24-02-2019, 13:58
Świat był po wielkiej katastrofie i większość ludzi utraciła swoje miejsca zamieszkania. Nastały także problemy z jedzeniem. Szedłem sobie lasem. Spotkałem takich dwóch. Znaleźli dwie torby z jedzeniem, chyba ususzonym mięsem. To była karma dla kotów z łososia i kurczaka. Niedaleko, za krzakami szła dziewczyna. Ciągnęła za sobą duży różowy wór. Podbiegłem do niej i zajrzałem co ona tam niesie w tym worze. Miała tam pełno różnokolorowych cukierków, szklaków, gum rozpuszczalnych, czekoladek. Zawołałem tamtych dwóch. Teraz zauważyłem, że miała jeszcze dużo kolorowych długopisów, kamieni i kryształów. Podobały mi się ich psychodeliczne kolory i wzory. Pomyślałem, że zjem jak najwięcej tych cukierków, jednak nawet nie spróbowałem. Wziąłem dwa długopisy i dwa podłużne kryształy górskie. Błyszczały i były naturalnie ozdobione w kształty podobne do zielonkawych liści. Miały właściwości magnetyczne, bo jak zbliżyłem je do siebie lekko się przyciągały, wytwarzając wtedy światło. Pokazałem je tym dwóm i schowałem je do kieszonki w mojej koszuli flanelowej. W tej kieszeni był guzik, może mi się wcześniej urwał. Wyszliśmy na skraj lasu. Tam było kilka bloków mieszkalnych, które jakoś się zachowały. Zauważyłem dziwnie wystające szyby. Odbijały się w nich drzewa. Powiedziałem o tym dziewczynie i o tym, że pewnie niedawno robili remont. Odpowiedziała, że to niemożliwe. Wtedy zniknęły odbicia drzew. Za chwilę znowu się pokazały. Spojrzeliśmy na dalsze bloki, też miały dziwne szyby z obiciami drzew. Dziewczyna zamyśliła się powiedziawszy, że może jednak tak.






