Panujący we wnętrzu chaos nie zwiększył się w zauważalny sposób. W duchu odetchnęłam z ulgą.
- Kiri? - szepnęłam – Jesteś tu gdzieś?
W odpowiedzi wiewiórka zaczęła materializować się pod jedną ze ścian korytarza. Trochę mnie zaskoczyło, że dla zasady nie zaczęła mi dogryzać albo przekornie nie zbyła mnie brakiem jakiejkolwiek reakcji. Nie musiała w tym momencie nic mówić, wyczuwałam od niej to samo, co świadomie miałam w głowie. Musiałam dojść do ładu z tym, czego dowiedziałam się w ostatnich dniach.
- To znaczy, że przejdziesz teraz do salonu i spokojnie usiądziesz, czy idziesz do biblioteki? - pisnęła Kiri. Nie pomyślałam o tym, zwłaszcza tym drugim, ale idea wydała mi się całkiem sensowna. Dzięki za podpowiedź.
Ruszyłam korytarzem, zastanawiając się, jak bardzo tym razem rozkład pomieszczeń różnił się od tego, co w jakimś stopniu pamiętałam. Miałam wrażenie, że korytarze były teraz dłuższe, ale nie potrafiłam stwierdzić, czy tak było rzeczywiście, czy po prostu wspomnienia były zbyt niewyraźne.
Wspomnienia. Tutaj to działało nieco inaczej. Mogłam z łatwością przywołać z pamięci niektóre wydarzenia ze szczegółami i te obrazy zdawały się niezmienne niezależnie od upływu czasu. Inne rzeczy, te, na które nie zwracałam szczególnej uwagi, zapamiętywałam przelotnie. Nie były one może tak wyraziste, ale kiedy istniały w mojej głowie, również nie ulegały WTÓRNEMU zapomnieniu. Nie byłam w stanie na tym etapie stwierdzić, czy wszystkie wspomnienia były w pewnym sensie nieśmiertelne. Do tej chwili nie zwracałam na to większej uwagi. Dotyczyło to rzecz jasna wyłącznie wspomnień, które powstawały podczas mojego pobytu w Astralu. Kiedy próbowałam myśleć o czymś, co dotyczyło życia w „prawdziwym” świecie, pamięć częściowo zawodziła. Nie doświadczałam całkowitej amnezji i białej plamy, ale pewna mogłam być tylko ogólnych informacji o tym, kim w rzeczywistości byłam, jak się tu znalazłam i wyuczonych w czasie życia informacji. Reszta przypominała dawno obejrzany film, tak, że nie mogłam ufać swojej pamięci w kwestii fabuły poszczególnych scen. To był jeden z powodów – o których na pewno jeszcze w swoich zapiskach nie wspomniałam – dlaczego starałam się tutaj unikać myślenia o moim codziennym fizycznym życiu. Drugi był jak najbardziej przyziemny i praktyczny. Skoro już się tu znalazłam, na te kilka godzin każdego dnia, czy też może nocy, szkoda było tracić czas na sprawy fizycznego świata. Tutaj miałam do przemyślenia wystarczająco dużo, aby już i tak odczuwać dyskomfort czasowych ograniczeń. W drugą stronę działało to już trochę lepiej.
Drzwi do biblioteki znajdowały się na szczęście – albo i nieszczęście – na swoim miejscu. Na wysokości pierwszego piętra, w Wieży, z całym tym zbiorem schodków i szczebli po drodze. Czy naprawdę w wielowymiarowym świecie pełnym ścieżek na skróty mogła istnieć tylko jedna, wątpliwie wygodna droga do mojej cholernej biblioteki?
Drzwi w tym samym miejscu co wcześniej? Owszem. Szkoda tylko, że dalej nie mogło pozostać bez zmian. Tam, gdzie spodziewałam się niewielkiego przedsionka, rozciągał się ciemny korytarz. Boazeria na ścianach ustąpiła miejsca szaroniebieskiej farbie. Nie wiem, jak mogłam być tak pewna barwy, nie widząc jej w tym słabym świetle zbyt dobrze. Po prostu wiedziałam. Słyszałam nieprzerwane buczenie, jakby niezliczonych lamp jarzeniowych, które zdawało się dochodzić z jakiejś wielkiej wysokości. Przyspieszyłam kroku, mając nadzieję, że ten korytarz w ogóle gdzieś się kończy. W miejscu, z którego mogłam zobaczyć tonącą w półmroku ścianę na końcu, natrafiłam na drzwi po lewej stronie. Przynajmniej to mniej więcej się zgadzało. Niewiele dzięki temu spokojniejsza otworzyłam je i weszłam do wielkiego pomieszczenia po drugiej stronie. Cóż, znalazłam się w bibliotece. W wysokiej sali, wypełnionej metalowymi regałami przypominającymi rusztowania. Ich układ był bardziej regularny niż pamiętałam z prawdziwej
(czy naprawdę mogłam ocenić, co tu było bardziej albo mniej prawdziwe?)
