19-10-2018, 07:57
Nadchodziła Wielka Fala. W mieście rozgłoszono, aby udać się do zamku-twierdzy w centrum. Zaczęliśmy więc tam biec. Było już czuć zbliżającą się wodę. Ściany szarego muru rozsuwały się, aby nas wpuścić. Przeszliśmy i potem były następne przejścia. Jedno się zamykało, ale niektórzy zdążyli nim przejść. Drugie, które się otwierało prowadziło dłuższą, ale jednak bezpieczniejszą drogą, przeszliśmy tędy. Zaczęła otwierać się trzecia strefa. Jedna ściana szybko opadała i było za nisko i za ciasno, zdążyły tamtędy przejść tylko jakieś dzieci. Wiedziałem, że są tam kręte wąskie uliczki niczym w labiryncie. Próbowałem wejść przez inną bramę, za którą było widać ciemność. Z wnętrza wyłoniła się ściana, zaklinowałem się na chwilę pomiędzy nią a drugą. Zatrzymała się i mogłem wyjść. Kolega powiedział z lekkim zaśmiechem "Wyluzuj". Może chciał dać mi tym znać, że nie ma potrzeby wchodzenia aż tak głęboko albo, że skoro stoimy na peronie, zapewne przyjedzie pociąg i nas zabierze w inne miejsce? Przeszedłem się dalej. Stało tam małżeństwo czekające na pociąg. Matka robiła zdjęcie siedzącej na murku córce. Pomyślałem, że obydwie są bardzo piękne i podobne do siebie.





