Kroniki Astralnych Motyli
#46
Dzień 23


Pojawiłam się tam, gdzie ostatnie połączenie zostało przerwane. Tutaj naprawdę mają doskonale dopracowaną funkcję automatycznego zapisu gry.
Ukryłam się w zagłębieniu w ziemi, pomiędzy kilkoma czarno-żółtawymi drzewami. Tak było bezpieczniej, na tej otwartej przestrzeni byłabym widoczna ze sporej odległości, gdybym miała zmaterializować się w innym, losowym miejscu. Nie żeby naprawdę coś poważnego mi tu groziło. Przecież już nieraz uzyskałam zapewnienie, czyż nie? To był tylko nawyk, atawistyczny odruch, nic więcej.
Wstałam. Zwieszające się z gałęzi włókna i włosy dotykały moich ramion i głowy. Powoli wyszłam spomiędzy nich i rozejrzałam się dookoła. W oddali widziałam leniwie poruszające się stworzenia o smukłych szyjach i jakiejś nielogicznej ilości nóg. Pasły się na łące, skubały trawę, pochylając ku ziemi głowy. Pomyślałam o centaurze – jeśli naprawdę to, co widziałam wtedy, było centaurem. Już poprzedniego dnia przeszło mi przez głowę, że to jego domniemane zniknięcie oznaczało właśnie to, iż przeszedł on przez tę samą bramę, która doprowadziła mnie do tego miejsca. Teraz ja byłam tutaj – i nic z tego nie wynikało. Żadnego śladu owej istoty. Mogłabym jeszcze uznać, że był tylko moim przywidzeniem, ale te ostatnie trzy tygodnie na planie astralnym kazały mi zmienić podejście. Tutaj, jeśli coś mi się wydawało, z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogło okazać się prawdą. Zatem najbezpieczniej było uznać, że stwór, czymkolwiek był, miał nade mną przewagę czasu i może wiedzy o tym, jak tu się poruszać. Mógł chociażby mieć taką możliwość, jaką ja sama zyskałam dzięki amuletowi portalu, który nadal nosiłam na szyi, ukryty pod ubraniem.
Idąc, uparcie unikałam dróg. Pomiędzy łagodnymi krzywiznami wzgórz widziałam kilka lepiej albo gorzej zaznaczonych ścieżek. Nie potrzebowałam ich. Tutaj miałam znacznie większą swobodę ruchu – więcej stopni swobody jak nazwaliby to w matematyce albo chemii fizycznej – niż w lesie, gdzie ograniczały mnie krzaki, zagłębienia w ziemi i stosy martwych gałęzi. Dlaczegóż zatem miałabym z owych stopni swobody nie korzystać? Pozwalałam też dryfować swoim myślom. Obserwować nie oceniać. O ile dobrze pamiętałam, podobne rady pojawiały się czasem w poradnikach do praktyk medytacyjnych. Przyglądałam się. Wsłuchiwałam. Trochę myślowidziałam. Ale nie tak bardzo, bo starałam się utrzymać tempo marszu. Czasami tylko udawało mi się ZAJRZEĆ NIECO GŁĘBIEJ. Wewnętrzny wzrok. Oko umysłu. Zaraz, czy to przypadkiem to, co wyznawcy New Age z nabożną czcią nazywają Trzecim Okiem?
Aż odruchowo dotknęłam ręką czoła, żeby sprawdzić, czy jakiś dodatkowy narząd wzroku nie zaczął mi się tam materializować. Jednak nie. Moje ciało astralne nie zamierzało mutować, tak jak stało się to w przypadku Ireasza, a przynajmniej jeszcze nie teraz.