biblioteki, co dodatkowo zabijało klimat. Jakbym znalazła się w magazynie. Echo moich kroków odbijało się w wysokim pomieszczeniu. W namacalny niemal sposób odczuwałam, że jestem tu sama, ale nie mogłam powstrzymać się przed nerwowym rozglądaniem się na boki albo spoglądaniem za siebie.
- Molu? - odezwałam się. Nie spodziewałam się odpowiedzi, ale cisza i tak mnie rozczarowała. Jedna rzecz pozostała bez zmian – tabliczki z opisami z boku albo na górze regałów. Niektóre rozpoznawałam, nawet jeśli teraz krój pisma na blaszanych tabliczkach był prostszy. Buczenie narastało. Wprawiało w drżenie metalowe szafki. Błądziłam pomiędzy regałami, nie wiedząc już, czego szukałam. Najchętniej obróciłabym się na pięcie i jak najszybciej stąd uciekła. Drgania stopniowo stawały się coraz bardziej odczuwalne nawet przez podłogę, teraz zrobioną z ciemnoszarego, gumopodobnego tworzywa. Szybkim krokiem weszłam w szerszy korytarzyk między regałami, obchodząc półkę oznaczoną jako „MAŁOLATY PISZĄCE KU EKSCYTACJI RODZICÓW”.
Kliknięcie. Rzeczywistość przeskoczyła, odświeżyła się, z niemal fizycznie odczuwalnym drżeniem. Znajdowałam się teraz w niewielkim pomieszczeniu, dla odmiany z dość niskim sufitem. Półki znów były drewniane, obok miejsca gdzie stałam rozmieszczone były tak, że tworzyły pośrodku małą kwadratową przestrzeń. W środku znajdowały się dwa niskie okrągłe stoliki otoczone krzesłami. Dla dzieci albo krasnoludków. No i teraz przynajmniej zrobiło się zdecydowanie jaśniej, chociaż przy braku okien nie mogłam stwierdzić, skąd pochodziło owo ciepłe światło. Niepewnie podeszłam do bliższego stolika. Nawet go dotknęłam. Eksperyment mało miarodajny, bo nawet nieprawdziwe rzeczy bywały tu prawdziwe.
I. Wtedy. Się. Zaczęło.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że jego zdaniem najbardziej straszne są horrory, w których występują dzieci. Wtedy nie zastanawiałam się nad tym, potem o tym zwyczajnie zapomniałam. Aż do teraz. Do chwili kiedy usłyszałam śmiech. Przysięgam na kod Matrixa, że nic do tej pory mnie tutaj tak nie wystraszyło. Natychmiast całe moje astralne ciało pokryło się całkiem realistyczną gęsią skórką. Śmiech się powtórzył. Dziewczęcy, byłam tego prawie pewna.
Odwróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie zobaczyłam. Za sobą miałam drogę, z boków ograniczoną przez półki z książkami. Teraz stały one zetknięte bokami, tak, że tworzyły zwarte ściany korytarzy labiryntu, w którym się znalazłam. Przeszłam kilka metrów, gdzie ów początkowy korytarz rozgałęział się na boki. Wiele regałów dalej znów rozległ się śmiech, tym razem odróżniałam co najmniej trzy dziecięce głosy. Potem zadudniły kroki. Ktoś biegł i to nie byłam ja. Jeszcze nie. Mnie na razie raczej paraliżowało niż skłaniało do ucieczki. Odsunęłam nieco ręce od ciała i zaczęłam gromadzić w dłoniach energię. Nie patrzyłam, nie pozwalałam sobie na spuszczenie wzroku. Czułam, jakby powietrze wokół moich rąk się zagęszczało, ciężkie i ciepłe. To był bardziej odruch niż wynik jakiejkolwiek racjonalnej myśli. Poza świeceniem nie potrafiłam nic z tą energią robić, nie byłabym w stanie nawet tak jak Ireasz tamtego dnia oszołomić jakiegoś nieszkodliwego astralnego stworzenia.
