14-11-2018, 13:50
Poniższy sen jest bardzo cennym przykładem tego jak różne elementy wspólnego śnienia się zazębiają i rozwijają w trakcie snu dlatego przytaczam go tutaj ze szczegółami. Zazwyczaj we wspólnych snach szczególnie świadomie indukowanych nie jest to tak wyraziste dlatego ten sen jest szczególnie cenny.
Było to w czasach kiedy już rozwinąłem już pewną biegłość w śnieniu osiągając kilka razy w tygodniu niezwykle wyraziste świadome sny. Praktykowałem intensywnie medytację i szamańską metodę śnienia. Pewnego wekendu wybrałem się do kumpla, do jego górskiej chatki, aby przede wszystkim z nim pomedytować i zasięgnąć rad dotyczących śnienia. Większość dnia wspólnie medytowaliśmy zaś ostatnią sesję wieczornej medytacji ukierunkowałem na śnienie. Chciałem wypróbować pewne metody w trakcie śnienia związane z podróżowanie między snami. Zasypiając próbowałem wejść w samadhi snu, najpierw szło mi całkiem nieźle gdyż udało mi się zatopić w głęboki stan medytacyjny podczas zasypiania, potem jednak utraciłem go i odzyskałem świadomość dopiero kiedy rozpoczął się sen. Sen był niesamowicie wyrazisty a moja świadomość w nim niezachwiana.
Najpierw byliśmy z kumplem w jakimś dziwnym miejscu. Była to jakby przestrzeń wypełniona gęstym światłem, tak jak w medytacji, to światło było czerwone (tak czerwień odbieram w medytacji).
Była tam też jakaś istota, mężczyzna, który jakoś się tam dostał i mimo, że był potężny, nie bardzo mógł wrócić.
Mimo, że budził on we mnie pewne obawy kumpel zdecydował się mu pomóc. Wyprawialiśmy się w głąb tej przestrzeni szukając sześciokątnych pudeł z miejscem na kulę w środku, jednak te które znaleźliśmy były puste. Były tam tylko ślady energii. Jak czułem, w środku powinien być jakiś twór mentalny (coś jak próbnik, jakaś sonda) zdolny do samodzielnego działania, który był jakby sługą, automatem, który w świecie tego mężczyzny służył mu i pozwoliłby mu wrócić do jego świata. To iż te pojemniki były puste irytowało mężczyznę.
Te trzy których brakowało i które mieliśmy odszukać były jak zbiegli niewolnicy, którzy w tej przestrzeni mogli żyć sobie swoim autonomicznym życiem.
Mężczyzna znajdował się jakby w pomieszczeniu w którym było dużo światła i nie ruszał się stamtąd.
Ta część snu bardziej przypominała medytacyjne wchłonięcie niż jakikolwiek sen a raczej było to coś pośredniego, dlatego mimo iż byłem w pełni świadomy, że śnię nie miałem wątpliwości, że jest to zarazem pewne wchłonięcie medytacyjne, że to światło jest wymiarem medytacyjnym. Nie dziwiło mnie więc, że jest tu kumpel z którym wcześniej wspólnie medytowaliśmy jako, że był on wyjątkowo biegły w medytacji i również często w medytacji na jawie w ten sposób łączył się ze mną np. aby ukazać mi jakąś wizję abym mógł z nim ją dzielić i wyrazić na jej temat swoją opinię, niekiedy też spontanicznie dzieliliśmy wizje w medytacji – był on w tym mistrzem. Tu jednak było trochę inaczej. Mimo iż doświadczałem medytacyjnego wchłonięcia jego obecność czułem wyraźniej niż w medytacji i widziałem go co nie zdarzało się podczas medytacji. Natomiast ta dodatkowa postać była dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Nie należała ona do naszej medytacji, była intruzem, który zupełnie nie zdawał sobie sprawy gdzie jest, ani z natury przestrzeni w której się znajdowaliśmy co było bardzo dziwne. W przeciwieństwie do nas nie potrafił się w niej poruszać uwięziony w swoim polu energii które było zagubione w energii naszej medytacji. Czułem, że próbował on badać przestrzeń medytacyjnego wchłonięcia i został w niej uwięziony. Z drugiej strony czułem, że jest to potężna osoba potrafiąca zadziwiająco doskonale posługiwać się energią na sposób konwencjonalny a przy tym bardzo arogancka, która w innych okolicznościach potraktowała by nas raczej bardzo nieprzyjemnie. Dlatego podchodziłem do niej z dystansem.
