01-01-2019, 13:46
Byłam w miejscu przypominającym scenografię jakiegoś sielskiego filmu - łąki, rzeka, kamienne budynki i góry w pobliżu. Kontaktowałam się z jakąś kosmiczną istotą w stylu tworów Lovecrafta - albo tylko jej hologramem w trójwymiarowej przestrzeni. Było to trochę tak, jakbym wykonywała questy od tej istoty jak w grach RPG albo jakbym była jej agentem i składała regularnie raporty. Prowadziłam swego rodzaju misję szpiegowską w męskim klasztorze. Panująca atmosfera trochę przypominała schronisko górskie.
Dobrze pamiętam jedną scenę, kiedy dwaj młodzi mnisi wychodzili z głębi budynku do głównego korytarza. Byli ubrani "po cywilnemu", w bojówki i polarowe bluzy. Zwrócił moją uwagę fakt, że ich stroje były zupełnie identyczne, tak samo zresztą ubrany był trzeci zakonnik, który wszedł do pomieszczenia z zewnątrz. Zastanawiałam się, jakie to mogło mieć dla nich znaczenie.
# Ten fragment snu był bardzo realistyczny i wyrazisty wizualnie.
Byłam postacią w grze online, coś na podobnej zasadzie jak w SAO. Biegałam z nienaturalnie dużym animowanym mieczem, głównie poruszałam się po ograniczonym obszarze, obejmującym wyschniętą łąkę z przecinającym ją przez środek strumieniem. W rogu "mapy" znajdowała się wysoka konstrukcja ze sprasowanych bloków siana. Wraz z innymi graczami zabijaliśmy stworzenia pojawiające się na tym terenie. Miałam jakiś rodzaj wiedzy, że należę do drużyny, która uznała tę wieżę z siana i okolicę za swoje terytorium. W pewnym momencie poszłam tam, żeby spotkać się z pozostałymi. Stało się tak, że weszłam na szczyt konstrukcji i wówczas zaczęła się ona rozpadać. Bloki siana leciały w dół, okazało się, że pod spodem w mapie jest dziura i zaczęłam spadać w czarną nicość, otoczona kawałkami szkła, które nie wiadomo skąd się tam wzięły. W ostatniej chwili przed momentem, o którym wiedziałam, że to zabije mnie/moją postać, wystrzeliłam w górę pajęczynę jak Spider-Man i wciągnęłam się po niej na mapę. Byłam już jednak w jakiś sposób "częściowo zamrożona" wskutek przebywania przez ten czas w tej nicości.
Ktoś położył mnie na pryczy w ciemnym korytarzu, w lochu, który znajdował się w pobliżu tego rogu mapy. Miałam wrażenie, że jestem owinięta materiałem jak mumia albo mam na całym ciele przylegający kostium. Istota, w którą w jakiś sposób wcielała się moja siostra, próbowała mnie zbadać. W tym celu świeciła mi w oczy małą latarką. Czułam, że jest to nieprzyjemne, cała spinałam się i koncentrowałam, żeby nie stawiać przed tym oporu.
Znów byłam w jakiejś innej grze w wirtualnej rzeczywistości. Tutaj mieliśmy za zadanie odegrać rolę w założonej z góry historii. Mieliśmy możliwość przeskakiwania pomiędzy postaciami poszczególnych bohaterów. Ja początkowo miałam postać łotrzyka-szpiega. Naszym celem było zorganizowanie zebrania-prowokacji w komnacie na końcu kanałów-lochów, na którym mieli spotkać się członkowie panującej w królestwie dynastii i urzędnicy. To miało gwarantować, że bóg Ati objawi się w naszym świecie właśnie tam, żeby zagładę rozpocząć od wyeliminowania najważniejszych osób. Wówczas mieliśmy wyjść z naszych kryjówek i przy użyciu armat bombardować go antymaterią.
Najpierw dwa albo trzy razy robiliśmy symulację. Wraz z inną panią szpieg i buntowniczą księżniczką przeszłyśmy lochami do pomieszczenia w połowie mającego kamienną podłogę, w połowie wypełnionego żrącym zielonym ściekiem. Na ścianie po tej stronie widać było przyciski, być może aktywujące jakieś pułapki, całkowicie niedostępne z miejsca, gdzie stałyśmy. Na środku podłoga wznosiła się w formie schodków, co miało podczas spotkania pełnić rolę siedzeń, jak w antycznym amfiteatrze. Z przodu tej konstrukcji znajdował się prostokątny otwór wejściowy, umożliwiający znalezienie się pod stopniami. Aby się tam dostać, należało pewien odcinek za wejściem pokonać zwisając na rękach z siatki rozpiętej nad zieloną cieczą. Wraz z drugą panią szpieg dostałyśmy się tam i przygotowałyśmy działa do przyszłego ataku.
Nastąpił przeskok, tym razem to miało być chyba na serio. Pomieszczenie było pełne osób ubranych w stroje jak kostiumy do szkolnego przedstawienia. Ja z jakiegoś powodu teraz wcieliłam się w rolę księżniczki. W tej postaci wyglądałam jak Asuna w pierwszym sezonie SAO. Nie chcąc zwracać na siebie uwagi, skradałam się na kolanach przy ścianie podestu.