Bardziej subtelne bodźce docierały jednak nie do mojego astralnego wzroku, ale raczej do słuchu. Docierało do mnie pulsowanie dochodzące gdzieś z oddali, albo może bardziej z głębi. Z jądra planety, mogłabym powiedzieć, gdyby tutaj idea kulistej planety miała jakąkolwiek rację bytu. Mimo lekkiego niepokoju jaki budził we mnie ten nie całkiem regularny rytm, wyciszyłam się, nasłuchując. Było w tych potężnych, chociaż wytłumionych przez odległości w wielowymiarowej przestrzeni i percepcyjny szum mojego umysłu impulsach coś, co mnie przyciągało. Kusiło, drażniło, nie dawało spokoju tą swoją nieokreślonością. Przymknęłam oczy. Wbrew wcześniejszym postanowieniom jednak zwolniłam. Wzięłam głęboki oddech. Myśli jakoś same się uspokajały, odpływały. Medytacyjny stan przychodził niemal sam. Jak przy zasypianiu – chociaż nie sądziłam, że w tym Fokusie istnieje dla podróżników stan snu. Byłam gotowa… Rozpłynąć się, odłączyć, dostroić…
Gwałtownie potrząsnęłam głową, jakbym chciała wytrząsnąć ze środka motto zachwyconych LSD hippisów. Może i znajdowałam się w innym planie, ale był to mój świadomy wybór dokonany w chwili poczytalności. Tu nadal miałam nad sobą kontrolę i nie spieszyłam się zbytnio, aby to zmieniać. Czym u licha był ten zdradliwy mentalny narkotyk, któremu tak łatwo mogło ulegać ciało astralne – a przynajmniej MOJE ciało astralne…
Wznowiłam marsz energicznym krokiem, aby znów nie zbliżyć się do granicy tego dziwnego transu. Cały czas słyszałam to dudnienie, nierówne uderzenia monstrualnego serca, ale kiedy nie koncentrowałam się na nim, nie oddziaływało na mnie tak silnie.
Do przyszłych, zielonych jak ja w tym momencie, astralnych podróżników:
Nie stwierdziłam jednoznacznie, że rozmaite stany świadomości możliwe do osiągnięcia tutaj są czymś złym. Wręcz przeciwnie, nawet przy tak małym doświadczeniu zdążyłam odkryć, że niektóre rodzaje transu bywają bardzo przydatne. Tylko w takich przypadkach osiąga się je celowo i czuje się w owych aktach dobrowolność. To natomiast było czymś innym. Początkowo powolnym, ale nabierającym tempa dryfowaniem w stronę wodospadu. Po przekroczeniu krytycznego punktu da się w tym przypadku tylko spadać w przepaść, czy się tego chce, czy wręcz przeciwnie. A na dnie owej przepaści czekał sam Absolut, nirwana, nieopisane, owa pustka, w której nie mając wyboru, człowiek wyzbywa się ego, roztrzaskanego nagle na nieskończoną ilość nieskończenie małych kawałków. Tak właśnie i tylko w ten sposób osiąga się Transcendencję – poprzez unicestwienie jaźni.
Dlatego właśnie się wycofałam, licząc na to, iż nie zostanę osądzona jako hipokrytka i tchórz.
Szłam, badając otoczenie trochę astralnymi zmysłami, trochę myśloczuciem, odruchowo szukając w tym sielskim krajobrazie punktu zaczepienia, kiedy zauważyłam innego astralnego podróżnika. W tym wypadku konkretnie podróżniczkę. Nie, nie wyczułam jej przy pomocy jakiejś wyszukanej energetycznej telepatii, zwyczajnie prostacko ją zobaczyłam, kiedy szła (grzecznie, drogą!) wśród wzgórz i łąk. A była bardzo dobrze widoczna wśród tej jasnej zieleni w swoim czerwonym stroju. Na ile mogłam ocenić z tej odległości, miała na sobie szaty przypominające japońskie kimono, chociaż mogło to być indyjskie sari. Wydawała się młoda, ale – znów kwestia odległości – nie mogłam stwierdzić tego na pewno. Patrząc na jej sprężysty krok i bujne czarne loki opadające na plecy, poczułam gdzieś w głębi lekkie ukłucie. Tak, owszem, w wyższych wymiarach ludzki umysł nie zostaje w cudowny sposób oczyszczony z takiej małostkowej przyziemnej zazdrości. Uczucie jednak po dłuższej chwili ewoluowało, wysublimowało w coś trudniejszego do jednoznacznego określenia. Jej obecność tutaj, innej podróżniczki w Astralu, drażniła mnie. Wydawała się czymś niewłaściwym. Jakby prozaiczna rzeczywistość ścigała mnie tam, gdzie zdołałam się przebić poza jej granice, jakby ktoś bezczelnie ujawnił mój sekret, przywłaszczył sobie coś, co, jak wierzyłam, należało do mnie. Nie podobało mi się to.