Kiedy wróciliśmy z poszukiwań, zobaczyłem, że kumpel pomaga temu mężczyźnie konstruować coś w rodzaju świetlistego robota – coś w rodzaju złożonej tulpy. Tłumaczył mu, że trzeba tu dodać jakiś rdzeń, inny program, uczynić go bardziej samodzielnym jeżeli ma przebić się do jego świata.
To były jakieś nowe rozwiązania nieznane tamtemu, ale słuchał z uwagą a nawet pewnym podziwem i stosował się do wskazówek.
Ten mężczyzna zwykł był wydawać rozkazy i oczekiwać posłuszeństwa dlatego budził mój niepokój, czułem, że mimo iż jest zdany na nas traktuje nas bardziej jak narzędzia i nie było można liczyć na jego wdzięczność kiedy się już wydostanie, zaś w przypadku niepowodzenia jego gniew spadłby na nas. To, że był tu uwięziony i bezradny było dla niego czymś nowym i dlatego skwapliwie przystał na naszą pomoc. Jednak kumpel się go nie obawiał a jako, że był wyjątkowo biegły w pracy z energią więc akceptowałem to.
Następnie przenieśliśmy się do innego miejsca, które mimo, że nadal znajdowało się w przestrzeni medytacji bardziej przypominało wyjątkowo wyrazisty sen. Pomieszczenie to przypominało jasno oświetloną piwnicę z pięknym łukowym wejściem o nagich, z gładkiego kamienia ścianach, wyłożonych piękną mozaiką różnokolorowych płyt. Kumpel próbował przepchać te puste pojemniki do świata z którego pochodziły.
Koncentrował na nich energię aż wszystko drżało i obracał je w jakiś dziwny sposób.
Poradziłem mu, by jeszcze obrócił je w bok w innym wymiarze, ale nie uznał tego za dobry pomysł.
Ja patrzyłem przez coś w rodzaju okna na te próby.
Kumpel próbował kilkakrotnie i kiedy był już zrezygnowany zauważyłem, że przy każdej próbie pomieszczenie nieznacznie zmienia wygląd, czego on będąc wewnątrz nie zauważył i uświadomiłem sobie, że jednak odnosi sukces.
Z entuzjazmem powiedziałem mu o tym i wtedy dokonałem kolejnego odkrycia.
Odkryłem, że całkowicie przeszliśmy w sen i że śnimy wyjątkowo wyrazisty wspólny sen. Krzyknąłem do niego: Spójrz to jest sen, to światło, ta przejrzystość, jesteśmy teraz w świecie snu.
Wtedy kumpel również to zauważył i bardzo cieszyłem się, że obydwaj weszliśmy w świadomy sen i że wiemy o tym – jakież pole do poznania! Od tego momentu kumpel zdał się bardziej na mnie uznając, że ja lepiej orientuję się w realiach świadomego snu’
Rozpoznaliśmy o tym, że śnimy, rozmawialiśmy porozumiewając się w myśli oraz na poziomie czystych emocji.
Moment przejścia ze stanu medytacyjnego do snu był płynny i nie sposób było ustalić jakiegoś momentu granicznego zupełnie inaczej niż przy wchodzeniu do czyjegoś snu z „gwieździstej przestrzeni” gdzie granica jest co prawda płynna, ale wyraźnie widoczna. Wchodząc do czyjegoś snu tą metodą widzimy granice snu, zbliżamy się do niej i pozwalamy wchłonąć się poprzez sen osoby do której snu wchodzimy. Tu było inaczej obydwaj znajdowaliśmy się w stanie medytacyjnym i kiedy wyłaniał się obraz snu on jakby stopniowo tworzył się wokół nas i dopiero kiedy się utrwalił i ustabilizował znaleźliśmy się definitywnie we śnie. Biorąc pod uwagę, że w pierwszym okresie krystalizacji snu, patrzyłem nań z zewnątrz był to raczej sen kumpla.
Kiedy skończyliśmy rozmawiać śniło mi się, że obudziliśmy się, byliśmy zachwyceni doświadczeniem wspólnego rozpoznania stanu śnienia i możliwościami porozumiewania się na tych trzech poziomach. Aby rozwinąć te możliwości, by móc je przenieść w stan jawy ponownie weszliśmy w świadomy sen. Powtarzaliśmy to kilkakrotnie śniąc, że zasypiamy wchodząc w świadomy sen, który trwa jakiś czas i podczas którego ćwiczymy rózne możliwości a potem śniąc, że się budzimy.
