23-10-2018, 15:13
22-23.10.2K18
Czas snu ok. 6 godzin plus trzy godzinki ,które przespałem w ciągu dnia.
Przed pójściem spać byłem niezwykle zaczytany w książkę pt. "Na zachodzie bez zmian" autorstwa Erich'a Remarque'a. Gdy w końcu oderwałem się od wciągającej lektury i postanowiłem zasnąć ,uświadomiłem sobie ,że może być nieciekawie jeśli mózg wplecie w mój sen okrutne obrazy wojny ,jakie wytworzyły się w mej głowie podczas czytania. Jednak nie miałem zbytnio wyboru ,bo wypocząć trzeba więc się położyłem. No i niestety nie myliłem się...
1) Jakoweś miasto. Jeden płytowiec dominujący nad niewielkimi domkami w jego okolicy. Na ostatnim piętrze mieszkała dziewczynka o latynoskich rysach twarzy ,w wieku ok. siedmiu lat (uprzedzam pytania jakie najpewniej niektórzy sobie teraz zadają ,NIE ,nie zabiłem jej
). Wiedziałem tylko tyle ,że jej rodzice w ogóle się nią nie zajmują i kolokwialnie mówiąc mają ją w du*ie. Na wszystko patrzyłem jako osoba trzecia. Pewnego dnia dziewczynka postanowiła ,że ucieknie. Wybiegła z bloku nieniepokojona przez nikogo. Pobiegła na niedalekie lotnisko i odleciała do jakiegoś amerykańskiego miasta ,którego nazwy nie pamiętam.
.
.
.
Przeskok czasowy. Minął rok. Po jakichś dwóch tygodniach złapano ową dziewczynkę i odstawioną ją do domu. Obecnie mieszkała w nowowybudowanym bloku naprzeciwko starego ,także na ostatnim piętrze. Jej rodzice nadal mieli ją w ... głębokim poważaniu ale zapewnili jej ochronę ,która miała jej pilnować by znowu nie uciekła. A to nie była byle jaka straż ,dziesięciu lekko uzbrojonych strażników ,dwudziestu ciężko ,dwa wozy opancerzone oraz heliko...wróć śmigłowiec. Tu wkraczam do akcji ja ale nie jako ja ,ja tylko ja jako ja czyli mój klon. Wbił do dziewczyny ,że niby wspólne odrabianie lekcji. Posiedzieli sobie i pogadali chwilę w pokoju. Dodam iż mój klon był w jej wieku. W pewnym momencie postanowili uciec. Wybiegli z bloku i ruszyli w stronę lotniska. Stanęli w długiej kolejce do kas. Słysząc pościg postanowili znaleźć inny sposób na ucieczkę...
2) Pierwsza wojna światowa. Jestem niemieckim żołnierzem z Prus niczym główny bohater książki ,którą raczyłem się przed snem. Akcja rozpoczyna się z grubej rury.
Noc. Biegniemy przez zrytą pociskami ziemię niczyją. Słyszę jedynie sapanie dobywające się z mojej oraz kilkuset innych gardzieli oraz klekotanie rynsztunku śmierci trzymanego w rękach. Po kilkudziesięciu metrach żwawego biegu słyszymy pierwszy krzyk francuskich przeciwników oddalonych może o sto metrów od nas. Podnoszą raban i zaczynają strzelać. Najpierw pojedyńcze wystrzały ale po chwili odzywają się już wszystkie wrogie karabiny razem z tymi maszynowymi. Po naszej stronie padają pierwsi zabici i rozerwani przez pociski. W oddali dudni artyleria wroga zwiastująca pożogę ,która już leci w naszą stronę. Jednak nadaremnie. Francuzi zorientowali się zbyt późno. Wlewamy się nieprzebraną masą w ich linie obronne. Z krzykiem dźgamy bagnetami żołnierzy przeciwnika. Ja także. Wskakuję na niewielki murek i zeskakując z niego rozpłatam brzuch przeładowującego broń chłopaka we francuskim mundurze. Nie oglądamy się za siebie ,przemy dalej. Wbijamy na kolejną linię obrony. Dźgamy bagnetami i uderzamy saperkami bezsilnych niemilców. Uciekającym strzelamy w plecy. Następnie ruszamy dalej. W końcu dopadamy do gospodarstwa z niewielką fabryką. Szybko pokonujemy obrońców. Większość naszych rusza dalej w pościg ja jednak z jakiegoś powodu zostaję bardziej z tyłu. Nagle zza fabryki ,z dwóch stron wyjeżdżają trzy czołgi przeciwnika z serii Mark. Zamurowało mnie ,schowałem się wraz z grupką innych żołdaków za domem. Próbowaliśmy jakoś powstrzymać żelazne walce ,lecz nie za bardzo mieliśmy jak. Wycofaliśmy się z gospodarstwa.
