19-02-2019, 00:08
Siedziałem zwyczajnie na kocyku z rodziną i dziewczyną, kiedy nagle stwierdziła że wróci do domu i tam się spotkamy. Poszła do dziwnego małego bloku przypominającego bardziej pałacyk. Wstałem i chciałem dołączyć do niej jednak za żadne skarby nie mogłem rozkminić jak otworzyć drzwi. Stałem jak d*bil chwilę przed wejściem gdy nagle ktoś rzucił słowo klucz ,, smażenie" smażenie?? Ale że? WIEM drzwi otworzą się gdy coś usmaże na patelni leżącej obok wejścia .. No geniusz w czystej postaci. Podpaliłem suchą patelnię,jednak nic się nie stało. Jedynie jakaś dziwna powłoka zaczęła z niej odchodzić. Gdy byłem zajęty kminieniem za mną ktoś nacisnął za klamkę i wszedł do środka. Na to nie wpadłbym nigdy ..drzwi miały klamke. Miałem kierować się pod numer 202.Wchodziłem na kolejne piętra przyglądając się przyciskom z numerem mieszkania obok każdych drzwi. Jest!! 203! wcisnąłem po czym rozległ się dzwonek.W zasadzie to rozlegał się tak dłuższą chwilę po czym z 202 wyszedł mój brat łapiący się za głowę, idący przepraszać sąsiadów spod 203 za nie kończącą się pętlę.