W tym śnie przewijała się też moja siostra, która w dzień przez jakiś czas z nami medytowała. Pamiętam, że siedziałem rozmawiając chyba z innym kumplem i siostrą, siedząc przy stoliku. Kumpel z którym dzieliłem sen siedział obok – było tu dużo różnych sytuacji jednak moja świadomość zaczęła słabnąć a sen tracić stabilność i rozjeżdżać się i wiedziałem, że wiele z tego nie zapamiętam i że nie jest to istotne.
Każdy sen przechodzi jakby trzy fazy. W pierwszej wyłania się z niezbyt plastycznych obrazów jakby nieco przezroczystych kiedy nasze myślenie rusza, trwa to jakiś czas. W drugiej fazie, kiedy sen się ustabilizuje jest wyrazisty, trwały, spójny i plastyczny. W trzeciej fazie kiedy zaczyna się rozpuszczać znów staje się mniej spójny, bardziej płynny, jakby przeźroczysty i całkowicie się rozpuszcza. Faza pierwsza i trzecia są podobne z tą różnicą, że w pierwszej fazie nasza świadomość wzrasta zaś w trzeciej ma tendencje do rozmywania się stając się trochę chaotyczna. Dlatego najlepiej pamiętamy środkową część snu tę najbardziej wyrazistą. Kiedy świadomie wchodzimy w sen możemy też pamiętać fazę pierwszą, kiedy obrazy są jeszcze niespójne, ale trudno zapamiętać ostatnią fazę snu kiedy nasze myślenie zwalnia, stając się bardziej chaotyczne i niespójne. Ostatnią fazę możemy natomiast bardzo dobrze pamiętać, kiedy sen rozpuszcza się w stanie medytacyjnym – do tego jeszcze wrócę przy innym śnie, który doskonale to ilustruje. W tym śnie ostatniej jego części nie zapamiętałem dokładnie bo zaczęła się stawać niespójna i pomieszana.
Kiedy wyłonił się kolejny sen znalazłem się na korytarzu akademika wywracając się i robiąc dziwne figury – co wzmacniało moją świadomość – w pewnym momencie pojawił się kumpel, dotknął ręką nosa i aby udowodnić, że wchodzimy w świadomy sen wyciągnął drugą rękę z tej pierwszej, co przekonało mnie, że śnimy.
Później powiedział, że szkoda że trzeba być mężczyzną, więc mu odpowiedziałem, że w świadomym śnie łatwo może być kobietą.
On spróbował i pojawiły mu się piersi. Przestraszył się i wrócił do swojej postaci, mówiąc: Dziękuję za takie próby. Skupiłem się aby znaleźć lustro i poszliśmy za róg gdzie cała ściana była jednym wielkim lustrem. Przed lustrem pokazywałem mu jak zmieniać postać, wydłużając się. Zapytał się czy też ma tak krzywo ustawić nogę. Powiedziałem, że to bez znaczenia. Początkowo miał z tym trudności, ale później zaczął ćwiczyć.
Po tych ćwiczeniach zacząłem przyglądać się swemu odbiciu w lustrze. Moja postać była zdeformowana. Postanowiłem więc przekształcić się w Yidama, ale mimo starań nie udało mi się tego dokonać. Później weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Prosiłem, żeby coś zrobił, ale kumpel nie chciał, więc powiedziałem, że jak tak to nie będę go uczył o świadomym śnie i wtedy moją uwagę zwrócili ludzie, którzy znajdowali się w pomieszczeniu do którego weszliśmy : mężczyzna, kobieta i chłopak.
Mężczyzna wstał i powiedział: „Więc to tak, a więc doszedłeś aż tu”. – Czy też; „Jesteś w świadomym śnie – a nie powinieneś tego robić”.
Wówczas zorientowałem się, że ta trójka również śni świadomie i wiedzą o tym znacznie więcej niż ja.
Mężczyzna nie miał nic do kumpla, lecz wyłącznie do mnie. Nie czułem, żeby ci ludzie byli źli, ale obawiałem się ich. Spróbowałem się więc przenieść w inne miejsce jak z łatwością robiłem to w innych snach, ale napotykałem opór, szarpnięcie które mnie brutalnie zatrzymało, jakby wszystko było zablokowane, skomentowano to: „A więc umiesz aż tyle, nie można tego tak zostawić zanim nie będzie za późno”.
