26-09-2018, 21:31
Ja, rodzice i jeszcze kilka osób byliśmy w dziwnej krainie w alternatywnym świecie. Przez sporą część roku panowała tam zima i noc polarna. Tradycją było tam świętowanie co roku początku wiosny, chociaż otoczenie w tym czasie nadal przypominało środek zimy. Jak zawsze mama otworzyła drewnianą klapę zakrywającą wlot jakby do szamba na środku naszego podwórka. Tym razem to ja miałam wrzucić do środka nieporęcznie duże opakowanie z płytą jako ofiarę dla bogów. Nie było to wygodne, prostokątny wlot był niewiele większy od tego opakowania. Za każdym razem istniała losowa szansa, że na chwilę uzyskamy od bogów dar, jakąś moc dającą wpływ na rzeczywistość. Jak dotąd nie udawało nam się ani razu, ale mama była uparta. Wierzyła, że ta moc pozwoli nam jakoś poradzić sobie z tymi długimi ciężkimi zimami. Było tak mroźno, że pozostawanie na zewnątrz z odsłoniętymi fragmentami skóry bywało niebezpieczne. Ja czułam się niepewnie z myślą, że akurat nie miałam rękawiczek.
W końcu pojawił się nad nami, jak w jakiejś grze, niepozorny czerwony napis, że znów się nie udało i żebyśmy spróbowali za rok.
Pytałam mamę, dlaczego właściwie klimat jest taki mało przyjazny do życia. Ona pokazała mi mapę świata. Kontynenty były strasznie zdeformowane i rozmyte, patrząc na to miałam świadomość, że jest to inne niż mapa w rzeczywistości. Te kształty były nieprzyjemne, oglądając je odczuwałam dość silny dyskomfort. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy, było znacznie bardziej na południe niż myślałam. Część mapy była zakryta na czarno, jak w grach, mama jakoś ją odsłaniała, żeby mi pokazać, co jest dalej na północy. Na samej krawędzi kontynent kończył się prostą linią. Zastanawiałam się, czy to efekt niedoskonałości samej mapy, nieodkrytej części świata, czy może dowód na to, że ten cały świat został wygenerowany sztucznie przez jakąś wyższą inteligencję.
============================================
Byłam w budynku przypominającym szkołę i może trochę mój stary wydział. Ściany i podłogi w korytarzach miały nienaturalne tęczowe kolory. Całe otoczenie mniej lub bardziej wydawało się przesadnie jaskrawe, jak po zażyciu metocyny.
Z grupką młodych ludzi ganialiśmy się po korytarzach. To było coś w rodzaju gry, trochę jak paintball albo coś w tym rodzaju, niby strzelanka, ale jakoś nie na serio, nie na śmierć i życie. Patrząc na te przytłaczające barwy wokół pomyślałam, że to sen.
Spróbowałam się zatrzymać, potem biec szybciej. Badałam stopień kontroli i realność odczuć. Nie miałam tyle jasności umysłu, żeby ustalić i wprowadzić w życie jakiś plan.
Chciałam skorzystać z okazji i w pościgu zeskakiwać z kilkumetrowych wysokości, żeby zaoszczędzić czas i nie szukać schodów. Nie za bardzo wychodziło, opadałam w zwolnionym tempie, otoczenie za mną wtedy również osuwało się w dół jak mała lawina, przyczepione do moich pleców jakąś magnetyczną siłą.
# Nie miałam pewności, czy to był świadomy sen czy tylko sen o LD.
W końcu pojawił się nad nami, jak w jakiejś grze, niepozorny czerwony napis, że znów się nie udało i żebyśmy spróbowali za rok.
Pytałam mamę, dlaczego właściwie klimat jest taki mało przyjazny do życia. Ona pokazała mi mapę świata. Kontynenty były strasznie zdeformowane i rozmyte, patrząc na to miałam świadomość, że jest to inne niż mapa w rzeczywistości. Te kształty były nieprzyjemne, oglądając je odczuwałam dość silny dyskomfort. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy, było znacznie bardziej na południe niż myślałam. Część mapy była zakryta na czarno, jak w grach, mama jakoś ją odsłaniała, żeby mi pokazać, co jest dalej na północy. Na samej krawędzi kontynent kończył się prostą linią. Zastanawiałam się, czy to efekt niedoskonałości samej mapy, nieodkrytej części świata, czy może dowód na to, że ten cały świat został wygenerowany sztucznie przez jakąś wyższą inteligencję.
============================================
Byłam w budynku przypominającym szkołę i może trochę mój stary wydział. Ściany i podłogi w korytarzach miały nienaturalne tęczowe kolory. Całe otoczenie mniej lub bardziej wydawało się przesadnie jaskrawe, jak po zażyciu metocyny.
Z grupką młodych ludzi ganialiśmy się po korytarzach. To było coś w rodzaju gry, trochę jak paintball albo coś w tym rodzaju, niby strzelanka, ale jakoś nie na serio, nie na śmierć i życie. Patrząc na te przytłaczające barwy wokół pomyślałam, że to sen.
Spróbowałam się zatrzymać, potem biec szybciej. Badałam stopień kontroli i realność odczuć. Nie miałam tyle jasności umysłu, żeby ustalić i wprowadzić w życie jakiś plan.
Chciałam skorzystać z okazji i w pościgu zeskakiwać z kilkumetrowych wysokości, żeby zaoszczędzić czas i nie szukać schodów. Nie za bardzo wychodziło, opadałam w zwolnionym tempie, otoczenie za mną wtedy również osuwało się w dół jak mała lawina, przyczepione do moich pleców jakąś magnetyczną siłą.
# Nie miałam pewności, czy to był świadomy sen czy tylko sen o LD.





