13-10-2018, 22:34
2 lata temu 11/10 - brak LD
Ogólnie to śmieszna sprawa bo sen którego nigdy nie zapisałem przypomniał mi się po 2 latach.
Jestem na jakimś rynku. Spadają nagle na środek jakby ogromne klocki, statki, czerwone ogólnie.
Wszyscy zaczęli uciekać, ja też. Budynki się walały, była ładna pogoda. Okazało się, że to była inwazja, było strasznie.
Żeby przetrwać musieliśmy uciec na taką górę gdzie byłą wieża kontrolna. Słychać były ciągle jakieś dźwięki, trąby, po prostu jak koniec świata. Widać było tylko jakieś wybuchy w mieście. Biegłem z mamą, ale jej się nie udało dobiec było mi bardzo przykro i smutno, byłem w rozsypce. W końcu jak wbiegłem do tej wieży, nie miałem nic do stracenia bo to był już koniec, ja wiedziałem, że to koniec świata. Spojrzałem na miasto, znowu ta trąba i jakby fala takiego jakby wybuchu, to było straszne, widziałem to wszystko dokładnie, ciągle było słychać trąby fala doszła aż do tej wieży było w niej żółto, ale smutno nikogo nie było, samotność. Wybuch zniszczenia doszedł aż do wieży i poczułem MOCNY STRACH i pustkę, ciemność, umarłem. Obudziłem się leżąc na skamieniałej skalnej powierzchni obok jakiejś jaskini na antarktydzie, nie było śniegu, wyglądało jakby fala wody która leciała zamarzła w ułamku sekundy. Miała z 2 metry wgłębienia i metr głębokości w sam raz na jednego człowieka. Woda była czysta, płytka, niebo było piękne i różowe, pamiętałem to, że to był koniec, ale byłem zdziwiony czemu żyję i dlaczego jestem sam, w tym INNYM miejscu, które nie było tknięte katastrofą. KONIEC Pozdrawiam Was
Ogólnie to śmieszna sprawa bo sen którego nigdy nie zapisałem przypomniał mi się po 2 latach.
Jestem na jakimś rynku. Spadają nagle na środek jakby ogromne klocki, statki, czerwone ogólnie.
Wszyscy zaczęli uciekać, ja też. Budynki się walały, była ładna pogoda. Okazało się, że to była inwazja, było strasznie.
Żeby przetrwać musieliśmy uciec na taką górę gdzie byłą wieża kontrolna. Słychać były ciągle jakieś dźwięki, trąby, po prostu jak koniec świata. Widać było tylko jakieś wybuchy w mieście. Biegłem z mamą, ale jej się nie udało dobiec było mi bardzo przykro i smutno, byłem w rozsypce. W końcu jak wbiegłem do tej wieży, nie miałem nic do stracenia bo to był już koniec, ja wiedziałem, że to koniec świata. Spojrzałem na miasto, znowu ta trąba i jakby fala takiego jakby wybuchu, to było straszne, widziałem to wszystko dokładnie, ciągle było słychać trąby fala doszła aż do tej wieży było w niej żółto, ale smutno nikogo nie było, samotność. Wybuch zniszczenia doszedł aż do wieży i poczułem MOCNY STRACH i pustkę, ciemność, umarłem. Obudziłem się leżąc na skamieniałej skalnej powierzchni obok jakiejś jaskini na antarktydzie, nie było śniegu, wyglądało jakby fala wody która leciała zamarzła w ułamku sekundy. Miała z 2 metry wgłębienia i metr głębokości w sam raz na jednego człowieka. Woda była czysta, płytka, niebo było piękne i różowe, pamiętałem to, że to był koniec, ale byłem zdziwiony czemu żyję i dlaczego jestem sam, w tym INNYM miejscu, które nie było tknięte katastrofą. KONIEC Pozdrawiam Was