Nie wiedziałem o co chodzi, więc spytałem co im to przeszkadza. Na co powiedzieli, że nie mogą czekać, aż zrobię to co mój ojciec w Warszawie, zdziwiłem się i odpowiedziałem: „Przecież Hitler nie był moim ojcem, bo wiedziałem, że o niego tu chodzi”. Wtedy oni powiedzieli pokażemy ci i przenieśliśmy się w inny wymiar snu. Tym razem poszło to gładko bez żadnego oporu tak jak powinno choć wiedziałem, że to nie ja przeniosłem się do innego snu, tylko to te osoby mnie przeniosły. W tym innym śnie, (czy bardziej – jak to czułem na innym poziomie snu) wszystko było rozmazane, niewyraźne, pomarańczowe. Wszystko wyglądało tak jakby cała struktura została stworzona z małych wibrujących sześcianików.
Czułem, że w tym śnie bardzo trudno jest utrzymać mi świadomość i przebywanie tu nie wpływa na mnie dobrze, na szczęście po chwili wróciliśmy do poprzedniego snu.
Stwierdziłem, że to okropne, ale co to ma ze mną wspólnego. Mężczyzna sprawiający wrażenie zirytowanego przerwał mi, mówiąc dość tego i zaczął wypowiadać mantrę. Wiedziałem, że jeśli ją dokończy zostanę na zawsze wyrzucony ze świadomego śnienia i nie będę mógł tam nigdy powrócić. W panice zastanawiałem się co mam zrobić. Nagle w moim umyśle pojawiła się potrzebna wiedza i kiedy mężczyzna kończył recytować mantrę wszedłem w rytm jego głosu i wymówiłem dodatkową część tej mantry. Nic się nie stało.
Mężczyzna spojrzał na mnie przygnębiony mówiąc: a więc nawet to już potrafisz. Nagle wstał i wybiegł z pomieszczenia. Ruszyłem za nim wiedząc, że nie mogę spuścić go z oczu. Zbiegliśmy na dół po schodach i wybiegliśmy na trawnik przed budynkiem. Mężczyzna oparł mocno stopy o podłoże i zaczął wykonywać skomplikowane ćwiczenie oddechowe. Wiedziałem, że jest to jedna z metod stabilizowania się we śnie, nie wiedziałem do czego zmierza, jednak byłem pewien, że robi coś by zamknąć moją drogę do świetlistych snów. Obserwując go zacząłem robić to samo. Pomyślałem, że powinienem skontaktować się z Tenzinem Wangialem Rinpocze i poprosić go o pomoc. Nie byłem jednak pewny, czy w tym momencie potrafię to zrobić. Utrzymując skomplikowany rytm oddychania wyszedłem ze snu i znalazłem się w ciemności między snami.
Wiedziałem, że mogę powrócić do snu, lub obudzić się. Zdecydowałem, że lepiej będzie, jeżeli się obudzę. Skierowałem umysł ku jawie i stopniowo zacząłem wychodzić ze snu. Budząc się, ze zdziwieniem i zaniepokojeniem usłyszałem, że kumpel oddycha w tym samym skomplikowanym przyśpieszonym rytmie którego używał mężczyzna we śnie i który ja powtarzałem. Był środek nocy.
Usiadłem w pełni obudzony wsłuchując się w oddechy moich przyjaciół, zastanawiałem się czy nie obudzić kumpla, pomyślałem jednak, że sprawa może zaczekać do rana. Postanowiłem już tej nocy nie śnić świadomie. Z tym postanowieniem zasnąłem.
Rano opowiedziałem, kumplowi ze szczegółami ten sen a on potwierdził, że bez cienia wątpliwości to on był w tych snach jednak praktycznie nic z nich nie pamięta czym był zdziwiony, ale po chwili powiedział, że wie dlaczego. Powiedział też, że mężczyzna z ostatniego snu też był realną osobą i powinienem się dowiedzieć kim on jest czego ode mnie chce i jakoś się z nim ułożyć. W tydzień później zobaczyłem tego mężczyznę ze snu i dowiedziałem się kim jest. Spotkaliśmy się z kumplem, który potwierdził, że jest to istotnie ten mężczyzna ze snu i powiedział mi, że powinienem spotkać się z nim we śnie i na spokojnie sobie wszystko ułożyć. Przez cały dzień nastawiałem się na ten sen, wykonując wiele relaksacji i medytacji.