Co trochę dziwne wrogie czołgi miały na kadłubach wymalowane krzyże żelazne czyli niemieckie oznaczenie a ,że ja też w tym śnie byłem Niemcem to tak trochę nie pasuje do siebie ,no ale cóż w końcu to sen.
.
.
Najgorzej zapamiętana część snu. Pamiętam walkę ,strzały i ogólny chaos starcia ale żadnych szczegółów poza tym.
.
.
Najstraszniejsza część snu. Nie był to koszmar ale raczej koszmarny sen.
Inna miejscówka. Trochę jakby pustynia. Ziemia miała piaskowy kolor. Po jednej stronie były okopy niemieckie zaś po drugiej rosyjskie. Po środku zaś znajdowała się ziemia niczyja niezbyt rozorana przez pociski ale i tak całkowicie pusta i w pewien sposób przerażająca. Okopy Rosjan i Niemców były równiutkiej szerokości. Rozdzielały się i skręcały w wielu miejscach zawsze pod kątem 90 stopni.
Obraz przybliżył się do rosyjskiego podoficera czatującego przy niemieckich okopach na ziemi niczyjej. Nie wszedłem w jego ciało ale widziałem wszystko to co on ,tyle ,że z góry. Okopy oraz transzeje jego wrogów wydawały się opustoszałe. Ani widu ani słychu przeciwników. Zadowolony żołdak powoli przeczołgał się do swoich i zameldował po rosyjsku ,że Niemcy się wynieśli i jest to idealny moment do ataku.
Po chwili transzeje wypełniły się tysiącami młodych chłopaków ,ubranych w mundury ,aż po sam horyzont. Masa ludzka przekradła się do pierwszej linii. Wypełniali każdą wolną przestrzeń. Czekają i czekają trzymając Mosiny w rękach. Powoli zaczyna się ściemniać. I nagle rozlega się gwizdek oficera rozpoczynający atak. Młodzi wyskakują z okopów i z krzykiem ruszają biegiem. W tej chwili niespodziewanie rozpoczyna się prawdziwe piekło. Po drugiej stronie ziemi niczyjej jak jeden mąż kanonadę rozpoczynają działa ,moździerze ,karabiny ,granaty oraz zbierające najkrwawsze żniwo karabiny maszynowe. Rosjanie są koszeni niczym zboże. karabiny maszynowe nieprzerwanie wypluwają pociski rozrywające biedaków na strzępy. Niemcy są tak dobrze okopani ,że widać jedynie płomienie wystrzałów wydobywające się z luf ich broni. W okopach po drugiej stronie rozgrywa się dramat. Krew ,flaki ,kości i kawałki mózgów zaściełają swą czerwienią ziemię. Patrzę na to wszystko z góry i czuję jedynie strach. Niektórzy jeszcze próbują ruszyć do ataku ,lecz nie przebiegają nawet kilku metrów a ich ciała są już masakrowane. Inni starają się uciekać ale i tych dosięga brutalna śmierć. Do tego balu śmierci dołącza bóg wojny - artyleria. Rozrywająca nieszczęśników i rozrzucająca jak szmaty szczątki ,które jeszcze przed chwilą były ludźmi. Aż po horyzont widzę jedynie brutalną śmierć. Jeśli komuś udało się przeżyć ten armagedon to próbuje w rozpaczy uciec jak najdalej stąd. Natomiast Niemcy rozpoczynają kontratak. Przechodzą przez czerwoną od krwi i ciał ziemię ,która do niedawna mieniła się biało-żółtym blaskiem. Wdzierają się w głąb ziemi przeciwnika niczym nóż w masło. Dochodzą do płytkiej rzeki ,którą forsują. W tej chwili wchodzę w ciało jednego z żołnierzy siedzących w czołgu. Naparzam z armaty do rosyjskiego bunkra. Po pokonaniu rzeki oraz umocnień znajdujących się zaraz za nią ruszamy dalej.