Trochę wbrew sobie ruszyłam za nią. Bez żadnego planu ani celu. Co właściwie miałam zrobić, co sensownego mogłabym w tej sytuacji zrobić, zagadać do niej? Nie byłam pewna, jakie panują tu zasady, jeśli chodziło o kontakty pomiędzy ludźmi odwiedzającymi tę Krainę Czarów. Do tej pory spośród Prawdziwych Ludzi poznałam jedynie Ireasza.
- Skąd pewność, że ona jest Prawdziwym Człowiekiem? - zadźwięczało w mojej głowie, siejąc wątpliwości. Wątpliwości jak najbardziej w Astralu uzasadnione. Zasługujące na odpowiedź w iście astralnym stylu.
- Zawsze mogę sprawdzić – odpowiedziałam, a kolejne moje słowa były już słowami mocy – ird’ir.
Tylko słowa, nie podnosiłam przy tym ręki i nie celowałam palcem w postać w czerwieni. Tamta chyba jeszcze nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności, a gwałtownymi ruchami mogłam zwrócić na siebie uwagę. Efekt i tak uzyskałam, do mojego umysłu natychmiast dotarła informacja zwrotna. Tamta miała na imię Evandri. I jeśli byłam w stanie w ten sposób ją zidentyfikować, oznaczało to, że mam do czynienia z inną istotą ludzką, czy raczej emanacją ludzkiej świadomości na płaszczyźnie astralnej.
Dziękuję, Ireaszu.
Evandri. Kiedy zyskała imię, zyskała konkretną tożsamość. Czy była, podobnie do mnie, zagubiona w tym świecie i przytłoczona mnogością wrażeń i możliwości, czy może miała już większe doświadczenie? Nie miałam pojęcia, od jak dawna odwiedzała Astral. Teraz wydawała się podążać gdzieś w konkretnym celu, szła zdecydowanie, jak osoba dobrze znająca kierunek podróży. Nie błąkała się tak bez sensu jak ja obecnie. Może dlatego czułam potrzebę śledzenia jej, podążając w ten sposób za owego sensu namiastką, może licząc na to, że sens spłynie z niej na mnie, udzieli mi się, zarazi mnie jak jakaś astralna choroba.
Teraz, kiedy przeskanowałam ją umysłem, działałam ostrożnie. Nie byłam pewna, czy ona w jakiś sposób nie wyczuła tego mojego działania. Fakt, iż sama nie potrafiłam czegoś podobnego rozpoznać, jeszcze o niczym nie świadczył. Ja byłam tu zielona jak szczypiorek na wiosnę, dopiero zaczynałam się w tym wszystkim orientować. Na wszelki wypadek zwiększyłam dystans. Starałam się kryć za drzewami albo przypominającymi gigantyczne wysuszone koralowce rozgałęzionymi, porowatymi skałami. W ostateczności przykucałam za kępami wyższych traw, kiedy miałam wrażenie, że owa Evandri zaraz obejrzy się przez ramię. Byłam teraz jak drapieżnik, lwica na polowaniu. Mimowolnie napinałam całe astralne ciało, w stopniu który nie sprawiał mi dyskomfortu. Przeciwnie, było to nawet przyjemne. Gdzieś w głębi mnie budził się koci pomruk. Kiedy czaiłam się przykucnięta wśród wysokich traw, oczami wyobraźni widziałam za sobą długi ogon, powoli poruszający się na boki. Wizja wyzwoliła nieco głośniejszy pomruk. Zmrużyłam
(na razie tylko dwoje!)
oczy, obserwując jak Evandri znów nieznacznie się ode mnie oddala.
