15-10-2018, 10:12
Dowiedziałem się, że Darek Sugier pisze swoją czwartą książkę. Mama kazała mi się już śpieszyć na pociąg i mówiła, że tam już na miejscu zmyję ten makijaż. Jaki makijaż? Czułem, że w sumie mam coś poprzyklejane do twarzy. Coś mi nie dawało spokoju, dziwne. Poszedłem na balkon. Wszędzie śnieg i lód. Ktoś coś tam robił. Pomyślałem, że nie wiem kto mnie uratuje (nie wiem o co chodziło w tym ratowaniu). Ścisnąłem w ręku grudkę lodu i rzuciłem w śnieg. Przeskoczyłem przez płotek balkonu i przez żywopłot. Miałem trzy strony do wyboru. Kiedy skierowałem się w lewo, wiedziałem, że się obudzę, więc poszedłem do przodu. Wiedziałem, że jak pójdę za daleko w ośnieżone drzewa to też się obudzę. Zakręciłem zatem pod czyiś blok. Była tam duża głęboka kałuża w kształcie prostokąta. Jakoś obszedłem ją po krawędzi przytrzymując się ściany budynku. Chyba dwa razy tam szedłem. Poszedłem za jakimiś paniami do dużego ciemnego pomieszczenia. Chodziliśmy na wysokościach po półkach. Jednej pani podobnej do sprzedawczyni ze sklepu z ubraniami powiedziałem, że możemy tu robić co chcemy, latać i chciałem dodać, że to sen, gdy ta mi przerwała "Cicho, cicho, bo usłyszą. To gdzie możemy latać?". Coś jeszcze było o kinie, ale już wychodziliśmy. Trochę się ściemniło. Nie wiem skąd, ale miałem w ustach kawałek folii, wyplułem to. Szedłem w nocy za, teraz już młodszymi, dziewczynami po ośnieżonej drodze. Jakaś kobieta pokracznie chodząca wrzuciła mi ten sam kawałek folii za koszulę. Wyjąłem go i wyrzuciłem. W tym momencie przejeżdżał za nami samochód. Wiedziałem o tym, ponieważ zostaliśmy oświetleni reflektorem. Wszyscy skręcili na prawą stronę, na łąkową ścieżkę, ja na lewą. Chciałem iść za nimi, ale nagle się obudziłem, nie wiem dlaczego.





