07-10-2018, 15:01
W pewnym momencie dostałem impuls informujący mnie, że mam przed czymś uciekać. Szedłem jednak powoli spokojnie. Wiedziałem, że dostanę wskazówki jak dojść do miejsca, gdzie mi pomogą. W czym, to ja nie wiedziałem. Nie wiedziałem też czego mam się bać i przed czym uciekać. Doszedłem do przejścia na drugą stronę ulicy i tak jak myślałem były dwie strzałki, jedna (czarna), ta w lewo, kierowała do posiadłości pewnego strasznego wampira i druga prowadząca na wprost (była dłuższa i biała) prowadziła w to miejsce, gdzie powinienem się udać. Wziąłem rozbieg, biegłem równo jak wskazywała strzałka. Widziałem jeszcze tego wampira ubranego w czarny płaszcz, przybiegł za późno. Wbiegłem już na przygotowaną elastyczną lampę. Zgięła się do połowy i łagodnie się odgięła do przodu przy moim równoczesnym wybiciu się. Wskoczyłem przez duże okno (prawdopodobnie już wcześniej wiedzieli o moim przybyciu i wyjęli szyby z ram, aby się nie zbiły) do pokoiku czarodziejów. Już na mnie czekali. Widziałem półki z wieloma książkami. Mieli chyba wiedzę, aby mnie uratować.
Miałem wrażenie, że znalazłem się w przyszłości. Stałem przed uliczką niedaleko bloku, w którym mieszkam. Uliczka była już zupełnie nieprzejezdna, rosło na niej dużo niezbyt wielkich iglastych drzewek. Podszedłem do nich. Okazało się, że większość z nich zbrązowiała w czasie kiedy się do nich zbliżałem. Poszedłem dalej, na skraj lasu (pewnie była to postapokaliptyczna przyszłość, wszystko porastał młody las). Była jakaś licytacja. Z ziemi został usypany murek z okienkiem, starsza pani wydawała te wszystkie rzeczy zebranym ludziom. Tym razem sprzedawali jakieś koce czy inne kolorowe materiały. Chciałem coś kupić, ale za każdym razem wymagali jakiegoś paszportu, a miałem tylko dowód. Na jednym z materiałów była przedstawiona scenka z "Harrego Pottera", na której był dyrektor szkoły czarodziejów i też sam Harry Potter. Inne miały miały jakieś zwykłe pojedyncze kolory lub kilka złożone z gradientów pastelowych kolorów. No nic, przeszedłem z powrotem przez ulicę. Miałem kilka banknotów stuzłotowych, a nic nie mogłem kupić...
Miałem wrażenie, że znalazłem się w przyszłości. Stałem przed uliczką niedaleko bloku, w którym mieszkam. Uliczka była już zupełnie nieprzejezdna, rosło na niej dużo niezbyt wielkich iglastych drzewek. Podszedłem do nich. Okazało się, że większość z nich zbrązowiała w czasie kiedy się do nich zbliżałem. Poszedłem dalej, na skraj lasu (pewnie była to postapokaliptyczna przyszłość, wszystko porastał młody las). Była jakaś licytacja. Z ziemi został usypany murek z okienkiem, starsza pani wydawała te wszystkie rzeczy zebranym ludziom. Tym razem sprzedawali jakieś koce czy inne kolorowe materiały. Chciałem coś kupić, ale za każdym razem wymagali jakiegoś paszportu, a miałem tylko dowód. Na jednym z materiałów była przedstawiona scenka z "Harrego Pottera", na której był dyrektor szkoły czarodziejów i też sam Harry Potter. Inne miały miały jakieś zwykłe pojedyncze kolory lub kilka złożone z gradientów pastelowych kolorów. No nic, przeszedłem z powrotem przez ulicę. Miałem kilka banknotów stuzłotowych, a nic nie mogłem kupić...