W którymś momencie powiedziałam coś w stylu, że to nie będzie uczciwa walka, bo my naszą przewagą liczebną zaszczujemy biednego Atiego.
# Zdecydowanie za dużo głupich filmów i gier
Dobrze pamiętam jedną scenę, kiedy dwaj młodzi mnisi wychodzili z głębi budynku do głównego korytarza. Byli ubrani "po cywilnemu", w bojówki i polarowe bluzy. Zwrócił moją uwagę fakt, że ich stroje były zupełnie identyczne, tak samo zresztą ubrany był trzeci zakonnik, który wszedł do pomieszczenia z zewnątrz. Zastanawiałam się, jakie to mogło mieć dla nich znaczenie.
# Ten fragment snu był bardzo realistyczny i wyrazisty wizualnie.
Byłam postacią w grze online, coś na podobnej zasadzie jak w SAO. Biegałam z nienaturalnie dużym animowanym mieczem, głównie poruszałam się po ograniczonym obszarze, obejmującym wyschniętą łąkę z przecinającym ją przez środek strumieniem. W rogu "mapy" znajdowała się wysoka konstrukcja ze sprasowanych bloków siana. Wraz z innymi graczami zabijaliśmy stworzenia pojawiające się na tym terenie. Miałam jakiś rodzaj wiedzy, że należę do drużyny, która uznała tę wieżę z siana i okolicę za swoje terytorium. W pewnym momencie poszłam tam, żeby spotkać się z pozostałymi. Stało się tak, że weszłam na szczyt konstrukcji i wówczas zaczęła się ona rozpadać. Bloki siana leciały w dół, okazało się, że pod spodem w mapie jest dziura i zaczęłam spadać w czarną nicość, otoczona kawałkami szkła, które nie wiadomo skąd się tam wzięły. W ostatniej chwili przed momentem, o którym wiedziałam, że to zabije mnie/moją postać, wystrzeliłam w górę pajęczynę jak Spider-Man i wciągnęłam się po niej na mapę. Byłam już jednak w jakiś sposób "częściowo zamrożona" wskutek przebywania przez ten czas w tej nicości.
Ktoś położył mnie na pryczy w ciemnym korytarzu, w lochu, który znajdował się w pobliżu tego rogu mapy. Miałam wrażenie, że jestem owinięta materiałem jak mumia albo mam na całym ciele przylegający kostium. Istota, w którą w jakiś sposób wcielała się moja siostra, próbowała mnie zbadać. W tym celu świeciła mi w oczy małą latarką. Czułam, że jest to nieprzyjemne, cała spinałam się i koncentrowałam, żeby nie stawiać przed tym oporu.
Znów byłam w jakiejś innej grze w wirtualnej rzeczywistości. Tutaj mieliśmy za zadanie odegrać rolę w założonej z góry historii. Mieliśmy możliwość przeskakiwania pomiędzy postaciami poszczególnych bohaterów. Ja początkowo miałam postać łotrzyka-szpiega. Naszym celem było zorganizowanie zebrania-prowokacji w komnacie na końcu kanałów-lochów, na którym mieli spotkać się członkowie panującej w królestwie dynastii i urzędnicy. To miało gwarantować, że bóg Ati objawi się w naszym świecie właśnie tam, żeby zagładę rozpocząć od wyeliminowania najważniejszych osób. Wówczas mieliśmy wyjść z naszych kryjówek i przy użyciu armat bombardować go antymaterią.
Najpierw dwa albo trzy razy robiliśmy symulację. Wraz z inną panią szpieg i buntowniczą księżniczką przeszłyśmy lochami do pomieszczenia w połowie mającego kamienną podłogę, w połowie wypełnionego żrącym zielonym ściekiem. Na ścianie po tej stronie widać było przyciski, być może aktywujące jakieś pułapki, całkowicie niedostępne z miejsca, gdzie stałyśmy. Na środku podłoga wznosiła się w formie schodków, co miało podczas spotkania pełnić rolę siedzeń, jak w antycznym amfiteatrze. Z przodu tej konstrukcji znajdował się prostokątny otwór wejściowy, umożliwiający znalezienie się pod stopniami. Aby się tam dostać, należało pewien odcinek za wejściem pokonać zwisając na rękach z siatki rozpiętej nad zieloną cieczą. Wraz z drugą panią szpieg dostałyśmy się tam i przygotowałyśmy działa do przyszłego ataku.
Nastąpił przeskok, tym razem to miało być chyba na serio. Pomieszczenie było pełne osób ubranych w stroje jak kostiumy do szkolnego przedstawienia. Ja z jakiegoś powodu teraz wcieliłam się w rolę księżniczki. W tej postaci wyglądałam jak Asuna w pierwszym sezonie SAO. Nie chcąc zwracać na siebie uwagi, skradałam się na kolanach przy ścianie podestu.
W którymś momencie powiedziałam coś w stylu, że to nie będzie uczciwa walka, bo my naszą przewagą liczebną zaszczujemy biednego Atiego.
# Zdecydowanie za dużo głupich filmów i gier





