24-01-2019, 20:32
(24-01-2019, 19:03 )incestus napisał(a): Przede wszystkim to nie uświadomiłeś się w końcu w tym śnie, szczypanie cię nie przekonało. Nie był to więc LD, tylko sen ze sprawnie działającym aparatem uwagiDlatego w temacie jest pytanie ''co to za stan'', bo nie zwykły sen i nie typowe ld, róznica jest kolosalna. Ja cały czas byłem jakby w fazie "gdzie ja jestem", zazwyczaj nagle stwierdzasz "to jest bezsensu, to sen" robisz TR i wchodzisz w LD albo sen cie wypycha po nieudanej próbie, a nie dalej twierdzisz ze to prawdziwe zycie, twój swiat tylko cos tu nie gra, to było jak zostanie po srodku: wszystko było takie prawdziwe, do tego stopnia ze nie mogłem uwierzyc ze to sen, poza tym zawsze sprawdzam czy moge latac, pierwszy raz sie szczypałem, zareagowalem tak jak w realu, czułem powage. Mniejsz juz o to..
Narkotyki wpływają bezpośrednio na poczucie czasu. Zdarzenia tylko wydaja się trwać dłużej niż w rzeczywistości, ale nie dają się przeżywać na bieżąco, z sekundy na sekundę.
Dla mnie nie jest logiczne, że czas jakkolwiek niepojęty, miałby istnieć tylko w formie umysłowej po śmierci. Że niby zatrzymuje się, ale w głowie wciąż trwa. Przeżywanie czasu to energożerny luksus. Im bardziej jesteśmy skupieni, wyżej rozwinięci, tym dokładniej odczuwamy upływ czasu. To nie jest więc prawdopodobne, że po śmierci będziemy przeżywać wieczność. Trudniej jest sobie wyobrazić jak to jest nie czuć czasu w ogóle, nie istnieć, a to znacznie prawdopodobniejsza możliwość po śmierci. Powrót do myślenia sprzed bycia urodzonym, czyli do niczego
Jak widać każdy ma swój świat w głowie. Z wiekiem czas leci szybciej i przy miłych rzeczach , a przy nieprzyjemnych lub zagrazajacych zyciu wolniej, także wyobrażnia sie zmienia z wiekiem na gorszą. Doświadczenia z życia równiez korelują z poczuciem czasu.
Gdyby zamknąc się w ciemni bez bodzców, od urodzenia bez mowy pisma i wiedzy, wpadłbyś ze istniej takie cos jak czas? nauczylismy sie go dostrzegac poprzez otocznie, bez niego on jest zbedny, nieodczuwalny. Co z dzikimi plemionami, w nosie maja czas, zyja terazniejszoscią.
"trudniej jest sobie wyobrazić jak to jest nie czuć czasu w ogóle, nie istnieć" przy medytacji czuć jakąs namiastke własnie tego. Aczkolwiek wiem ze pijesz do tego, skąd ta myśl skoro sie nie istnieje, a jesli juz jest to musi byc w czyms i gdzies rozłozona. Uczucie nie istnienia, może coś w stylu narkozy, piguły gwałtu... nie ma cie i nagle jesteś. Brak czasu to własnie może być sen, nie ma w nim przejawu czasu, dopiero po wstaniu przypisujemy sztucznie co ile mogło trwać względem czynnosci czy otocznia w snie jak i realu. Nie pamietamy czucia ciała, wiemy ze wstalismy trwalo to tyle i tyle, ale po fakcie. nigdy nie bedą to przykłady 1:1 ale jakies porównanie.




. 