- Kimkolwiek jesteście, wyjdźcie – zawołałam. Oby mnie posłuchały. Bo gdyby wyszły, byłoby już w porządku. Po chwili, kiedy zdałam sobie sprawę, że tutaj nie odczuwałam już tej przytłaczającej samotności i pustki, spróbowałam jeszcze jednego.
- Molu? Molu Książkowy, jesteś tutaj?
Tak, nadzieja umiera ostatnia.
Ktoś przebiegł bardzo blisko, tak, że oprócz kroków słyszałam szybki oddech. To było za murem regałów po mojej lewej stronie. Cofnęłam się do rozgałęzienia ścieżki i spojrzałam w tamtym kierunku. Miałam przed sobą kolejne ścieżki bibliotecznego labiryntu. W głębi zobaczyłam kolejny niewielki dziecięcy kącik, emanujący żółtawym światłem, właściwie identyczny jak tamten pierwszy. Jedyną różnicę stanowiły dwa rysunki na jednym ze stolików. Podeszłam bliżej, żeby lepiej się przyjrzeć, trudno stwierdzić, czy było warto. Na jednej kartce widniał kwiatek o koślawych prostokątnych niebieskich płatkach, obowiązkowo z uśmiechniętą buźką na środku, nad nim (w górnym rogu kartki, a jakże!) ćwierć słońca z krzywymi promieniami. Drugi obrazek przedstawiał domek, przy nim nieproporcjonalnie do niego duże patykowate ludzkie postacie i jeszcze bardziej nieproporcjonalny czarny pies o ogromnych trójkątnych zębiskach. Same rysunki nie wzbudziły we mnie żadnych uczuć, ale scenografia byłaby dużo bardziej wiarygodna, gdyby tak gdzieś obok znajdowały się jakiekolwiek przybory do rysowania!
A co mogło być na odwrocie tych obrazków? Myśl nagła, natrętna, jakby cały świat miał od niej zależeć. Wciągnęłam więc rękę, aby zajrzeć na drugą stronę.
Klik. Kolejny przeskok. Uczucie podobne do tego, kiedy przebijałam się przez czwarty albo piąty wymiar.
Przerzuciło mnie parę metrów do tyłu. Mogłabym spróbować jeszcze raz, ale byłam niemal pewna, że znów nastąpi to samo. Przekornie spróbowałam. Czy nie jest idiotyczne powtarzać działanie, oczekując odmiennych efektów? Cóż, raczej nie miałam prawa być rozczarowana. Trzeci raz już nie próbowałam, zamiast tego przeszłam dalej tą samą odnogą wytyczonego przez półki korytarza.
Klik. Rzeczywistość drgnęła dużo słabiej. Przede mną, nieco na lewo, widziałam kolejny kącik dla dzieci. Identyczny jak ten drugi, z rysunkami na stoliku. Daleko po mojej prawej stronie, przy końcu kolejnego odgałęzienia przejścia, znajdował się kolejny. Czwarty, jeśli dobrze liczyłam. Widziałam je doskonale z powodu tego oświetlenia, w labiryncie między regałami było zauważalnie ciemniej. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że wszystkie takie miejsca są w jakiś sposób równoważne, jak lustrzane odbicia. Wystarczyłoby, żebym dotarła do jednego z nich i jeśli zdołam dosięgnąć rysunku…
Rzuciłam się biegiem w prawo. Zamierzałam przechytrzyć siłę, która tu panowała – wszak naturalnym byłoby wybranie najbliższego punktu, czyż nie? No to proszę bardzo! Mnie tam dłuższa droga nie zaszkodzi, pobiegnę, jakbym dostała skrzydeł. Echo zwielokrotniło moje kroki. A może nie moje? Byłam niemal pewna, że oprócz moich, jeszcze kilka par stóp zadudniło o podłogę. W kilku miejscach naraz rozległ się dziecięcy śmiech. I…
Klik. Zadrżały niewidzialne bariery. Wstrząs rozszedł się falą.
Labirynt wytyczony przez półki z książkami znów zmienił rozkład. Widziałam kilka jaśniejszych kątów, prawie tak, jakbym przenikała wzrokiem stałe obiekty. Moja świadomość była w całym labiryncie jednocześnie. Słyszałam dzieci, ich głosy i kroki, ale nikogo nadal nie widziałam. Czułam ich drażniącą obecność jak chodzące po skórze robaki.