.
.
Wracam do gospodarstwa z pierwszej części snu. Atakujemy je ponownie i ponownie udaje nam się to. Tym razem pojawia się jedynie jeden czołg. Podwozie wyglądało jak czołg A7V tyle ,że dodatkowo na jego szczycie znajdowała się wieżyczka jak w Flakpanzer 4. Wystrzeliłem w jego stronę kilka pocisków ,lecz żaden nie zadał mu większych obrażeń tak samo jego mi. Krzyknąłem do kilku pobliskich żołnierzy by nam pomogli. Podbiegli do wrogiego czołgu i przewrócili go na bok tak ,że nie mógł się w żaden sposób ruszyć (Tak kilka osób podniosło kilkadziesiąt ton stali #SNY). Wykończyłem go strzałem w podwozie...
Ten sen był niestety bardzo realistyczny i naturalistyczny. Zwłaszcza trzecia część snu przyprawia mnie nadal o dreszcze. Mój opis tego nie oddaje w pełni tego co widziałem dziś w nocy.
Czas snu ok. 6 godzin plus trzy godzinki ,które przespałem w ciągu dnia.
Przed pójściem spać byłem niezwykle zaczytany w książkę pt. "Na zachodzie bez zmian" autorstwa Erich'a Remarque'a. Gdy w końcu oderwałem się od wciągającej lektury i postanowiłem zasnąć ,uświadomiłem sobie ,że może być nieciekawie jeśli mózg wplecie w mój sen okrutne obrazy wojny ,jakie wytworzyły się w mej głowie podczas czytania. Jednak nie miałem zbytnio wyboru ,bo wypocząć trzeba więc się położyłem. No i niestety nie myliłem się...
1) Jakoweś miasto. Jeden płytowiec dominujący nad niewielkimi domkami w jego okolicy. Na ostatnim piętrze mieszkała dziewczynka o latynoskich rysach twarzy ,w wieku ok. siedmiu lat (uprzedzam pytania jakie najpewniej niektórzy sobie teraz zadają ,NIE ,nie zabiłem jej
). Wiedziałem tylko tyle ,że jej rodzice w ogóle się nią nie zajmują i kolokwialnie mówiąc mają ją w du*ie. Na wszystko patrzyłem jako osoba trzecia. Pewnego dnia dziewczynka postanowiła ,że ucieknie. Wybiegła z bloku nieniepokojona przez nikogo. Pobiegła na niedalekie lotnisko i odleciała do jakiegoś amerykańskiego miasta ,którego nazwy nie pamiętam. .
.
.