- Maddigan, co robisz?
Ireasz. Mogłam się spodziewać, że skoro ja byłam w stanie poruszać się względnie cicho, ktoś inny mógł równie bezszelestnie podążać za mną. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodził człowiek, który potrafił latać. Tropiący został wytropiony, drapieżnik stał się ofiarą. Alleluja, chwalmy wszystkich bogów niepojętych w swej sprawiedliwości! Chwalmy równowagę i tak dalej.
- Poluję – odpowiedziałam z irytacją – Może nie widać?
Ireasz nie wyczuł powagi sytuacji i zaśmiał się.
- Mogę wiedzieć na co?
- Na centaury.
Byłam pewna, że kobieta w czerwieni już nas zauważyła. Nie miało sensu spoglądać w jej stronę, aby się o tym przekonać.
Spodziewałam się, że taką odpowiedzią sprowokuję kolejne pytania Ireasza i tak właśnie się stało, nie podejrzewałam tylko, że będą one krążyć wokół szczegółów, o których naturalnie nie mogłam zbyt wiele powiedzieć. Do licha, to coś ledwie mignęło mi między drzewami! Spytałam, po to wszystko, wówczas Ireasz wyjaśnił, że jeśli chodzi o „coś w rodzaju centaura”, przychodzą mu do głowy dwie całkowicie odmienne istoty pasujące do takiego opisu i ja mogłam natknąć się na jedną z nich.
- A one są bardzo groźne?
- Nie mogą być – zaprzeczył szybko – Jedna jest po prostu potężna i tajemnicza a druga zwyczajnie wkurzająca.
- Jaki kontrast!
- Jak się możesz domyślić, ten drugi jest taki jak my. Astralny podróżnik.
Moja irytacja, która już częściowo odpłynęła, wróciła nieco silniejsza. Kolejny Prawdziwy Człowiek, psia jego mać. Niezły tłum zrobił się w tym Astralu, kiedy tylko trochę bardziej oddaliłam się od swojego małego poletka. Chyba nastąpił ten moment, w którym powinnam stwierdzić, iż na życzenia należy uważać, gdyż potrafią się spełniać. Zwłaszcza te wypowiadane jedynie w myślach.
- Ktokolwiek to był, zniknął – westchnęłam. Jeśli tamten centaur był człowiekiem, prawie na pewno potrafił przebijać się przez pięty wymiar i teleportować, korzystając z podobnego klucza portalu, powiązanego z jego ziemią.
- A ty, nie mając żadnych powodów, żeby wybrać konkretną drogę, jakoś znalazłaś się w Dhihrung-Jetter…
Zmrużyłam oczy. Nazwa pozornie nowa, ale wydała mi się dziwnie znajoma. Nie mogłam sobie tak z marszu przypomnieć, gdzie mogłam ją przypadkiem usłyszeć.
- Przeszłam przez tamtą szamańską bramę między drzewami – ręką wskazałam przybliżony kierunek. Poczułam się przy tym trochę niepewnie. Zarówno tego dnia jak i poprzedniego znacznie zwiększyłam dystans od bramy i nie potrafiłabym dokładnie odtworzyć pokonanej drogi. Mimowolnie zaczęłam iść w tamtą stronę, Ireasz automatycznie ruszył za mną.
- Co to właściwie było? - chciałam wiedzieć – Jakieś wrota między wymiarami?
- Dokładnie to – przytaknął Ireasz.
- Przesunięcie w piątym wymiarze, jak u mnie w Wieży?
- Nawet nie. W większości przypadków to akurat czwarty wymiar. Jak sama nazwa wskazuje, nieco bliższy naszej znanej i oswojonej trójwymiarowej przestrzeni.
No, oczywiście…
Ireasz w którymś momencie mnie wyprzedził. Idąc za nim, patrzyłam na jego plecy. I skrzydła, teraz prawie rozłożone. Przeszło mi przez głowę, że trzymanie ich przez dłuższy czas w takiej pozycji powinno być niewygodne. A przynajmniej byłoby w warunkach, w których moglibyśmy odczuwać fizyczne zmęczenie.
