01-01-2019, 15:41
1 stycznia 2019
Godziny spania: 0.40 - 10.00
Ucięłam sobie 90-minutową drzemkę o 18.00, aby wieczorne czuwanie było łatwiejsze. Mój sen przerwała jakaś petarda. Nie mogłam sobie przypomnieć żadnego marzenia sennego, zupełnie jakby śniło mi się NIC. Zbudziłam się zimna, sztywna, z zaplutą mordą. Było mi lekko mdło, przez dłuższą chwilę szukałam swojego ciała, ale w końcu jakoś udało mi się powrócić do "dziennej" świadomości. Kontynuowałam przeglądanie Internetu.
Kiedy stary rok się zakończył, usnęłam ponownie. Przed zaśnięciem powtarzałam w myślach imię świętej góry mojego Mistrza. W hipnagogach pojawiła się pluszowa tęcza o nietypowych barwach, bardzo miła w dotyku. Kontemplowałam ją przez jakiś czas.
Porcja noworocznych snów:
1. Znalazłam się w sklepie z wibratorami. Można było je przetestować na miejscu, ale postanowiłam użyć czegoś innego. Osiągnęłam przyjemność.
2. Sen samsaryczny. W ostatniej chwili udałam się do Żabki po jakiś napój. Towaru było niewiele, czas się kończył, a ludzi nadal sporo.
Dostrzegłam na półce moje ulubione cukierki o smaku miniaturowych batonów. Paczka kosztowała 8,39 zł. Usiłowałam szybko przeliczyć cenę za kilogram. Zastanawiałam się, czy opłaca się je kupić.
3. Udałam się do jakiegoś pomieszczenia z prysznicami. Myłam włosy różowym mydłem w płynie z jakimiś granulkami. Rozmyślałam o tym, czy na pewno dobrze robię. W pobliżu była senna projekcja mojej mamy.
4. Zajrzałam do szafy. W plastikowym koszyku znajdował się jakiś dziwny korzeń i tajemnicze szyszki. Zgodnie z logiką snu uznałam, że to pewnie marihuana. Leżał koło niej kawałek cebuli mający odwrócić uwagę od zapachu oraz parę karteczek z notatkami. Kto mi mógł to podrzucić? Postanowiłam zachować narkotyki do eksperymentów.
5. Zobaczyłam parę dziewczyn ze szkoły. Potem przemieszczałam się po schodach w dół. Jedną nogę miałam wyciągniętą w przód. W tej nieruchomej pozycji płynęłam w powietrzu tuż nad stopniami, nie dotykając ich. Lekkość ciała i delikatność ruchu zachwyciły mnie.
Latające sny obrazują uporanie się z jakimś konfliktem wewnętrznym; ten akurat oznaczał minimalne wzniesienie się ponad doczesne troski. Jednakże kierunek ruchu sugeruje coś przeciwnego do ascension. Spirit descending into matter.
6. Przechodziłam koło jakiegoś budynku. Stała przy nim grupka ludzi. Jakiś Azjata rzygał browarem. Ohyda.
Od 8.15 do 8.45 robiłam WBTB. Był to zdecydowanie zły pomysł, teraz bardzo tego żałuję.
Śnił mi się mój ojciec. Odgrzewał sobie na patelni jakieś stare ziemniaki z lodówki. Były tłuste i przypalone. To była moja wina, nie dopilnowałam tego "dania", poza tym to przeze mnie coś zostało z poprzedniego dnia, bo za dużo zaplanowałam na obiad.
Godziny spania: 0.40 - 10.00
Ucięłam sobie 90-minutową drzemkę o 18.00, aby wieczorne czuwanie było łatwiejsze. Mój sen przerwała jakaś petarda. Nie mogłam sobie przypomnieć żadnego marzenia sennego, zupełnie jakby śniło mi się NIC. Zbudziłam się zimna, sztywna, z zaplutą mordą. Było mi lekko mdło, przez dłuższą chwilę szukałam swojego ciała, ale w końcu jakoś udało mi się powrócić do "dziennej" świadomości. Kontynuowałam przeglądanie Internetu.
Kiedy stary rok się zakończył, usnęłam ponownie. Przed zaśnięciem powtarzałam w myślach imię świętej góry mojego Mistrza. W hipnagogach pojawiła się pluszowa tęcza o nietypowych barwach, bardzo miła w dotyku. Kontemplowałam ją przez jakiś czas.
Porcja noworocznych snów:
1. Znalazłam się w sklepie z wibratorami. Można było je przetestować na miejscu, ale postanowiłam użyć czegoś innego. Osiągnęłam przyjemność.
2. Sen samsaryczny. W ostatniej chwili udałam się do Żabki po jakiś napój. Towaru było niewiele, czas się kończył, a ludzi nadal sporo.
Dostrzegłam na półce moje ulubione cukierki o smaku miniaturowych batonów. Paczka kosztowała 8,39 zł. Usiłowałam szybko przeliczyć cenę za kilogram. Zastanawiałam się, czy opłaca się je kupić.
3. Udałam się do jakiegoś pomieszczenia z prysznicami. Myłam włosy różowym mydłem w płynie z jakimiś granulkami. Rozmyślałam o tym, czy na pewno dobrze robię. W pobliżu była senna projekcja mojej mamy.
4. Zajrzałam do szafy. W plastikowym koszyku znajdował się jakiś dziwny korzeń i tajemnicze szyszki. Zgodnie z logiką snu uznałam, że to pewnie marihuana. Leżał koło niej kawałek cebuli mający odwrócić uwagę od zapachu oraz parę karteczek z notatkami. Kto mi mógł to podrzucić? Postanowiłam zachować narkotyki do eksperymentów.
5. Zobaczyłam parę dziewczyn ze szkoły. Potem przemieszczałam się po schodach w dół. Jedną nogę miałam wyciągniętą w przód. W tej nieruchomej pozycji płynęłam w powietrzu tuż nad stopniami, nie dotykając ich. Lekkość ciała i delikatność ruchu zachwyciły mnie.
Latające sny obrazują uporanie się z jakimś konfliktem wewnętrznym; ten akurat oznaczał minimalne wzniesienie się ponad doczesne troski. Jednakże kierunek ruchu sugeruje coś przeciwnego do ascension. Spirit descending into matter.
6. Przechodziłam koło jakiegoś budynku. Stała przy nim grupka ludzi. Jakiś Azjata rzygał browarem. Ohyda.
Od 8.15 do 8.45 robiłam WBTB. Był to zdecydowanie zły pomysł, teraz bardzo tego żałuję.
Śnił mi się mój ojciec. Odgrzewał sobie na patelni jakieś stare ziemniaki z lodówki. Były tłuste i przypalone. To była moja wina, nie dopilnowałam tego "dania", poza tym to przeze mnie coś zostało z poprzedniego dnia, bo za dużo zaplanowałam na obiad.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





