26-01-2019, 14:52
Siedzę na podłodze w pokoju z jakimś facetem. Jestem zdziwiona że przyszedł do mnie. Odpowiada, że zawsze wpadał tu z zaskoczenia. Mamy gdzieś iść. Idę do łazienki a tam pralka zaczeła wylewać wodę. Wanna sama się napełnia, tak, że też zaczyna wylewać. Próbuje ratować sytuację. Zauważam w wodzie jakieś strzępki tkanek. Znowu jestem z tym facetem, tym razem w jakims ogromnym budynku. Śmieje się że mnie i mówi, że jestem zarażona. Jego twarz robi się w momencie taka chora i straszna. Spoglądam w lustro. Odchylam wargi. W środku mam pleśń. Boje się, ale podświadomie wiem, że to nie prawda. Postanawiam walczyć ze złymi myślami. Jestem w restauracji z kimś. Widzę że ten siedzi kilka stolików dalej. Łapie jakieś dzieci i próbuje uciec. Spotykam się z kimś pod wielkim drewnianym budynkiem o ciekawym kształcie. Nie widzę tej osoby ale rozrozmawiamy i obserwujemy ludzi, którzy latają wokół tego budynku. Zauważam tego kolesia. Leci i jest taki mroczny, zniszczony. Postać koło mnie mi tłumaczy coś o nim. Ten jakby nas zauważa i zmienia skina na pieknego jak aniołek. Jestem już w domu. Ktoś szarpie mnie i woła że stało się coś strasznego. Ktoś w tle mówi, że zabił wszystkich moich bliskich. Wychodzę przed dom. Na zewnątrz wokół kwadratowej płytkiej dziury w ziemi stoi pełno ludzi. Widze, że z tego grobu wystają twarze mojej rodziny. Zapadają się coraz bardziej w ziemię. Magiczna mocą jak z bajek staram się ich wydobyć. Za chwilę przestaję bo uświadamiam sobie, że to kolejna wkręta. Wtedy się budzę.