Kiedy położyłem się spać z łatwością osiągnąłem głęboki medytacyjny stan zasypiając i kiedy poczułem się gotowy zacząłem szukać snu. Zacząłem dryfować w bezkresnej przestrzeni z której wyłaniały się iskierki będące snami. Nie zbliżałem się do nich poszukując snu tej osoby. W końcu znalazłem go i zacząłem dryfować w jego kierunku. Kiedy zbliżyłem się punkt stał się sferą w której dostrzegłem obraz śnionego snu był bardzo wyraźny i plastyczny. W scenerii snu zobaczyłem tego mężczyznę on najwyraźniej również wyczuł, że się zbliżam i zaczął patrzyć w moim kierunku uśmiechając się. Wyczułem pozytywne emocje więc zbliżyłem się do snu i pozwoliłem się mu wchłonąć. Gdy tylko przeniknąłem mglistą otoczkę snu znalazłem się w wyrazistym śnie posiadając już trwałe ciało snu. W tym śnie dogadaliśmy się i wyjaśniliśmy sobie różne rzeczy osiągając pewien konsensus i obudziłem się zadowolony. Nie pamiętałem szczegółów snu, ale ogólny sens był dla mnie jasny i zdawałem sobie sprawę, że mimo wszystko nie powinienem do końca ufać temu mężczyźnie bo kompromis nie jest dla mnie w pełni zadowalający a przy tym nie darzy mnie sympatią i w przyszłości będziemy musieli „renegocjować” zawartą umowę, ale zadowolony byłem, że przynajmniej w najbliższym czasie będę miał spokój. Moje przewidywania sprawdziły się po kilku latach
Napiszę tu jeszcze kilka snów na temat wyżej opisanej metodzie świadomego wchodzenia w czyjś sen. Nie jest to najprostsza metoda ponieważ wymaga osiągnięcia w trakcie zasypiania pewnego stabilnego stanu medytacyjnego w którym świadomość jest bardzo wyrazista. Większość śniących ulega rozproszeniu przez obrazy przedsenne i zasypia zanim uda im się zbliżyć do tego stanu. Dlatego aby go stosunkowo łatwo osiągać niezbędna jest zazwyczaj dłuższa medytacja wyciszająca bezpośrednio przed położeniem się – wtedy można kontynuować medytację zasypiając. Mogą też tego dokonać ludzie którzy osiągnęli pewną biegłość w szamańskiej metodzie śnienia. Bez tego trudno osiągnąć odpowiedni poziom relaksu by móc rozpocząć szukanie snów. Druga uwaga do tej metody związana jest ze snami osób, które szukamy. Ludzie zasypiają o różnych porach i o różnych porach śnią przy czym sny w pierwszej części nocy bywają krótkie i mało stabilne, dlatego trzeba czekać nawet godzinami zanim znajdzie się odpowiednio stabilny i wyrazisty sen. Co prawda w medytacyjnym wchłonięciu nie czuje się nie tylko ciała, ale także upływu czasu tym niemniej wymaga to sporej cierpliwości. Kolejną istotną rzeczą jest uważne przyjrzenie się snowi w który zamierzamy wejść. Oczywiście nie ma sensu wchodzić w sen kiedy on się dopiero rozwija, albo który ma się ku końcowi bo wchodząc w jakiś sen ulegamy mu i jeśli sen się kończy również odczujemy jego chaotyczność i niespójność co zakończy się utratą świadomości. Z tego samego względu nie ma sensu wchodzić do pomieszanych snów ani tym bardziej do snów zdominowanych przez negatywne emocje bo jeśli np. wejdziemy w koszmar będziemy doświadczali strachu śniącego i będziemy nań zdani. Przed wejściem w sen możemy nieco nań wpłynąć, ale w ograniczonym zakresie bo próba zbyt silnej ingerencji, albo zerwie sen, albo wybije nas z medytacyjnego stanu i zakończy się niepowodzeniem. Te wszystkie uwagi odnoszą się w znacznym stopniu również do metody przechodzenia ze swojego snu w sen innej osoby a dodatkowo tymi metodami można wejść do snu tylko jednej osoby dlatego nie są to najlepsze metody wspólnego śnienia, nawet jeśli śniący z którym chcemy dzielić sen współpracuje z nami. Między innymi z tych względów używa się do świadomego wspólnego śnienia metod tkania snów, które nie tylko są łatwiejsze w zastosowaniu czy prostsze do wykonania, ale przede wszystkim o wiele bardziej efektywne i dają o wiele więcej możliwości.