Musiałam się skupić, żeby zebrać świadomość w jednym punkcie, który stał się mną. Musiałam IŚĆ. Ruszyć się z miejsca. Liczne korytarze między regałami przeskakiwały w moim polu widzenia. Każdy gwałtowniejszy ruch powodował zmianę. Klik. Klik. Klik.
Na końcu wielu przejść widziałam ów kącik dla dzieci, słodki, obrzydliwie niewinny azyl. Klik. Jeden z nich na chwilę znalazł się blisko. Tylko kilka metrów, może się uda. Klik. I znów daleko.
Czy przypadkiem ktoś kiedyś powiedział, że oglądając trzeci wymiar, przebywając w czwartym, widzi się obiekty ze wszystkich stron równocześnie?
Korytarze przeskakiwały. Czasem wydawało mi się, że widzę jakiś cień. Któreś z tych dzieci? Cienie ciągnęły do światła. Oświetlone, stopniowo nabierały konturów.
W dziecięcym kątku zobaczyłam siebie. Nawet w kilku miejscach. Nie widziałam twarzy, każda z tych postaci była tyłem albo trochę bokiem. Raczej rozpoznawałam sylwetkę, ubranie i włosy. Cudownie się rozmnażałam, z każdą chwilą bardziej. Miotałam się w tym przeskakującym z przyprawiającą o mdłości szybkością kalejdoskopie, ale byłam coraz bliżej. Odwrócone tyłem postacie, rzucane po całym labiryncie, mimo wszystko zbliżały się do celu. Któraś musi w końcu stanąć przy którymś stoliku i sięgnąć po rysunek!
Rzeczywistość przeskakiwała jak seria zdjęć wykonywanych jedno po drugim. Za każdym razem w mojej głowie z cichym trzaskiem następowało spięcie. Zdałam sobie sprawę, że oprócz swoich kroków i tupotu dzieci, cały czas słyszałam buczenie. Ono nigdy nie ustało, trwało sobie w tle, a ja mogłam je spokojnie ignorować. Aż stało się silne. Potężne. Jak fala ciśnienia, która miała zmiażdżyć wszystko w obszarze oddziaływania, włącznie ze mną, skoro tak nierozważnie znalazłam się w polu rażenia.
- Co oznacza ten twój cholerny amulet?! - krzyknęła Kiri w mojej głowie.
Do diabła, mów ty wprost, albo wcale się nie odzywaj! Nie miałam teraz głowy do zagadek. Amulet miałam pod koszulą, musiałabym najpierw wyciągnąć go na wierzch. Uniosłam ręce, żeby sięgnąć do kołnierza. Zobaczyłam, że odruchowo cały czas emitowałam energię, z mojej skóry parowała słabo świecąca mgiełka. Za dużo, żeby temu zaprzeczyć, za mało, żeby mieć z tego pożytek.
Nieistniejące dzieci zaśmiały się chóralnie. Teraz już byłam pewna. One śmiały się ze mnie.
Chciałam biec, ale czas zwolnił. Każdy mój ruch był spowolniony, jakby otaczała mnie krzepnąca żywica. A coś zbliżało się do mnie. Gdybym mogła się odwrócić, zobaczyłabym, jak stoi tuż za moimi plecami. Jak przybliża swoją głowę do mojej. Jak się nachyla…
- Odniosłaś już wszystkie książki? - spytał głos, który był mój. Nie jak Kiri albo inna, właśnie rodząca się tulpa. To był mój głos, fizycznie mój, nawet jeśli przetworzony jak przez zniekształcające urządzenia i zmieniony tak, jakbym miała najwyżej dziesięć lat. Zawsze i wszędzie potrafiłabym go rozpoznać.
Obecność nagle mnie opuściła, razem z napięciem i nieznośnym ciężarem. Buczenie przeszło w drżenie. Całe pomieszczenie trzęsło się w posadach. Papier szumiał i szeleścił. Ciężkie oprawy książek zadudniły o podłogę. Gdzieś trzasnęło drewno, kiedy któraś półka nie wytrzymała i musiała się poddać.
To było jak lawina. Książki popłynęły falą z wielu stron jednocześnie. Czasem półki stały na drodze owego rozpędzonego potoku, wówczas uderzenie rozbijało je w drzazgi.
