24-09-2018, 17:44
Po siłowaniu się z wieloma przytrzymującymi mnie do łóżka rękoma udało mi się wreszcie wstać. Było już zapalone światło. Poczułem ogromny intensywny strach. Nie mogłem otworzyć drzwi co jeszcze bardziej wzmogło panikę. Na chwilę się jednak odemknęły i widziałem mamę siedzącą w kuchni. Zaraz jednak coś mnie złapało z tyłu i przeciągnęło przez ściany i przez balkon w ciemną noc. Bardzo szybko przeleciałem przez chmury w przestrzeń kosmiczną. Czułem wtedy jakbym spadał w bardzo długim ciemnym tunelu. To coś co mnie złapało wyglądało jak czarny, dość duży krążek lub pierścień albo donut z ostrymi krawędziami, składał się z kilkunastu warstw przedzielonych żłobieniami. Zaczął mnie ciągnąć poprzez kosmos. Musiałem się go trzymać, aby nie spaść, to więc zmniejszył się dzięki czemu łatwiej mi było się tego chwycić. Leciałem z układu gwiezdnego do układu. Przeleciałem chyba z pół galaktyki. Widziałem wiele dużych planet podobnych do Jowisza i inne mniejsze oraz księżyce krążące wokół nich. Kazałem mu lądować na jakiejś planecie podobnej do Ziemi. Jednak przeleciał jeszcze kilka innych planet i dopiero wtedy zaczął wlatywać w atmosferę docelowej planety. Widziałem wzgórza, morza, doliny. Wylądowałem w lesie. Szedłem przed siebie, czy raczej płynąłem w powietrzu. Chyba trafiłem na wiejskie obszary. Zauważyłem farmera w szopie przerzucającego widłami stogi siana. Przemknąłem niezauważalnie. Trafiłem na rozgałęzienie dróg. Mogłem iść w lewo, prawo albo do przodu. Z prawej strony galopem przemieszczały się konie. Skierowały się w moją lewą stronę. Stał tam domek złośliwych, krwiożerczych krasnoludków. Już tam stały trzy w tych swoich spiczastych czerwonych czapeczkach. Nie jestem tylko pewien czy na te konie czy na człowieka nieopatrznie zdążającego w złą stronę drogi czyli w miejsce ich zamieszkania. Poszedłem do przodu. Jednak bardzo szybko zawróciłem, bo byłem pewien, że tam są jacyś współpracownicy tych złośliwych krasnali, może to były jednak ich konie. Cofając się i kierując w stronę skąd przygalopowały konie, wszystko zaczęło mi się rozmazywać. Jeszcze tylko usłyszałem lub tylko wiedziałem, że niedaleko przejeżdża pociąg i się obudziłem.





