30-11-2018, 20:13
"Powrót do Krakowa"
30.11.2018r.
Zorientowałem się, że znów jestem w Krakowie i że znów jeżdżę po nim autem. Przesiadłem się do busa gdzie zwróciłem uwagę na małą ilość osób ku memu zadowoleniu. Zwróciłem też uwagę jak kierowca cofał patrząc w lusterko. Dziwnie gość wyglądał tak patrząc się w tedy w te lusterko, jakby spał z otwartymi oczami. Sen przekształcał się co jakiś czas. Po podróży busem zorientowałem się, że uczestniczę w jakimś programie rozwojowym prowadzonym przez jakąś panią z pcpr. Ostrzygli mi włosy i to bardzo nietypowo, i nie realnie jak na rzeczywistą ich długość. Otóż moje włosy stały się długie jakoś do ramion, spięte gdzieś na czubku głowy i też gdzieś na długości włosów. W połowie może. Do tego miałem wygolone boki i w sumie tak mi się bardzo podobało. Były to bardzo lśniące i zdrowo wyglądające włosy kolorystycznie chyba kasztanowe. Pomyślałem sobie - każdy ma jakiś pierwiastek z drugiej połówki. Dalej miałem poczucie trwania tego programu rozwojowego ileś dni, ileś razy wstając rano.. Pojawiłem się w moim pokoju z moim kolegą Antkiem, gdzie to nagle zorientowałem się, że z moich włosów zrobił się królik co mnie zdziwiło, że dopiero to zauważyłem. Prócz królika był w moim pokoju też i kot. Zacząłem rozmawiać z moim kolegą o pomocy naukowej będącej w pokoju odzwierciedlającej przekrój tabletki z ibuprofenem. Było wyraźnie widać każdą warstwę, a było ich trochę jedna do drugiej nie podobna, bardzo za to szczegółowe. Z kumplem się też siłowałem, przepychałem odpowiadając na takie jego zaczepki. Pomyślałem - dzięki takim zabawom można motorykę ciała wzbogacać.
Pokłóciłem się z przewodniczącą kursu jakąś teraz inną. Jakąś starą rozszczekaną babę poskładałem do parteru, ale raczej nie miałem wyjścia. Widziałem w niej jakieś uosobienie zła zagrażające otoczeniu i mnie zwłaszcza. Pojawiłem się znów u siebie w pokoju i wziąłem sobie mojego królika na ręce, a on mnie ugryzł w palec dość mocno. Trzymałem palec w garści drugiej dłoni przeciw rozlewowi krwi w trakcie szukania plastra. Bardzo realnie to wyglądało, byłem przekonany, że jestem skaleczony. Coś jeszcze opowiedziałem koledze Antkowi o awanturze przez którą już nie będę uczestniczył w programie rozwojowym. Intensywność przekonania o ugryzionym palcu prawdopodobnie mnie przebudziło.
30.11.2018r.
Zorientowałem się, że znów jestem w Krakowie i że znów jeżdżę po nim autem. Przesiadłem się do busa gdzie zwróciłem uwagę na małą ilość osób ku memu zadowoleniu. Zwróciłem też uwagę jak kierowca cofał patrząc w lusterko. Dziwnie gość wyglądał tak patrząc się w tedy w te lusterko, jakby spał z otwartymi oczami. Sen przekształcał się co jakiś czas. Po podróży busem zorientowałem się, że uczestniczę w jakimś programie rozwojowym prowadzonym przez jakąś panią z pcpr. Ostrzygli mi włosy i to bardzo nietypowo, i nie realnie jak na rzeczywistą ich długość. Otóż moje włosy stały się długie jakoś do ramion, spięte gdzieś na czubku głowy i też gdzieś na długości włosów. W połowie może. Do tego miałem wygolone boki i w sumie tak mi się bardzo podobało. Były to bardzo lśniące i zdrowo wyglądające włosy kolorystycznie chyba kasztanowe. Pomyślałem sobie - każdy ma jakiś pierwiastek z drugiej połówki. Dalej miałem poczucie trwania tego programu rozwojowego ileś dni, ileś razy wstając rano.. Pojawiłem się w moim pokoju z moim kolegą Antkiem, gdzie to nagle zorientowałem się, że z moich włosów zrobił się królik co mnie zdziwiło, że dopiero to zauważyłem. Prócz królika był w moim pokoju też i kot. Zacząłem rozmawiać z moim kolegą o pomocy naukowej będącej w pokoju odzwierciedlającej przekrój tabletki z ibuprofenem. Było wyraźnie widać każdą warstwę, a było ich trochę jedna do drugiej nie podobna, bardzo za to szczegółowe. Z kumplem się też siłowałem, przepychałem odpowiadając na takie jego zaczepki. Pomyślałem - dzięki takim zabawom można motorykę ciała wzbogacać.
Pokłóciłem się z przewodniczącą kursu jakąś teraz inną. Jakąś starą rozszczekaną babę poskładałem do parteru, ale raczej nie miałem wyjścia. Widziałem w niej jakieś uosobienie zła zagrażające otoczeniu i mnie zwłaszcza. Pojawiłem się znów u siebie w pokoju i wziąłem sobie mojego królika na ręce, a on mnie ugryzł w palec dość mocno. Trzymałem palec w garści drugiej dłoni przeciw rozlewowi krwi w trakcie szukania plastra. Bardzo realnie to wyglądało, byłem przekonany, że jestem skaleczony. Coś jeszcze opowiedziałem koledze Antkowi o awanturze przez którą już nie będę uczestniczył w programie rozwojowym. Intensywność przekonania o ugryzionym palcu prawdopodobnie mnie przebudziło.