- Bardzo dużo jest takich przejść jak to? - spytałam po dłuższej chwili, kiedy mogłam już zobaczyć w oddali znajomą ścianę mgły.
- Poprzez czwarty wymiar? Owszem, praktycznie wszędzie można się na takie natknąć. Jak będziesz tu wpadać przez dłuższy czas, sama zobaczysz. Mam wrażenie, że prawie wszystko tu jest w ten sposób połączone.
Połączenia… Zatrzymałam się gwałtownie. W końcu mnie olśniło i przypomniałam sobie, w jakich okolicznościach usłyszałam o Jetter. Pan Zgubnik, krasnoludek od wesołej ciuchci, coś wspominał. Że tory prowadzą do okręgu Jetter. Spróbowałam wyobrazić sobie podobną bramę, przez którą przebiegają szyny. Dla pewności wolałam o to spytać.
- O niego się nie martw – Ireasz machnął ręką – On dostanie się wszędzie jak chce. Podobno ma jakieś szczególne uprawnienia czy coś, co daje mu szerokie pole manewru. Chyba jedynym co go ogranicza jest obecny zasięg jego sieci kolejowej. Coś słyszałem, że najbardziej boli go świadomość, że nie może tak łatwo tego zasięgu zwiększyć.
Znów wypłynęły na wierzch wspomnienia. Te kilka dni wędrówki z żywiołakami. Któryś z nich też coś o tym wspominał. Mogłam tylko mieć nadzieję, że gdzieś to zapisałam. W końcu po coś zaczęłam prowadzić te notatki.
Byliśmy już blisko bramy. Teraz, kiedy mogłam w każdej chwili wrócić na drugą stronę, nie byłam pewna, czy chcę to od razu zrobić. Przeważającym argumentem okazała się pozostawiona tam poprzedniego dnia maszyneria i te wszystkie związane z nią niewiadome. Przeszliśmy. Dobry las, oswojony las. Coś co mogłam już spokojnie nazwać znajomym – albo po prostu znowu strefa komfortu.
Ruszyłam w stronę maszyny, przy której poprzedniego dnia gobliny odprawiały swoje czary. Po drodze opowiedziałam wszystko, czego byłam świadkiem. Ireasz z uśmiechem kiwał głową. Wyjaśnił, że takie kamienne maszyny, rozrzucone po lasach i łąkach w zdumiewających ilościach, w rzeczywistości stanowiły odnogi, odgałęzienia zaledwie kilku większych układów. Były jedynie widocznymi w trójwymiarowej przestrzeni przełącznikami, dostępnymi dla astralnych istot albo podróżników takich jak my. Słysząc to ostatnie, od razu się ożywiłam.
- To znaczy, że my też możemy to obsługiwać? - spytałam.
- W jakimś stopniu tak. Ja kiedyś próbowałem się tym bawić, ale poza pewnym zrozumieniem, nie dało mi to większych profitów. Qiu bardziej się wkręciła…
W tym momencie musiałam wyglądać zupełnie jak dziecko, które nie może się doczekać prezentu. Chciałam, żeby Ireasz pokazał mi, jak uruchomić owo cudo tu i teraz.
- No, do tego też przydają się odpowiednie słowa mocy i symbole – mruknął Ireasz. Stał na tyle blisko, że mógłby dotknąć jednego z tych ażurowych głazów o ostrych krawędziach.
- Ty je znasz?
- Trochę znam. Tylko najpierw trzeba wiedzieć, z czym konkretnie ma się do czynienia. W tym przypadku mam praktycznie pewność. Twierdzisz, że po tym, jak gobliny wprawiły mechanizm w ruch, dość szybko zaczął padać deszcz…
Przytaknęłam, ale zajęło mi dłuższą chwilę, zanim wyciągnęłam właściwe wnioski. A jak już zrozumiałam, musiałam uważać na swoją szczękę, aby z wrażenia nie wylądowała na trawie pod moimi nogami.
