25-12-2018, 10:27
25 grudnia 2018
Godziny spania: 23.50 - 8.30
Oprócz rozciągania w ciągu dnia zastosowałam przed snem jeszcze jedno ćwiczenie. Wykonałam kilkanaście powolnych, głębokich, połączonych oddechów. Obserwowałam, jak brzuch unosi się i opada. Całe ciało miało być ciężkie i bezwładne, pracować miały tylko dwa mięśnie: sercowy i oddechowy.
Znalazłam się w szkole podstawowej. Wszyscy zgromadzili się w pomieszczeniu wielkości sali gimnastycznej, gdzie odbywały się szczepienia, rzekomo przeciw zapaleniu opon mózgowych. Ujrzałam kilkunastocentymetrową igłę, wydawało mi się, że jakoś to zniosę, ale coś podpowiadało mi, żeby uciekać. Szczepionki stanowią bowiem olbrzymie zagrożenie i mogłyby jeszcze bardziej pogorszyć mój stan.
Oddaliłam się stamtąd czym prędzej. Zamiast normalnie iść po schodach, uprawiałam wspinaczkę w miejscu, gdzie powinny znajdować się poręcze. W ten sposób schodziłam na dół. Nie miałam lęku wysokości, podobało mi się to.
W kolejnym śnie byłam na podwórku na wsi wraz z moim ojcem. Znalazł ogromny karton z napisem "Zabić dzieci", prawdopodobnie po szczepionkach. Przeraziłam się, ale jednocześnie byłam zadowolona, że uniknęłam ciężkich powikłań. Natrafiłam też na starą szafkę kuchenną, na której drzwiczkach od wewnątrz były wypisane długopisem różne rzeczy, m.in. tytuły moich ulubionych piosenek sprzed kilkunastu lat. Stwierdziłam, że to list ode mnie z przeszłości. Bardzo się ucieszyłam.
Poszłam do kuchni. Tam odkręciłam słoik z chrzanem o typowej średnicy, ale wysokości dziesięciokrotnie większej niż zwykła. Zrobiłam to niepotrzebnie, gdyż jakiś mniejszy już był otwarty.
Pojechałam z mamą na jednym rowerze do sąsiadki po jajka. Siedziałam z przodu. Jechało mi się dość przyjemnie, nawet nie musiałam pedałować. Zastanawiałam się jednak, czy mama dobrze robi, pokazując się we wsi z upośledzoną córką.
Dotarłyśmy na miejsce. Gospodyni była w widocznej ciąży. Mama powiedziała jej, że nie mogłam zostać zaszczepiona z powodu grypy.
Znów trafiłam do szkoły. Udałam się do szkolnego sklepiku. Był samoobsługowy i miał formę przestronnego pomieszczenia.
Przyglądałam się różnym smakowitym towarom. Chciałam kupić żelki o smaku coli na wagę i czekoladowe gwiazdki, żeby podzielić się nimi ze znajomymi, ale nie miałam przy sobie ani grosza
Godziny spania: 23.50 - 8.30
Oprócz rozciągania w ciągu dnia zastosowałam przed snem jeszcze jedno ćwiczenie. Wykonałam kilkanaście powolnych, głębokich, połączonych oddechów. Obserwowałam, jak brzuch unosi się i opada. Całe ciało miało być ciężkie i bezwładne, pracować miały tylko dwa mięśnie: sercowy i oddechowy.
Znalazłam się w szkole podstawowej. Wszyscy zgromadzili się w pomieszczeniu wielkości sali gimnastycznej, gdzie odbywały się szczepienia, rzekomo przeciw zapaleniu opon mózgowych. Ujrzałam kilkunastocentymetrową igłę, wydawało mi się, że jakoś to zniosę, ale coś podpowiadało mi, żeby uciekać. Szczepionki stanowią bowiem olbrzymie zagrożenie i mogłyby jeszcze bardziej pogorszyć mój stan.
Oddaliłam się stamtąd czym prędzej. Zamiast normalnie iść po schodach, uprawiałam wspinaczkę w miejscu, gdzie powinny znajdować się poręcze. W ten sposób schodziłam na dół. Nie miałam lęku wysokości, podobało mi się to.
W kolejnym śnie byłam na podwórku na wsi wraz z moim ojcem. Znalazł ogromny karton z napisem "Zabić dzieci", prawdopodobnie po szczepionkach. Przeraziłam się, ale jednocześnie byłam zadowolona, że uniknęłam ciężkich powikłań. Natrafiłam też na starą szafkę kuchenną, na której drzwiczkach od wewnątrz były wypisane długopisem różne rzeczy, m.in. tytuły moich ulubionych piosenek sprzed kilkunastu lat. Stwierdziłam, że to list ode mnie z przeszłości. Bardzo się ucieszyłam.
Poszłam do kuchni. Tam odkręciłam słoik z chrzanem o typowej średnicy, ale wysokości dziesięciokrotnie większej niż zwykła. Zrobiłam to niepotrzebnie, gdyż jakiś mniejszy już był otwarty.
Pojechałam z mamą na jednym rowerze do sąsiadki po jajka. Siedziałam z przodu. Jechało mi się dość przyjemnie, nawet nie musiałam pedałować. Zastanawiałam się jednak, czy mama dobrze robi, pokazując się we wsi z upośledzoną córką.
Dotarłyśmy na miejsce. Gospodyni była w widocznej ciąży. Mama powiedziała jej, że nie mogłam zostać zaszczepiona z powodu grypy.
Znów trafiłam do szkoły. Udałam się do szkolnego sklepiku. Był samoobsługowy i miał formę przestronnego pomieszczenia.
Przyglądałam się różnym smakowitym towarom. Chciałam kupić żelki o smaku coli na wagę i czekoladowe gwiazdki, żeby podzielić się nimi ze znajomymi, ale nie miałam przy sobie ani grosza

Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





