26-11-2018, 11:36
"Senny mix"
26.11.2018r.
Zaczęło się od szarżowania rejsowym samolotem z jakimś youtuberem. Obok mojego domu mieliśmy na polu twarde przyziemienie i dopiero po uderzeniu kadłubem wysunęliśmy podwozie. Na szczęście nic złego się nie stało, zupełnie i bez szkód. Po tym wszystkim nawet śmiesznie się zrobiło, bo wspominaliśmy coś o potrzebie w końcu wyrobienia licencji pilota.
Pojawiłem się w jakiejś zatoce rybackiej. Dostrzegłem wiele kutrów rybackich i bardzo ciasnych kanałów. To dawało mi do myślenia, że wiele musi tu być w tych wodach ryb. Kojarzę jeszcze jakieś konstrukcje stalowe dachów bez poszycia...
Teraz zostałem maszynistą z moim starszym bratem pociągu towarowego długiego na gdzieś 4km. Mój brat był maszynistą przewodzącym w pierwszej lokomotywie, ja zaraz w drugiej za nim. Zapytałem się go jeszcze czy na końcu składu także mamy lokomotywy. Do stacji Marcinkowo mieliśmy niespełna z 20 m i podrywając się do pociągnięcia składu tylko jeden wagon przemieściliśmy, gdyż okazało się, że reszta była odpięta. Brat stał się z nagła wzburzony, podenerwowany pewnie z powodu tłumu ludzi na stacji. Pamiętam wyraźnie czyjeś perfumy o delikatnym, słodkim zapachu najwyraźniej jakiejś kobiety.
Na koniec znalazłem się na swoim dorodnym klonie obok domu i co jeszcze ciekawsze chodziłem po konarach ściętych 10lat temu. Przynajmniej próbowałem chodzić. Był ze mną jakiś chłopiec, który chodził bardzo zwinnie i to tam co nikt by nie wszedł, chociażby bez sprzętu alpinistycznego. Byłem w takim miejscu w którym bałem się ruszyć. Jak pokazał mi chłopiec musiałem zejść niżej na gałąź i z niej na niższą po linie z której w ostatnim etapie na murek. Głową do przodu zsunąłem się jakoś dziwnie w dół rozpoczynając to. Dalej po najbardziej stresującym początku poszło łatwo. Zaraz i znalazłem się na ziemi, a tam chwyciłem jaką butelkę i broszurę o lotnictwie mając zamiar dalej iść już do domu.
26.11.2018r.
Zaczęło się od szarżowania rejsowym samolotem z jakimś youtuberem. Obok mojego domu mieliśmy na polu twarde przyziemienie i dopiero po uderzeniu kadłubem wysunęliśmy podwozie. Na szczęście nic złego się nie stało, zupełnie i bez szkód. Po tym wszystkim nawet śmiesznie się zrobiło, bo wspominaliśmy coś o potrzebie w końcu wyrobienia licencji pilota.
Pojawiłem się w jakiejś zatoce rybackiej. Dostrzegłem wiele kutrów rybackich i bardzo ciasnych kanałów. To dawało mi do myślenia, że wiele musi tu być w tych wodach ryb. Kojarzę jeszcze jakieś konstrukcje stalowe dachów bez poszycia...
Teraz zostałem maszynistą z moim starszym bratem pociągu towarowego długiego na gdzieś 4km. Mój brat był maszynistą przewodzącym w pierwszej lokomotywie, ja zaraz w drugiej za nim. Zapytałem się go jeszcze czy na końcu składu także mamy lokomotywy. Do stacji Marcinkowo mieliśmy niespełna z 20 m i podrywając się do pociągnięcia składu tylko jeden wagon przemieściliśmy, gdyż okazało się, że reszta była odpięta. Brat stał się z nagła wzburzony, podenerwowany pewnie z powodu tłumu ludzi na stacji. Pamiętam wyraźnie czyjeś perfumy o delikatnym, słodkim zapachu najwyraźniej jakiejś kobiety.
Na koniec znalazłem się na swoim dorodnym klonie obok domu i co jeszcze ciekawsze chodziłem po konarach ściętych 10lat temu. Przynajmniej próbowałem chodzić. Był ze mną jakiś chłopiec, który chodził bardzo zwinnie i to tam co nikt by nie wszedł, chociażby bez sprzętu alpinistycznego. Byłem w takim miejscu w którym bałem się ruszyć. Jak pokazał mi chłopiec musiałem zejść niżej na gałąź i z niej na niższą po linie z której w ostatnim etapie na murek. Głową do przodu zsunąłem się jakoś dziwnie w dół rozpoczynając to. Dalej po najbardziej stresującym początku poszło łatwo. Zaraz i znalazłem się na ziemi, a tam chwyciłem jaką butelkę i broszurę o lotnictwie mając zamiar dalej iść już do domu.





