09-10-2018, 18:22
Miało być coś zaprezentowane. Jakaś pani opowiadała o tym grupce nieświadomych ludzi, że to oni pierwszy raz do tego doprowadzą. Wiedziałem, że chodzi o podróże w czasie. Krzyknąłem, że źle się stanie, będzie to działać niestabilnie, powstaną zaburzenia czasoprzestrzeni. A tak poza tym już inni potrafią w prawidłowy sposób przemieszczać się w czasie. Wtedy zaległa cisza na sali. Okazało się, że ja i jakaś dziewczyna posiadamy specjalną formułę do zbudowania maszyny czasu - wzory matematyczne zapisane na dwóch małych kartkach. Zaczęliśmy uciekać. Była noc. Za tym wszystkim stali kosmici. Ulicą jechały jakieś dziwne pojazdy, zatrzymała się ciężarówka. Z niej wysiadła policja należąca do obcych. Przeszukiwano teren. Niechcący upuściłem kartki z wzorami na trawę. Myślałem może, że jakby co to może lepiej byłoby je zakopać, ale jednak je zabrałem. Jakoś nas nie zauważono. Przebiegliśmy przez ulicę i tutaj albo sen się urwał albo część została pominięta, ponieważ już się gdzieś znajdowaliśmy wewnątrz przy schodach. Chyba byłem lekko sparaliżowany i na czas nie schowałem jakiegoś mechanizmu wielkości pierścienia z jakimś obwodem elektronicznym (był koloru złotego), który posiadaliśmy oprócz tych matematycznych wzorów. Nagle zza schodów wyłonił się mały szary kosmita, złośliwie się uśmiechał. Obejrzał to urządzenie, powiedział, że przeanalizował je i będzie w stanie je zbudować. Uciekł schodami. Dziewczyna powiedziała mi, abym się nie przejmował, bo jak on to uruchomi, to będzie miał zwarcie w umyśle.






