09-10-2018, 19:41
Chodziłam po lasach, łąkach i opuszczonych budynkach, głównie nocami, poszukując czegoś. Co jakiś czas porozumiewałam się telepatycznie albo przez jakiś niewidoczny komunikator z tajemniczą szefową, która wyznaczała mi zadania. Z tych zadań składałam jej raporty.
W którymś momencie wycinałam próbki drewna z małego pnia ściętego drzewa, używając do tego mojego "lepszego" noża. Od tego jakoś wykrzywiłam czubek ostrza. Bardzo mnie to zmartwiło, nie wiedziałam, jak to naprawić. Skądś wziął się w pobliżu V., powiedział mi, że to na szczęście nie jest chyba całkiem nieodwracalne.
Później szukałam jakichś szczególnych drzew. Telepatyczny głos szefowej wspomniał coś o pomniku przyrody. Przemieszczałam się po linach rozpiętych między drzewami. Pod koniec znalazłam się na czubku bardzo wysokiego drzewa, o nierozgałęzionym, prostym pniu. Miałam stamtąd zejść przy użyciu czegoś w rodzaju huśtawki na linie, co było jakby owinięte wokół drzewa i rozwijając się spiralnym ruchem wokół pnia, obniżało się. Poruszałam się w ten sposób z przerażającą szybkością, bardzo bałam się, że spadnę i kurczowo ściskałam rękami linę.
=================================================
Miałam jechać gdzieś pociągiem. Posiadałam niejasną wiedzę, że właściwie jest to powrót, po jakimś wyjeździe. Ja i V. czekaliśmy na podziemnym peronie. Czerwono-białe pociągi, podobne do warszawskich podmiejskich, mijały nas z dużą szybkością. Trudno było zdążyć, żeby wsiąść. Powiedziałam, że pewnie jak przyjedzie nasz, nie zdążę, V. zapewnił mnie, że wcale tak nie będzie. Jednak jakoś naprawdę nie zdążyłam, on wsiadł i pojechał. Potem dzwoniła do mnie mama, denerwowała się, pytała, jakim sposobem nie zdążyłam. Jej nadopiekuńczość mocno mnie irytowała, nawet zaczęłam przez to mieć pewną satysfakcję z sytuacji, w jakiej się znalazłam, czułam, że coś stało się na przekór mojej mamie.
=================================================
# Uwaga, pojawiają się motywy na pograniczu pornografii!
Siedziałam w pokoju chemicznego koła naukowego na dawnym wydziale. Na fotelu przed biurkiem siedział student, który był chyba połączeniem kilku znanych z jawy osób. Jakoś przez chwilę widziałam do w postaci prześwietlenia, z którego wynikało, że chyba miał dwa penisy, poruszające się jak macki. Nie wytrzymałam i spróbowałam go o to pytać. W końcu niechętnie się poddał i powiedział, że może mi pokazać, jak tak bardzo chcę. Ściągnął spodnie i bieliznę i okazało się, że ma nienaturalnie długi penis, który poruszał się jak macka, nad nim miał węższe i dłuższe prawdziwe macki. Tym wywijał już we wszystkie możliwe strony. Potem przyznał się, że żaden z tych narządów nie jest jego prawdziwym, bo on urodził się z wadą wrodzoną, a potem dorobił sobie bioniczną protezę z tym penisem i mackami. Sprawił, że kawałek ciała, owalna płaszczyzna, wraz z mackami i penisem, odczepiła się od jego tułowia i zaczęła pełznąć po podłodze pod biurko. Ten chłopak zdalnie tym sterował. Powiedziałam coś w stylu: "Ty jednak naprawdę jesteś cholernym robotem".
W którymś momencie wycinałam próbki drewna z małego pnia ściętego drzewa, używając do tego mojego "lepszego" noża. Od tego jakoś wykrzywiłam czubek ostrza. Bardzo mnie to zmartwiło, nie wiedziałam, jak to naprawić. Skądś wziął się w pobliżu V., powiedział mi, że to na szczęście nie jest chyba całkiem nieodwracalne.
Później szukałam jakichś szczególnych drzew. Telepatyczny głos szefowej wspomniał coś o pomniku przyrody. Przemieszczałam się po linach rozpiętych między drzewami. Pod koniec znalazłam się na czubku bardzo wysokiego drzewa, o nierozgałęzionym, prostym pniu. Miałam stamtąd zejść przy użyciu czegoś w rodzaju huśtawki na linie, co było jakby owinięte wokół drzewa i rozwijając się spiralnym ruchem wokół pnia, obniżało się. Poruszałam się w ten sposób z przerażającą szybkością, bardzo bałam się, że spadnę i kurczowo ściskałam rękami linę.
=================================================
Miałam jechać gdzieś pociągiem. Posiadałam niejasną wiedzę, że właściwie jest to powrót, po jakimś wyjeździe. Ja i V. czekaliśmy na podziemnym peronie. Czerwono-białe pociągi, podobne do warszawskich podmiejskich, mijały nas z dużą szybkością. Trudno było zdążyć, żeby wsiąść. Powiedziałam, że pewnie jak przyjedzie nasz, nie zdążę, V. zapewnił mnie, że wcale tak nie będzie. Jednak jakoś naprawdę nie zdążyłam, on wsiadł i pojechał. Potem dzwoniła do mnie mama, denerwowała się, pytała, jakim sposobem nie zdążyłam. Jej nadopiekuńczość mocno mnie irytowała, nawet zaczęłam przez to mieć pewną satysfakcję z sytuacji, w jakiej się znalazłam, czułam, że coś stało się na przekór mojej mamie.
=================================================
# Uwaga, pojawiają się motywy na pograniczu pornografii!
Siedziałam w pokoju chemicznego koła naukowego na dawnym wydziale. Na fotelu przed biurkiem siedział student, który był chyba połączeniem kilku znanych z jawy osób. Jakoś przez chwilę widziałam do w postaci prześwietlenia, z którego wynikało, że chyba miał dwa penisy, poruszające się jak macki. Nie wytrzymałam i spróbowałam go o to pytać. W końcu niechętnie się poddał i powiedział, że może mi pokazać, jak tak bardzo chcę. Ściągnął spodnie i bieliznę i okazało się, że ma nienaturalnie długi penis, który poruszał się jak macka, nad nim miał węższe i dłuższe prawdziwe macki. Tym wywijał już we wszystkie możliwe strony. Potem przyznał się, że żaden z tych narządów nie jest jego prawdziwym, bo on urodził się z wadą wrodzoną, a potem dorobił sobie bioniczną protezę z tym penisem i mackami. Sprawił, że kawałek ciała, owalna płaszczyzna, wraz z mackami i penisem, odczepiła się od jego tułowia i zaczęła pełznąć po podłodze pod biurko. Ten chłopak zdalnie tym sterował. Powiedziałam coś w stylu: "Ty jednak naprawdę jesteś cholernym robotem".