- Próbujesz mi powiedzieć, że deszcz zaczął padać WŁAŚNIE DLATEGO, że gobliny to uruchomiły?
- A jak myślisz, do czego to wszystko służy? Te mechanizmy są tu po to, aby wpływać na pogodę.
Pokiwałam głową, powoli przyjmując to do wiadomości. Byłam ciekawa, czy fabrykę chmur też mogę tu znaleźć. Nie, o to chwilowo nie pytałam. Wolałam na razie dostać instrukcję obsługi do tego, co miałam w polu widzenia.
- To powoduje opady deszczu, zatem to Raunan – tłumaczył Ireasz – Zresztą zawsze możesz to sprawdzić.
Przymknął oczy i chwilę odczekał, aby wyciszyć umysł, następnie położył rękę na porowatej kamiennej krawędzi i wyszeptał coś, co brzmiało jak „yst’si”.
- Do tego istnieją specjalne słowa mocy – mruknęłam.
- Owszem. Do wszystkiego zapewne istnieją. Jak już mówiłem, nie znam ich zbyt wiele, tylko tyle ile potrzebuję albo ile przypadkiem poznałem.
- A jakie słowo mocy obudzi ten układ? Nie udało mi się tego podsłuchać.
- A jak myślisz? - odpowiedział Ireasz pytaniem – Główne słowo mocy to oczywiście Raunan. Żeby po prostu zwiększyć prawdopodobieństwo opadów w czasie najbliższych kilkudziesięciu godzin, ja i Qiu używaliśmy słów Raunan uhn tav.
Prawdopodobieństwo? Kilkadziesiąt godzin? Miałam wrażenie, że czwórka goblinów świadomie zrobiła to z efektem prawie natychmiastowym. Inna kombinacja słów? Na to Ireasz też miał odpowiedź i wyjaśnienie.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby używały trochę innych kombinacji słów. Ale nawet jeśli wpadlibyśmy na to, jakie to słowa, pewnie niewiele by nam z tego przyszło. Najbardziej efektowne rzeczy zawsze będą…
- Powyżej naszych kompetencji? - podsunęłam. Iresz zaczął się śmiać.
- Sam bym tego lepiej nie ujął. Po prostu ten świat nie daje ludziom pełnej kontroli i niektóre rzeczy zarezerwował dla siebie. Do wykonania rękami swoich istot. Swojej sztucznej inteligencji, komórek swojego zbiorczego organizmu, trybików ogromnej maszyny… Jakkolwiek to zwać, może dużo więcej niż my. Albo w dużo większym stopniu, jak w przypadku Raunan. Jak się nad tym zastanowić, ma to sens. Nadmierna ingerencja mogłaby naruszyć równowagę.
Naprawdę poczułam się jak w cholernym niebie. Witamy w raju, gdzie wszystko obite jest materacem jak pokoje w psychiatryku i owinięte bezpiecznie folią bąbelkową, żeby przypadkiem nieostrożny astralny podróżnik nie zrobił krzywdy sobie, innym, albo całemu światu. Witamy w krainie wiecznego szczęścia, gdzie nie ma zła i bólu z jednego prostego powodu – zostały one dawno technicznie wyeliminowane. Jeśli do tej pory dziwiłoby mnie, że Ireasz z czasem zyskał skrzydła, teraz uznałabym to za naturalną konsekwencję częstych wizyt tutaj. Mnie za dwa lata może czeka to samo, a po kolejnych kilku spokojnie doczekamy aureoli.
Podeszłam do maszyny.
(Raunan, nazywa się Raunan)
Położyłam rękę na jednym z rzeźbionych obiektów w kręgu, po stronie przeciwnej do tej, po której stał Ireasz. Coś przyszło mi do głowy.
- Czy gdyby zebrać się w kilka osób, to mogłoby pomóc? - spytałam – Nie wiem, jest może jakaś minimalna wymagana liczba? Gobliny były w czwórkę, więc może potrzeba nam kogoś więcej…
Ireasz zaprzeczył, potrząsając głową.
