25-01-2019, 15:12
Szedłem obok budek sklepowych. Wiedziałem, że jednego, odzieżowego sklepu już nie ma i rzeczywiście napis starty. Teraz był spożywczy. W ogóle jak spojrzałem to tam stało pełno samych spożywczych sklepów. Wszedłem do jednego. Brałem różne rzeczy do koszyka, nie pamiętam co, wiem tylko, że bardzo dużo. Poukładałem to na taśmie. Pani sklepikarka kasowała. Wkładałem do torby zakupy. Jakoś bardzo powoli mi to szło. Wyszło na to, że moich rzeczy było dużo więcej niż myślałem. Oprócz tych na taśmie, były jeszcze na dalszej ladzie i na górze kilku wyższych szafek. Wszystko mi się mieszało. W środku były jakieś nie moje rzeczy, pogięte stojące tam od lat. Na końcu jakaś ciemno pomarańczowa otwarta farbka. Zastanawiałem się czy to moje, ale chyba nie. Tam na końcu szafek stali już następni klienci, a ja nadal nie spakowałem swoich rzeczy. W końcu jakoś się z tym uporałem. Teraz był pan sklepowy. Jeszcze przy ladzie stało małe drzewko, dziwiłem się, że i to wziąłem. Przyszła mama i pomogła mi z częścią tych zakupów.
Wracałem do domu przy lesie. Podniosłem ze śniegu nasionko, byłem pewny, buku. Wygrzebałem zawartość i zjadłem. Potem pomyślałem, że przecież tak nie wygląda nasionko buku, tylko klonu. Zastanawiałem się czy mi będzie rosło w brzuchu i będę się dłużej czuł najedzony.
Z mamą i siostrą szedłem obok wielkiego budynku. Nagle zrobiło się ciemno. Po ulicy biegli ludzie. To wielka fala tsunami się zbliżała. Chwyciliśmy się za ręce i czekaliśmy, bo nic już nie mogliśmy zrobić. Sen się cofnął. Udało się nam wejść do tego budynku, ale i tak wiedzieliśmy, że to nie miało sensu. Fala i tak wedrze się do wnętrza.
Wracałem do domu przy lesie. Podniosłem ze śniegu nasionko, byłem pewny, buku. Wygrzebałem zawartość i zjadłem. Potem pomyślałem, że przecież tak nie wygląda nasionko buku, tylko klonu. Zastanawiałem się czy mi będzie rosło w brzuchu i będę się dłużej czuł najedzony.
Z mamą i siostrą szedłem obok wielkiego budynku. Nagle zrobiło się ciemno. Po ulicy biegli ludzie. To wielka fala tsunami się zbliżała. Chwyciliśmy się za ręce i czekaliśmy, bo nic już nie mogliśmy zrobić. Sen się cofnął. Udało się nam wejść do tego budynku, ale i tak wiedzieliśmy, że to nie miało sensu. Fala i tak wedrze się do wnętrza.