Uciekać? A czy było dokąd? Biegłam na oślep, starając się omijać sterty książek, czasem przeskakiwałam je, kiedy nie były zbyt wysokie. Kilka razy poślizgnęłam się na wyrwanych kartkach albo fragmencie obwoluty, jakimś sposobem za każdym razem udało mi się odzyskać równowagę. Chwała niech będzie zmniejszonej grawitacji! Kiedy tylko czas zaczął płynąć normalnie, odzyskałam właściwą dla astralnego ciała zwinność i mogłam przynajmniej próbować znaleźć wyjście. W przebłyskach, teraz już coraz rzadszych, widziałam czasem inne egzemplarze mnie. Tylko kilka, większość zdążyła zniknąć. Te dziwne odbicia również zdawały sobie sprawę z grozy sytuacji i na swój sposób szukały drogi ucieczki, żadne z nich jednak nie miotało się aż tak rozpaczliwie. W większości nawet nie biegły. W głowie mignął mi obraz jednego z nich, jak powoli zbliża się do wyjścia, łuku drzwi, za którymi czekała czerń. Ten mój cień niósł przed sobą zamkniętą czarną skrzynkę.
- Pospiesz się! - krzyczałam, a zaraz potem – Czekaj na mnie!
Chciałam biec w tamtą stronę – którą właściwie? Wizja zniknęła, a ja pozostałam sama w bibliotece, która ulegała zagładzie. Książki z furkotem kartek otoczyły mnie ze wszystkich stron. No, PRAWIE ze wszystkich. Przede mną pozostała ostatnia ścieżka. Droga w jedną stronę. Tunel w mroku. A tam na końcu z pewnością było światło. Musiało być, bo inaczej nie mogłabym zobaczyć ciemnego konturu znajomej krępej sylwetki. Łysa głowa kiwała się na boki, kołysały się sterczące z niej czułki. Wspierając się jedną ręką pod bok, drugą przyciskając coś do ciała, Mól Książkowy spokojnym krokiem odchodził w dal.
Mogłam krzyczeć, żeby na mnie poczekał. Nie zrobiłam tego. Zerwałam się do biegu, zaciskając zęby. Tunel przede mną się wydłużał, koniec drogi był coraz bardziej odległy. Mól też w jakiś sposób się oddalał, chociaż nawet nie przyspieszył kroku. W pewnym momencie zatrzymał się i schylił. Kiedy ruszył dalej, zobaczyłam, że coś za sobą zostawił. To była ta czarna skrzynka z wizji? Czy to ja z przyszłości miałam podnieść ją i wyjść stąd, zabierając tę rzecz ze sobą? Byłam zdecydowana tu i teraz zamknąć pętlę czasu.
Dotarłam do ciemnego obiektu na podłodze. To była książka. Gruba, w skórzanej oprawie. Kiedy ją podniosłam, poczułam jej ciężar.
- Idziesz dalej tunelem?
- Tak – westchnęłam – Oczywiście, że idę.
Nawet, jeśli tam na końcu nie było już światła. Musiałam iść, bo tutaj nic więcej nie zostało.
Weszłam w mrok. Co powiedzieliby o tym buddyści? Moja mizerna wiedza na temat bardo nie chciała przyjść mi z pomocą. Chyba nadal żyłam, w sensie ciała astralnego, skoro nie pamiętałam momentu unicestwienia. Zatem odrodzenie może nie będzie konieczne. Ale i tak coś mnie szarpnęło, kiedy znalazłam się w najgłębszej czerni. Przeskok między astralnymi sferami albo kolejne odświeżanie Matrixa. Tuż za mną dość głośno zatrzasnęły się drzwi.
Byłam w przedsionku, który wyglądał zupełnie tak jak wcześniej, zanim to wszystko się zaczęło. Jak za każdym poprzednim razem, kiedy tu bywałam. Odwróciłam się do drzwi. Faktycznie, zamknięte. Przełożyłam książkę do lewej ręki i nacisnęłam klamkę. W pierwszej chwili drzwi stawiły opór, jakby były zamknięte na klucz. Przyznam bez bicia, że w jakimś stopniu poczułam ulgę. Może, gdyby sprawa niejako rozwiązała się sama, przynajmniej na jakiś czas byłabym zwolniona z konieczności oglądania, co teraz znajdowało się po drugiej stronie. Ale na jednej próbie zazwyczaj się nie poprzestaje, toteż nacisnęłam tę nieszczęsną klamkę jeszcze raz i tym razem drzwi się uchyliły.