Przeskok czasowy. Minął rok. Po jakichś dwóch tygodniach złapano ową dziewczynkę i odstawioną ją do domu. Obecnie mieszkała w nowowybudowanym bloku naprzeciwko starego ,także na ostatnim piętrze. Jej rodzice nadal mieli ją w ... głębokim poważaniu ale zapewnili jej ochronę ,która miała jej pilnować by znowu nie uciekła. A to nie była byle jaka straż ,dziesięciu lekko uzbrojonych strażników ,dwudziestu ciężko ,dwa wozy opancerzone oraz heliko...wróć śmigłowiec. Tu wkraczam do akcji ja ale nie jako ja ,ja tylko ja jako ja czyli mój klon. Wbił do dziewczyny ,że niby wspólne odrabianie lekcji. Posiedzieli sobie i pogadali chwilę w pokoju. Dodam iż mój klon był w jej wieku. W pewnym momencie postanowili uciec. Wybiegli z bloku i ruszyli w stronę lotniska. Stanęli w długiej kolejce do kas. Słysząc pościg postanowili znaleźć inny sposób na ucieczkę...
2) Pierwsza wojna światowa. Jestem niemieckim żołnierzem z Prus niczym główny bohater książki ,którą raczyłem się przed snem. Akcja rozpoczyna się z grubej rury.
Noc. Biegniemy przez zrytą pociskami ziemię niczyją. Słyszę jedynie sapanie dobywające się z mojej oraz kilkuset innych gardzieli oraz klekotanie rynsztunku śmierci trzymanego w rękach. Po kilkudziesięciu metrach żwawego biegu słyszymy pierwszy krzyk francuskich przeciwników oddalonych może o sto metrów od nas. Podnoszą raban i zaczynają strzelać. Najpierw pojedyńcze wystrzały ale po chwili odzywają się już wszystkie wrogie karabiny razem z tymi maszynowymi. Po naszej stronie padają pierwsi zabici i rozerwani przez pociski. W oddali dudni artyleria wroga zwiastująca pożogę ,która już leci w naszą stronę. Jednak nadaremnie. Francuzi zorientowali się zbyt późno. Wlewamy się nieprzebraną masą w ich linie obronne. Z krzykiem dźgamy bagnetami żołnierzy przeciwnika. Ja także. Wskakuję na niewielki murek i zeskakując z niego rozpłatam brzuch przeładowującego broń chłopaka we francuskim mundurze. Nie oglądamy się za siebie ,przemy dalej. Wbijamy na kolejną linię obrony. Dźgamy bagnetami i uderzamy saperkami bezsilnych niemilców. Uciekającym strzelamy w plecy. Następnie ruszamy dalej. W końcu dopadamy do gospodarstwa z niewielką fabryką. Szybko pokonujemy obrońców. Większość naszych rusza dalej w pościg ja jednak z jakiegoś powodu zostaję bardziej z tyłu. Nagle zza fabryki ,z dwóch stron wyjeżdżają trzy czołgi przeciwnika z serii Mark. Zamurowało mnie ,schowałem się wraz z grupką innych żołdaków za domem. Próbowaliśmy jakoś powstrzymać żelazne walce ,lecz nie za bardzo mieliśmy jak. Wycofaliśmy się z gospodarstwa.
Co trochę dziwne wrogie czołgi miały na kadłubach wymalowane krzyże żelazne czyli niemieckie oznaczenie a ,że ja też w tym śnie byłem Niemcem to tak trochę nie pasuje do siebie ,no ale cóż w końcu to sen.
.
.
Najgorzej zapamiętana część snu. Pamiętam walkę ,strzały i ogólny chaos starcia ale żadnych szczegółów poza tym.
.
.
Najstraszniejsza część snu. Nie był to koszmar ale raczej koszmarny sen.
Inna miejscówka. Trochę jakby pustynia. Ziemia miała piaskowy kolor. Po jednej stronie były okopy niemieckie zaś po drugiej rosyjskie. Po środku zaś znajdowała się ziemia niczyja niezbyt rozorana przez pociski ale i tak całkowicie pusta i w pewien sposób przerażająca. Okopy Rosjan i Niemców były równiutkiej szerokości. Rozdzielały się i skręcały w wielu miejscach zawsze pod kątem 90 stopni.
