24-12-2018, 12:22
22 grudnia 2015
Pustka pełna jest nieodkrytych możliwości i niezagospodarowanych terenów. Problem w tym, że nie wiem, jak do nich dotrzeć.
Absolutny błogostan kojarzy mi się ze śmiercią. Ale czym jest śmierć? To utrata kontaktu ze światem fizycznym. Wszystkie serwery padły.
Płynę więc przed siebie po spokojnym, nieruchomym morzu.
W Empiku oglądałam kalendarz z inspirującymi cytatami na każdy dzień. Otworzyło mi się na m.in. słowach Yoganandy oraz Krishnamurtiego. Maj god. To tak jak sprzedawanie małży w Biedronce.
Wychodzę na ulicę. Patrzę, ale jakbym nie widziała. Moja uwaga cały czas jest pochłonięta czymś bezbarwnym, bezkształtnym, absolutnie cichym i niewzruszonym jak skała. Nie jest to ani niewyspanie, ani zamyślenie.
W tym stanie bardzo łatwo jest wejść pod samochód. Muszę się więc pilnować. Prawie nie czuję swojego ciała. Jest gdzieś obecne, gdzieś na obrzeżach świadomości, ale niewiele mnie obchodzi.
Święta są dla mnie traumatycznym przeżyciem. Ta kumulacja napięcia budowanego od początku listopada sprawia, ze robi mi się słabo. Za czym ci wszyscy ludzie tak gonią? Nie, żebym czuła się od nich lepsza czy coś, ale mocno mnie to denerwuje. Mnie to już dawno przestało bawić. Pewnie nie jestem osamotniona w swoich poglądach. Święta były dobre w dzieciństwie, to radosne podniecenie, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę itp., ale teraz to już trochę się przejadło – nawet bardzo. No i co my właściwie świętujemy? To święto konsumpcji – żarcia i wszelkiego rodzaju dobra materialnego, które, jak wiemy, szczęścia nie daje.
Uśmiechnięci państwo wychodzą z banku. Otrzymali pożyczkę. Jak wspaniale! Jakiś trzydziestolatek zamyka drzwi kolektury – właśnie wyjebał 40 złotych na zdrapki (ja tylko siedem – również nie miałam szczęścia tym razem).
Tony bigosu. Kilogramy karpia. Ogromna ilość świątecznych ciastek. Potężny tort. Kto to wszystko pochłonie? Moja trzyosobowa rodzina, choć równie dobrze wystarczyłoby tego żarcia dla piętnastu osób. Zwłaszcza, że ostatnio nie czerpię radości ze spożywania pokarmu. Jem, bo muszę. Bo jak nie zjem, to stanie się coś strasznego… Ciekawe co?
Mogę zatrzymać puls, odłączyć się od ciała. Tylko co wtedy z magisterką? Moja fizyczna powłoka stanie się wówczas niezdolna do wykonywania jakichkolwiek działań w świecie.
Muszę usunąć ciernie z mojej podświadomości.
Można odłączyć się od doznań zmysłowych i jedyne, co pozostanie w świadomości, to ogromny Bliss. Można pozostać w tym stanie dowolnie długo. Ciału nic się nie stanie. Nie każdy wie, że istnieje taka możliwość i ludzie z tego nie korzystają. A to jest naprawdę przyjemne. Niestety, lgnięcie do przyjemności świata fizycznego sprawia, że człowiek niechętnie się od niego odrywa. Żyje w wielkim ograniczeniu. Zamiast choćby na chwilę wszystko wyłączyć, on ciągle szuka czegoś nowego, zamiast wszystko wywalić, on wciąż znosi do domu rozmaite graty, ale nadal nie ma tego, czego szukał…
Pustka pełna jest nieodkrytych możliwości i niezagospodarowanych terenów. Problem w tym, że nie wiem, jak do nich dotrzeć.
Absolutny błogostan kojarzy mi się ze śmiercią. Ale czym jest śmierć? To utrata kontaktu ze światem fizycznym. Wszystkie serwery padły.
Płynę więc przed siebie po spokojnym, nieruchomym morzu.
W Empiku oglądałam kalendarz z inspirującymi cytatami na każdy dzień. Otworzyło mi się na m.in. słowach Yoganandy oraz Krishnamurtiego. Maj god. To tak jak sprzedawanie małży w Biedronce.
Wychodzę na ulicę. Patrzę, ale jakbym nie widziała. Moja uwaga cały czas jest pochłonięta czymś bezbarwnym, bezkształtnym, absolutnie cichym i niewzruszonym jak skała. Nie jest to ani niewyspanie, ani zamyślenie.
W tym stanie bardzo łatwo jest wejść pod samochód. Muszę się więc pilnować. Prawie nie czuję swojego ciała. Jest gdzieś obecne, gdzieś na obrzeżach świadomości, ale niewiele mnie obchodzi.
Święta są dla mnie traumatycznym przeżyciem. Ta kumulacja napięcia budowanego od początku listopada sprawia, ze robi mi się słabo. Za czym ci wszyscy ludzie tak gonią? Nie, żebym czuła się od nich lepsza czy coś, ale mocno mnie to denerwuje. Mnie to już dawno przestało bawić. Pewnie nie jestem osamotniona w swoich poglądach. Święta były dobre w dzieciństwie, to radosne podniecenie, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę itp., ale teraz to już trochę się przejadło – nawet bardzo. No i co my właściwie świętujemy? To święto konsumpcji – żarcia i wszelkiego rodzaju dobra materialnego, które, jak wiemy, szczęścia nie daje.
Uśmiechnięci państwo wychodzą z banku. Otrzymali pożyczkę. Jak wspaniale! Jakiś trzydziestolatek zamyka drzwi kolektury – właśnie wyjebał 40 złotych na zdrapki (ja tylko siedem – również nie miałam szczęścia tym razem).
Tony bigosu. Kilogramy karpia. Ogromna ilość świątecznych ciastek. Potężny tort. Kto to wszystko pochłonie? Moja trzyosobowa rodzina, choć równie dobrze wystarczyłoby tego żarcia dla piętnastu osób. Zwłaszcza, że ostatnio nie czerpię radości ze spożywania pokarmu. Jem, bo muszę. Bo jak nie zjem, to stanie się coś strasznego… Ciekawe co?
Mogę zatrzymać puls, odłączyć się od ciała. Tylko co wtedy z magisterką? Moja fizyczna powłoka stanie się wówczas niezdolna do wykonywania jakichkolwiek działań w świecie.
Muszę usunąć ciernie z mojej podświadomości.
Można odłączyć się od doznań zmysłowych i jedyne, co pozostanie w świadomości, to ogromny Bliss. Można pozostać w tym stanie dowolnie długo. Ciału nic się nie stanie. Nie każdy wie, że istnieje taka możliwość i ludzie z tego nie korzystają. A to jest naprawdę przyjemne. Niestety, lgnięcie do przyjemności świata fizycznego sprawia, że człowiek niechętnie się od niego odrywa. Żyje w wielkim ograniczeniu. Zamiast choćby na chwilę wszystko wyłączyć, on ciągle szuka czegoś nowego, zamiast wszystko wywalić, on wciąż znosi do domu rozmaite graty, ale nadal nie ma tego, czego szukał…
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