- To tak nie działa, nieważne ile osób zbierzemy.
- Nasza energia, astralna moc czy coś w tym stylu… nie skumuluje się?
- Problem polega na czymś zupełnie innym. Ograniczeniem jest sama Struktura.
- Kod Matrixa?
- Tutaj to obowiązujące prawa fizyki.
Westchnęłam i cofnęłam się o krok z rezygnacją. Nie było sensu w tym momencie nawet próbować uruchomić Raunan. Po tym, jak gobliny aktywowały mechanizm dzień wcześniej, nie miałam szans, żeby wywołać jakikolwiek efekt. Nie wobec tego, czego właśnie się dowiedziałam. Tylko na wszelki wypadek powtórzyłam te słowa mocy. Te od Raunan i to, którego użył wcześniej. Zapisałam je na końcu zeszytu, pod kilkoma innymi. Chciałam mieć wszystkie zebrane w jednym miejscu, tak było wygodniej. Ireasz przyglądał się temu z lekkim rozbawieniem. Kiedy uznał, że skończyłam, spytał, czy zamierzam wrócić do okręgu Jetter.
- Może – odpowiedziałam mu, myśląc o tym, że to może najwyższy czas, żeby wrócić do astralnego domu. Świadomość, że nie zaglądałam tam już tyle dni, powodowała coraz większy niepokój. Miałam na swoim terenie mnóstwo stworzeń, mogłam założyć, że większości do tej pory nie zdążyłam spotkać. Ile rzeczy mogło się wydarzyć przez ten czas pod moją nieobecność? Ireasz mógł w ciągu ostatnich dni kilka razy być u siebie, żeby zachować kontrolę nad sytuacją. Nie obserwowałam go nieprzerwanie, kontakt się urywał, w większości przypadków nie wiedziałam też, o ile wcześniej pojawił się w Astralu albo jak długo pozostawał po tym, jak ja zerwałam połączenie. Miał czas, żeby wrócić do swojej enklawy, upewnić się, że wszystko w porządku i znów lecieć w teren, na przykład po to, żeby mnie znaleźć. Może nawet nie musiał lecieć ani wędrować przez niefizyczne lasy i łąki, skoro mogliśmy teleportować się do domu, być może istniał sposób podróży w odwrotnym kierunku. Coś w stylu cofnięcia ostatniej teleportacji chociażby. Spytałam o to i moje przypuszczenia okazały się słuszne.
- To całkiem proste – stwierdził Ireasz – Jedno z najprostszych działań, powiedziałbym.
- Też wymaga użycia tego magicznego astralnego języka?
- A jak myślisz? Odpowiednie słowo w Języku Czynu już chyba znasz, skoro potrafisz się teleportować praktycznie od początku swoich podróży.
Otworzyłam szeroko oczy i powoli skinęłam głową. Owszem, miał rację.
- ziin tsir – powiedziałam – ziin.
Nie jestem pewna, czy właśnie w tym momencie zaczęłam patrzeć na słowa mocy inaczej. W każdym razie wyczułam, że jest w tym jakiś wzorzec. Słowa
(Język Czynu)
łączyły się ze sobą. Tworzyły określone kombinacje.
Ireasz kiwał głową. Potwierdzenie.
- W drugą stronę to będzie ziin ertro. To bardzo ułatwia życie. Zwłaszcza z tą cudowną dokładnością.
- Dokładnością?
- Praktycznie do dwóch, trzech metrów. Minie trochę czasu, zaczniesz używać teleportacji równie często jak pozostali, i sama się przekonasz, że to taki pozytywny wyjątek.
Powiedział to tonem człowieka pewnego, że mówi o rzeczach dla rozmówcy oczywistych. Moje odczucia były całkowicie odmienne.
- Może – odpowiedziałam zatem, bo nic innego nie mogłam chyba powiedzieć.
Potem cofnęliśmy się. Po raz kolejny tego dnia przekroczyłam szamańską bramę w czwartym wymiarze.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,947 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1