Obraz przybliżył się do rosyjskiego podoficera czatującego przy niemieckich okopach na ziemi niczyjej. Nie wszedłem w jego ciało ale widziałem wszystko to co on ,tyle ,że z góry. Okopy oraz transzeje jego wrogów wydawały się opustoszałe. Ani widu ani słychu przeciwników. Zadowolony żołdak powoli przeczołgał się do swoich i zameldował po rosyjsku ,że Niemcy się wynieśli i jest to idealny moment do ataku.
Po chwili transzeje wypełniły się tysiącami młodych chłopaków ,ubranych w mundury ,aż po sam horyzont. Masa ludzka przekradła się do pierwszej linii. Wypełniali każdą wolną przestrzeń. Czekają i czekają trzymając Mosiny w rękach. Powoli zaczyna się ściemniać. I nagle rozlega się gwizdek oficera rozpoczynający atak. Młodzi wyskakują z okopów i z krzykiem ruszają biegiem. W tej chwili niespodziewanie rozpoczyna się prawdziwe piekło. Po drugiej stronie ziemi niczyjej jak jeden mąż kanonadę rozpoczynają działa ,moździerze ,karabiny ,granaty oraz zbierające najkrwawsze żniwo karabiny maszynowe. Rosjanie są koszeni niczym zboże. karabiny maszynowe nieprzerwanie wypluwają pociski rozrywające biedaków na strzępy. Niemcy są tak dobrze okopani ,że widać jedynie płomienie wystrzałów wydobywające się z luf ich broni. W okopach po drugiej stronie rozgrywa się dramat. Krew ,flaki ,kości i kawałki mózgów zaściełają swą czerwienią ziemię. Patrzę na to wszystko z góry i czuję jedynie strach. Niektórzy jeszcze próbują ruszyć do ataku ,lecz nie przebiegają nawet kilku metrów a ich ciała są już masakrowane. Inni starają się uciekać ale i tych dosięga brutalna śmierć. Do tego balu śmierci dołącza bóg wojny - artyleria. Rozrywająca nieszczęśników i rozrzucająca jak szmaty szczątki ,które jeszcze przed chwilą były ludźmi. Aż po horyzont widzę jedynie brutalną śmierć. Jeśli komuś udało się przeżyć ten armagedon to próbuje w rozpaczy uciec jak najdalej stąd. Natomiast Niemcy rozpoczynają kontratak. Przechodzą przez czerwoną od krwi i ciał ziemię ,która do niedawna mieniła się biało-żółtym blaskiem. Wdzierają się w głąb ziemi przeciwnika niczym nóż w masło. Dochodzą do płytkiej rzeki ,którą forsują. W tej chwili wchodzę w ciało jednego z żołnierzy siedzących w czołgu. Naparzam z armaty do rosyjskiego bunkra. Po pokonaniu rzeki oraz umocnień znajdujących się zaraz za nią ruszamy dalej.
.
.
Wracam do gospodarstwa z pierwszej części snu. Atakujemy je ponownie i ponownie udaje nam się to. Tym razem pojawia się jedynie jeden czołg. Podwozie wyglądało jak czołg A7V tyle ,że dodatkowo na jego szczycie znajdowała się wieżyczka jak w Flakpanzer 4. Wystrzeliłem w jego stronę kilka pocisków ,lecz żaden nie zadał mu większych obrażeń tak samo jego mi. Krzyknąłem do kilku pobliskich żołnierzy by nam pomogli. Podbiegli do wrogiego czołgu i przewrócili go na bok tak ,że nie mógł się w żaden sposób ruszyć (Tak kilka osób podniosło kilkadziesiąt ton stali #SNY). Wykończyłem go strzałem w podwozie...
Ten sen był niestety bardzo realistyczny i naturalistyczny. Zwłaszcza trzecia część snu przyprawia mnie nadal o dreszcze. Mój opis tego nie oddaje w pełni tego co widziałem dziś w nocy.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





