20-11-2018, 16:30
Nie dam sobie powiedzieć, że nie mam szacunku do nauki. Zauważam podstawowe podobieństwa między religią a najbardziej abstrakcyjnymi gałęziami wiedzy. Obie dążą do redukcji dysonansu poznawczego za pomocą mniej lub bardziej zaawansowanych i prawdopodobnych spekulacji. W przypadku sprawdzalnej części nauki, np pochodzenia piorunów, nie ma mowy o spekulacjach - badania, teorie, obserwacje wyczerpują ten temat. Jednak kwestie trudniejsze, przekraczające fizyczne poznanie, takie jak wymiarowość czy zagadnienia rzeczywistości, wymagają szacowania i indukcji i nie kończą się pojedynczym rozwiązaniem. Nauka posługuje się wtedy teorią, czyli odpowiedzią obecnie przyjętą jako najbardziej prawdopodobną. Można powiedzieć, że religia w to miejsce wkłada odpowiedź najbardziej wygodną i o najkorzystniejszym wpływie.
Co do naszego przykładu o zagięciu czasoprzestrzeni, to zakładam właśnie, że te tęgie umysły, które przywołujesz w temacie, właśnie tak odpowiedzą - " obserwujemy zagięcie światła, ale wg matematycznych obliczeń i według obserwacji innych podobnych zjawisk, wnioskujemy, że najprawdopodobniej razem ze światłem zagina się czasoprzestrzeń ".
Poznawanie świata można porównać z Sudoku. Proste sprawy mają jedno i jasne dla wszystkich rozwiązanie, ale te najtrudniejsze, gdy tylko kilka cyferek jest odkryta, można wypełnić na wiele sposobów i nie ma jak dowiedzieć się, który z nich jest prawidłowy.
Co do naszego przykładu o zagięciu czasoprzestrzeni, to zakładam właśnie, że te tęgie umysły, które przywołujesz w temacie, właśnie tak odpowiedzą - " obserwujemy zagięcie światła, ale wg matematycznych obliczeń i według obserwacji innych podobnych zjawisk, wnioskujemy, że najprawdopodobniej razem ze światłem zagina się czasoprzestrzeń ".
Poznawanie świata można porównać z Sudoku. Proste sprawy mają jedno i jasne dla wszystkich rozwiązanie, ale te najtrudniejsze, gdy tylko kilka cyferek jest odkryta, można wypełnić na wiele sposobów i nie ma jak dowiedzieć się, który z nich jest prawidłowy.





