28-10-2018, 02:38
Prezent
Opiszę tylko tę część snu, którą postrzegam jako najistotniejszą. Na razie nie wiem o czym konkretnie jest.
Miałam się spotkać z Demonem (ksywa). Byłam na razie u siebie, cokolwiek to znaczyło. Stałam w długiej, ale wąskiej, sali, na środku której znajdował się równie długi i wąski drewniany stół. Brakowało przy nim trochę krzeseł. Rzuciłam torbę na blat przy jego dłuższym boku i zaczęłam pakować rzeczy, które chciałam dzisiaj ze sobą zabrać: colę i chrupki. Pomyślałam, że fajnie byłoby zabrać jeszcze jakiś prezent dla Demona, bo dawno się nie widziałyśmy. Ale co by to mogło być?
Przez jedną z par podwójnych drzwi do pokoju weszła dziewczyna. Długie, lekko falowane, brązowe włosy. Nijaka sukienka. Sprawiała wrażenie kogoś zupełnie pozbawionego charakteru. Przyszła do mnie z jakąś równie mdłą, jak ona sama, sprawą. Kiedy podeszła na odległość ramienia, uznałam, że byłaby świetnym prezentem. Z półki obok mnie szybkim ruchem ściągnęłam nóż. Chwyciłam ją za włosy z tyłu głowy i podcięłam gardło. Krew obryzgała moją koszulę. Kiedy dziewczyna upadła martwa, zobaczyłam, że na jej twarzy zastygł wyraz zaskoczenia. Nawet nie zdążyła się przestraszyć.
Ukucnęłam nad nią. Całe ciało będzie nieporęczne w transporcie, więc zabiorę tylko najistotniejszą część: głowę. Nożem, który nadal trzymałam, przepiłowałam jej szyję. Trochę ciężko szło przez kręgosłup, ale udało się ją odseparować. Podniosłam głowę i wrzuciłam ją do reklamówki, obok coli i chrupek. Po chwili jednak uznałam, że to kiepski pomysł, bo wystarczy rozchylić torbę, żeby zauważyć co w niej jest. Wyjęłam głowę i zawinęłam w jakieś stare gazety. Rozwinęłam jednak, żeby trochę lepiej przyjrzeć się prezentowi. Z rozczarowaniem spostrzegłam, że gdy patrzę w jej martwe oczy nie czuję nostalgii, która kojarzy mi się z obserwowaniem okien pustego domu. Uznałam, że w związku z tym to jednak bardzo kiepski prezent. Westchnęłam. Rozejrzałam się i dotarło do mnie, jak bardzo ubrudziłam krwią siebie, stół, podłogę, a nawet colę i chrupki. Popatrzyłam na leżące ciało. Pomyślałam, że może to był błąd od razu odcinać głowę - gdyby była w całości, mogłabym się z nią zabawić, bo pomimo swojej nijakości była dość ładna. Parsknęłam i uznałam wcześniejszą myśl za intruzywną, bo od razu poczułam, że to nie mój klimat. Uznałam z lekką irytacją, że straciłam trochę czasu i zrobiłam burdel w pokoju, którego nie chce mi się sprzątać.
Może by go tak zniknąć? Spojrzałam na ciało i głowę, pstryknęłam palcami. Przypomniałam sobie, że zwykle taka sztuczka nie udaje mi się we śnie, bo trudno jest zniknąć coś, na co bezpośrednio patrzę. Tym razem jednak cała krwawa łaźnia posłusznie znikła. Zrezygnowałam z dalszego szukania prezentu i postanowiłam zadzwonić do Demona, żeby ustalić godzinę spotkania.
Opiszę tylko tę część snu, którą postrzegam jako najistotniejszą. Na razie nie wiem o czym konkretnie jest.
Miałam się spotkać z Demonem (ksywa). Byłam na razie u siebie, cokolwiek to znaczyło. Stałam w długiej, ale wąskiej, sali, na środku której znajdował się równie długi i wąski drewniany stół. Brakowało przy nim trochę krzeseł. Rzuciłam torbę na blat przy jego dłuższym boku i zaczęłam pakować rzeczy, które chciałam dzisiaj ze sobą zabrać: colę i chrupki. Pomyślałam, że fajnie byłoby zabrać jeszcze jakiś prezent dla Demona, bo dawno się nie widziałyśmy. Ale co by to mogło być?
Przez jedną z par podwójnych drzwi do pokoju weszła dziewczyna. Długie, lekko falowane, brązowe włosy. Nijaka sukienka. Sprawiała wrażenie kogoś zupełnie pozbawionego charakteru. Przyszła do mnie z jakąś równie mdłą, jak ona sama, sprawą. Kiedy podeszła na odległość ramienia, uznałam, że byłaby świetnym prezentem. Z półki obok mnie szybkim ruchem ściągnęłam nóż. Chwyciłam ją za włosy z tyłu głowy i podcięłam gardło. Krew obryzgała moją koszulę. Kiedy dziewczyna upadła martwa, zobaczyłam, że na jej twarzy zastygł wyraz zaskoczenia. Nawet nie zdążyła się przestraszyć.
Ukucnęłam nad nią. Całe ciało będzie nieporęczne w transporcie, więc zabiorę tylko najistotniejszą część: głowę. Nożem, który nadal trzymałam, przepiłowałam jej szyję. Trochę ciężko szło przez kręgosłup, ale udało się ją odseparować. Podniosłam głowę i wrzuciłam ją do reklamówki, obok coli i chrupek. Po chwili jednak uznałam, że to kiepski pomysł, bo wystarczy rozchylić torbę, żeby zauważyć co w niej jest. Wyjęłam głowę i zawinęłam w jakieś stare gazety. Rozwinęłam jednak, żeby trochę lepiej przyjrzeć się prezentowi. Z rozczarowaniem spostrzegłam, że gdy patrzę w jej martwe oczy nie czuję nostalgii, która kojarzy mi się z obserwowaniem okien pustego domu. Uznałam, że w związku z tym to jednak bardzo kiepski prezent. Westchnęłam. Rozejrzałam się i dotarło do mnie, jak bardzo ubrudziłam krwią siebie, stół, podłogę, a nawet colę i chrupki. Popatrzyłam na leżące ciało. Pomyślałam, że może to był błąd od razu odcinać głowę - gdyby była w całości, mogłabym się z nią zabawić, bo pomimo swojej nijakości była dość ładna. Parsknęłam i uznałam wcześniejszą myśl za intruzywną, bo od razu poczułam, że to nie mój klimat. Uznałam z lekką irytacją, że straciłam trochę czasu i zrobiłam burdel w pokoju, którego nie chce mi się sprzątać.
Może by go tak zniknąć? Spojrzałam na ciało i głowę, pstryknęłam palcami. Przypomniałam sobie, że zwykle taka sztuczka nie udaje mi się we śnie, bo trudno jest zniknąć coś, na co bezpośrednio patrzę. Tym razem jednak cała krwawa łaźnia posłusznie znikła. Zrezygnowałam z dalszego szukania prezentu i postanowiłam zadzwonić do Demona, żeby ustalić godzinę spotkania.





