30-12-2018, 14:19
Spacerowałem z rodzicami między blokami. Dziwne to było. Panowała atmosfera sztuczności, dziecinnego sennego komfortu. Te bloki były duże, jednak wydawało się, że wypełniam całe to miejsce sobą, nie pasowałem tam już. Zauważyłem kogoś siedzącego w piaskownicy, był ubrany cały na czarno. Wykrzyknąłem "złodziej, złodziej!". Spojrzał się tylko na nas i szybko uciekł. Ale co niby miał kraść? Zabawki pozostawione przez dzieci, czy piach z piaskownicy? Przeszliśmy dalej na prawo, a potem na lewo i wyszliśmy stamtąd. Szliśmy chodnikiem przed balkonem. Czułem, że to wszystko to senna przeszłość. Przed balkonem były małe drzewka i inne rośliny, których teraz już nie ma. Poszliśmy dalej. Gdy się skończył, oddałem zapis miejsca-snu dziewczynie napotkanej w lesie. U niej będzie bezpieczny, będzie mogła tam wchodzić kiedy będzie chciała i zmieniać go. Ja tam nie chciałem już więcej wracać.
Mama siedziała na kanapie w dużym pokoju, obok niej tata, trzymał na rękach nowo narodzone dziecko, dziewczynkę. Dziecko miało dziwnie dużą głowę, kształt też był dziwny, lekko koci. Na twarzy jakby maska ze skóry. Usiadłem obok nich. Tata położył mi je na kolana. przytrzymałem je, ale bałem się, że i tak zleci. Wziął je i trzymał je jakoś jedną ręką, aż dziwne, że nie wypadło. Potem pilnowałem je jak leżało na tej kanapie. Przyszła kosmitka o oliwkowym odcieniu skóry niewiele większa. Też miała pilnować dziecka.
W ciemności leżał człowiek, odwrócony twarzą do podłogi. Został pokryty prawie w całości bitą śmietaną i związany żółtą albo pomarańczową linką, ale tak luźno, że jakby chciał mógłby ją rozplątać. Spał. Ksiądz dotknął bitej śmietany i oddalił się na kilka kroków. Oblizał rękę, mmm jaka dobra. Wrócił to tego człowieka i położył się na nim na brzuchu wsuwając się pod linki. Zaczął się modlić. Człowiek w bitej śmietanie znikł, lekko się rozjaśniło. Dwie zakonnice-katechetki przerwały nam film. Powiedziały, że jest długi i muszą zrobić przerwę. Ktoś się spytał czy można by pominąć przerwę. Jedna z nich odpowiedziała, że musi być co najmniej 7 minut przerwy. Dwie lub trzy osoby (jednego poznałem z gimnazjum) wyszły do klasy obok za ścianą, reszta została w ławkach.
Mama siedziała na kanapie w dużym pokoju, obok niej tata, trzymał na rękach nowo narodzone dziecko, dziewczynkę. Dziecko miało dziwnie dużą głowę, kształt też był dziwny, lekko koci. Na twarzy jakby maska ze skóry. Usiadłem obok nich. Tata położył mi je na kolana. przytrzymałem je, ale bałem się, że i tak zleci. Wziął je i trzymał je jakoś jedną ręką, aż dziwne, że nie wypadło. Potem pilnowałem je jak leżało na tej kanapie. Przyszła kosmitka o oliwkowym odcieniu skóry niewiele większa. Też miała pilnować dziecka.
W ciemności leżał człowiek, odwrócony twarzą do podłogi. Został pokryty prawie w całości bitą śmietaną i związany żółtą albo pomarańczową linką, ale tak luźno, że jakby chciał mógłby ją rozplątać. Spał. Ksiądz dotknął bitej śmietany i oddalił się na kilka kroków. Oblizał rękę, mmm jaka dobra. Wrócił to tego człowieka i położył się na nim na brzuchu wsuwając się pod linki. Zaczął się modlić. Człowiek w bitej śmietanie znikł, lekko się rozjaśniło. Dwie zakonnice-katechetki przerwały nam film. Powiedziały, że jest długi i muszą zrobić przerwę. Ktoś się spytał czy można by pominąć przerwę. Jedna z nich odpowiedziała, że musi być co najmniej 7 minut przerwy. Dwie lub trzy osoby (jednego poznałem z gimnazjum) wyszły do klasy obok za ścianą, reszta została w ławkach.





