10-02-2019, 23:57
"Wir zdarzeń mego umysłu"
10.02.2019r.
Pierwsze co zapamiętałem to siedzenie w szoferce jakiejś niewielkiej ciężarówki. Były pozasłaniane okna i mało co wpadało światło, miałem wrażenie że jesteśmy na bazie. Byłem z jakimiś znajomymi może po jakimś odpoczynku, czy na chilloutcie. Rozmawiać zaczęliśmy na temat wyjechania z obecnego miejsca, ale nikt się nie zgodził prowadzić więc ja chciałem kierować. Zwijałem z przodu jakąś całą roletę, którą dalej nie mogłem zablokować na jakiś zatrzaskach. Męczyłem się dłuższą chwilkę i chyba przebudziłem się na chwile w pół przytomny.
Znalazłem się u znajomych w mieszkaniu do których powracałem. Kojarzy mi się jak wychodziłem od nich i powracałem. Przechadzałem się po zrujnowanej wsi która nie przypominała już tej z rzeczywistości kompletnie. Wszystko było jakieś w zgliszczach i ruinie po grubych zamieszkach i demonstracjach. Opowiedziałem o tym jak wróciłem swoim znajomym. Świta mi też jakieś bieganie po okolicy sprawiające wiele przyjemności, oraz zazdrość z powodu przyrządzanego obiadu przez moich przyjaciół. Bardzo także chciałem coś ugotować, ale kuchnia była już zajęta. Było również coś o pozostawieniu bluzy w pokoju o której sobie we śnie przypomniałem. Najbardziej zapamiętałem sytuację gdy siedziałem w fotelu przed oknem. Wpadało ciepłe światło nisko nad horyzontem słońca. Był jeszcze przede mną drugi fotel tyłem do mnie na oparciu którego był powiewający przyklejony rysunek. Przedstawiał on kostuchę najbardziej widoczną kiedy kartka przez chwilę przylegała do oparcia. Gdy jednak kartka zawisała przyklejona na taśmie, ukazywał się inny obraz przedstawiający jakieś zwierzę. Nie jestem pewien, ale sądzę że to był lew - mój znak zodiaku. Nie przyglądałem się dokładnie więc to jest takie przybliżone co widziałem.
Pojawiły się wątki wojenne. Widziałem rzędy potężnych czołgów na przeciwko innych czołgów konkurujących. Był tam Hitler i następnie nie spójna emanacja sytuacji. Nieprzyjemne tarcie stali i jej chłód, szorstkość.. Na koniec był zrujnowany bar podobny do maka. Widziałem porozrywany dach, ściany, kompletna ruina przez co pojawiło się wielkie uczucie straty. Myślałem jak to wszystko naprawić... Pojawiła się ogromna dłoń jakby samego boga, który jednym gestem woli zaczął rekonstruować cały budynek. Był teraz cały, zamknięty oprócz drzwi. Roleta antywłamaniowa była jakaś zużyta i zablokowana. Nieopodal stał oddział wojska z którego podszedł jakiś wyższej rangi wojskowy z pomocą mi. Czuć było od niego surowość i chłód tak jak z całej aury pogody. To była zima smętna i szara, lecz dzień jasny, południowy. Miałem zamęt w głowie przez ten sen po przebudzeniu.
10.02.2019r.
Pierwsze co zapamiętałem to siedzenie w szoferce jakiejś niewielkiej ciężarówki. Były pozasłaniane okna i mało co wpadało światło, miałem wrażenie że jesteśmy na bazie. Byłem z jakimiś znajomymi może po jakimś odpoczynku, czy na chilloutcie. Rozmawiać zaczęliśmy na temat wyjechania z obecnego miejsca, ale nikt się nie zgodził prowadzić więc ja chciałem kierować. Zwijałem z przodu jakąś całą roletę, którą dalej nie mogłem zablokować na jakiś zatrzaskach. Męczyłem się dłuższą chwilkę i chyba przebudziłem się na chwile w pół przytomny.
Znalazłem się u znajomych w mieszkaniu do których powracałem. Kojarzy mi się jak wychodziłem od nich i powracałem. Przechadzałem się po zrujnowanej wsi która nie przypominała już tej z rzeczywistości kompletnie. Wszystko było jakieś w zgliszczach i ruinie po grubych zamieszkach i demonstracjach. Opowiedziałem o tym jak wróciłem swoim znajomym. Świta mi też jakieś bieganie po okolicy sprawiające wiele przyjemności, oraz zazdrość z powodu przyrządzanego obiadu przez moich przyjaciół. Bardzo także chciałem coś ugotować, ale kuchnia była już zajęta. Było również coś o pozostawieniu bluzy w pokoju o której sobie we śnie przypomniałem. Najbardziej zapamiętałem sytuację gdy siedziałem w fotelu przed oknem. Wpadało ciepłe światło nisko nad horyzontem słońca. Był jeszcze przede mną drugi fotel tyłem do mnie na oparciu którego był powiewający przyklejony rysunek. Przedstawiał on kostuchę najbardziej widoczną kiedy kartka przez chwilę przylegała do oparcia. Gdy jednak kartka zawisała przyklejona na taśmie, ukazywał się inny obraz przedstawiający jakieś zwierzę. Nie jestem pewien, ale sądzę że to był lew - mój znak zodiaku. Nie przyglądałem się dokładnie więc to jest takie przybliżone co widziałem.
Pojawiły się wątki wojenne. Widziałem rzędy potężnych czołgów na przeciwko innych czołgów konkurujących. Był tam Hitler i następnie nie spójna emanacja sytuacji. Nieprzyjemne tarcie stali i jej chłód, szorstkość.. Na koniec był zrujnowany bar podobny do maka. Widziałem porozrywany dach, ściany, kompletna ruina przez co pojawiło się wielkie uczucie straty. Myślałem jak to wszystko naprawić... Pojawiła się ogromna dłoń jakby samego boga, który jednym gestem woli zaczął rekonstruować cały budynek. Był teraz cały, zamknięty oprócz drzwi. Roleta antywłamaniowa była jakaś zużyta i zablokowana. Nieopodal stał oddział wojska z którego podszedł jakiś wyższej rangi wojskowy z pomocą mi. Czuć było od niego surowość i chłód tak jak z całej aury pogody. To była zima smętna i szara, lecz dzień jasny, południowy. Miałem zamęt w głowie przez ten sen po przebudzeniu.