Biblioteka wyglądała całkiem normalnie. Zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło. Między regałami kręciła się znajoma postać, której widok ucieszył mnie jak nigdy.
- A, jesteś! - Mól Książkowy też wydał się uszczęśliwiony, kiedy mnie zobaczył. Niepewnie weszłam do środka, tylko parę kroków od drzwi. Wolałam być ostrożna.
- Tak mi się zdawało, że ktoś się tu kręci – mamrotał Mól, przecierając ręką grzbiety książek – Miło, że czasami tu zaglądasz.
Wydawało się, że czegoś szukał. Odruchowo podeszłam bliżej. Uniosłam wolną prawą rękę i przywołałam kulę energii. Starałam się teraz wywołać jak najsilniejsze światło.
- Poświecić? - spytałam – Tak chyba będzie łatwiej.
- Dziękuję.
Mól mrużył oczy za maleńkimi szkiełkami okularów, na jego czole pojawiały się zmarszczki.
- Szukasz czegoś? - spytałam.
- No, w pewnym sensie… Nie wiem, gdzie zostawiłem tego Bardona. Mógłbym przysiąc, że położyłem na stoliku, ale nie…
Tknięta przeczuciem, pierwszy raz przyjrzałam się księdze, którą ściskałam. Na górze okładki wytłoczone było nazwisko autora – Franz Bardon, na dole znajdował się tytuł. „Wtajemniczenie do Hermetyzmu”. Litery wypełniono złocistym barwnikiem, obecnie mocno wytartym i wyblakłym. Pośrodku wytłoczono wzór, okrąg z zaznaczonymi licznymi promieniami, wpisany w ukośnie ustawiony kwadrat.
- O tym mówisz?
- Ooo, owszem! - zawołał Mól radośnie – Jest.
Chciałam oddać mu księgę, ale wówczas Mól przecząco pokręcił głową.
- Jeśli teraz jej potrzebujesz, jest do twojej dyspozycji. Ja tylko chciałem wiedzieć, co się z nią stało. Tak dla zasady, rozumiesz? W bibliotece porządek musi być, ot co! Bo inaczej… Jak by to wyglądało! Rozumiesz, prawda? Ale już sprawa wyjaśniona, więc nie zawracaj tym sobie głowy. Niech ci dobrze służy. Pamiętaj, że wszystko tu jest dla ciebie.
- Jasne. I dziękuję.
Nie za bardzo wiedziałam, co jeszcze miałabym powiedzieć. Wycofałam się i wyszłam do Wieży. Spróbowałam teraz zeskakiwać w dół po tych wszystkich nieregularnych szafkach i stopniach. Wylądowałam w końcu na dole, wzbijając stopami niewielkie obłoczki kurzu. Przez chwilę pożałowałam, że przed opuszczeniem biblioteki nie zadałam Molowi Książkowemu pewnego prostego, ale dość ważnego pytania.
Czy ty też jesteś mną?
Zadając je musiałam przyjąć ryzykowne założenie, że stwór powiedziałby prawdę. Ale tutaj chyba wszystko w jakimś stopniu opierało się na ryzyku, tak jak to bywa z absolutnym brakiem pewności.
W panującym na dole Wieży świetle umownie dziennym przyglądałam się księdze. Tytuł nie był mi całkiem obcy, zetknęłam się z nim nieraz. W tamtym innym, mniej szalonym życiu. Ale nie widziałam takiego wydania.
Gładziłam ręką skórzaną oprawę, która teraz nie wydawała się czarna. Nie była nawet szczególnie ciemna. Jakie były szanse, że to ludzka skóra?
- Chciałabyś. To zwykła syntetyczna podróba, możesz się założyć.
Westchnęłam i otworzyłam książkę. Przerzucałam strony, na chwilę zatrzymując się na ilustracjach. Było tam kilka magicznych kręgów z symbolami, schematy ludzkiego ciała otoczonego chmurami energii, alchemiczne symbole żywiołów i sił natury, z których część znałam wcześniej.
- Kiri, pamiętasz, jak kiedyś mówiłam, że można by niektóre teorie zweryfikować?
- Owszem. Mówiłaś wiele różnych rzeczy.
- To chyba mamy trochę materiału do badań.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,949 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1