11-09-2018, 17:56
# Zbiór snów i urywków z ostatniego czasu
Byłam w jakiejś instytucji, będącej czymś pomiędzy szkołą a uczelnią. Poza mną uczęszczała też tam moja siostra oraz moi i jej znajomi z różnych etapów życia. Moja koleżanka poinformowała mnie, że wpadła na trop, iż jeden z wykładowców jest seryjnym mordercą. Jeśli dobrze ją zrozumiałam ów niemłody jegomość porywał studentki, zabijał je i ukrywał zwłoki.
Poszłam do pracowni informatycznej. Zamierzałam jakimiś hakerskimi sztuczkami włamać się do tego wykładowcy i zebrać dowody przeciwko niemu. Coś znalazłam, zebrałam to w jeden plik i zapisałam na komputerze, przy którym siedziałam. Zdążyłam to zaszyfrować, ale nie przesłałam dalej. Musiałam się ewakuować, bo podejrzany wykładowca szedł do pracowni. Miałam wrażenie, że jak mnie tam przyłapie, zabije mnie albo zrobi coś gorszego.
Na korytarzu spotkałam się z V. Staliśmy za rogiem zaczajeni jak w jakiejś strzelance online. Powiedziałam, do jakiego etapu doszłam i poprosiłam V., żeby dokończył za mnie. V. przemknął się do pracowni. W jakiś sposób zdalnie widziałam, jak kończy to, czego nie zdążyłam.
=================================================
Grałam ze znajomym
# Możliwe, że to był V. ale moje odczucia w tej kwestii nie były jasne
w jakąś drużynową strzelankę. Jakoś byliśmy fizycznie wewnątrz tej gry. Chodziliśmy z karabinami i pistoletami, które trochę wyglądały jak zabawki z czarnego plastiku. Musieliśmy się ciągle ukrywać, w dziwnych miejscach. Jak dzieci chowaliśmy się do szafek, kładliśmy zwinięci na półkach albo pod innymi meblami. Z jakiegoś powodu mieliśmy dużo większe szanse, jeśli my nie byliśmy zauważeni i strzelaliśmy z ukrycia, zanim ktoś wykryje naszą obecność. Miałam wrażenie, że ta gra ma wysoki poziom trudności i próbują nas dopaść naprawdę zabójczy przeciwnicy.
=================================================
Znajdowałam się w jakimś dziwnym świecie, jakby animowanym, co jakiś czas zawieszającym się i generującym na nowo. Następowały przeskoki, podczas których otoczenie stawało się płaskie, dwuwymiarowe i rysunkowe. Innym razem wszystko robiło się zielone. Ta zieleń miała coś wspólnego z pojawiającą się animowaną postacią, która chyba to powodowała albo przynajmniej zwiększała prawdopodobieństwo owych przeskoków.
Potem wkroczył jakiś losowy, nieprzewidziany czynnik. Widziałam w powietrzu fale, jak kręgi na wodzie.
# Coś jak anomalie w grze S.T.A.L.K.E.R. - którą to grę zobaczyłam "od środka" po raz pierwszy dopiero kilka dni później, PO tych snach
Przez animowaną ziemię przechodziło drżenie, powietrze zmieniało gęstość. Coś poruszało się wzdłuż topornie "narysowanej" ścieżki pomiędzy łąkami. Miałam przeczucie, że to przechodzi sam Bóg Zniszczenia. Zaczęłam przed nim uciekać, biegnąc albo szybko maszerując zrywami, co jakiś czas sprawdzając, czy zwiększyłam dystans. Używałam do tego podobnego kompasu jak w grze White Noise.
W końcu ktoś mnie dopadł, kilku podejrzanych mężczyzn, wyglądających jak gangsterzy. Pokazali mi, co chcą ze mną zrobić. Mieli przebić mi brzuch metalowym szpikulcem, nawet nie tak jak w Hemalurgii, bardziej jak w jakimś chorym i pokręconym sado-maso. Samej tej sceny nie pamiętam, tylko to, jak bardzo się bałam, chyba przed znacznie bardziej niż po.
=================================================
# Mało pamiętam początek snu, za dużo przeskoków akcji, jakby wiele krótkich snów
Nastąpiło coś w rodzaju eksplozji. Ja musiałam włożyć w to duży wysiłek, żeby albo to spowodować, albo przeciwnie, powstrzymać. Dziwnie się po tym czułam, zaczęłam sprawdzać swoje ciało, poszukując obrażeń. W jakiś sposób mogłam w lustrze zajrzeć przez nos do krtani. Zobaczyłam poszarpane flaki, częściowo już gnijące. Widok tak mnie przeraził, aż się obudziłam.
Byłam w jakiejś instytucji, będącej czymś pomiędzy szkołą a uczelnią. Poza mną uczęszczała też tam moja siostra oraz moi i jej znajomi z różnych etapów życia. Moja koleżanka poinformowała mnie, że wpadła na trop, iż jeden z wykładowców jest seryjnym mordercą. Jeśli dobrze ją zrozumiałam ów niemłody jegomość porywał studentki, zabijał je i ukrywał zwłoki.
Poszłam do pracowni informatycznej. Zamierzałam jakimiś hakerskimi sztuczkami włamać się do tego wykładowcy i zebrać dowody przeciwko niemu. Coś znalazłam, zebrałam to w jeden plik i zapisałam na komputerze, przy którym siedziałam. Zdążyłam to zaszyfrować, ale nie przesłałam dalej. Musiałam się ewakuować, bo podejrzany wykładowca szedł do pracowni. Miałam wrażenie, że jak mnie tam przyłapie, zabije mnie albo zrobi coś gorszego.
Na korytarzu spotkałam się z V. Staliśmy za rogiem zaczajeni jak w jakiejś strzelance online. Powiedziałam, do jakiego etapu doszłam i poprosiłam V., żeby dokończył za mnie. V. przemknął się do pracowni. W jakiś sposób zdalnie widziałam, jak kończy to, czego nie zdążyłam.
=================================================
Grałam ze znajomym
# Możliwe, że to był V. ale moje odczucia w tej kwestii nie były jasne
w jakąś drużynową strzelankę. Jakoś byliśmy fizycznie wewnątrz tej gry. Chodziliśmy z karabinami i pistoletami, które trochę wyglądały jak zabawki z czarnego plastiku. Musieliśmy się ciągle ukrywać, w dziwnych miejscach. Jak dzieci chowaliśmy się do szafek, kładliśmy zwinięci na półkach albo pod innymi meblami. Z jakiegoś powodu mieliśmy dużo większe szanse, jeśli my nie byliśmy zauważeni i strzelaliśmy z ukrycia, zanim ktoś wykryje naszą obecność. Miałam wrażenie, że ta gra ma wysoki poziom trudności i próbują nas dopaść naprawdę zabójczy przeciwnicy.
=================================================
Znajdowałam się w jakimś dziwnym świecie, jakby animowanym, co jakiś czas zawieszającym się i generującym na nowo. Następowały przeskoki, podczas których otoczenie stawało się płaskie, dwuwymiarowe i rysunkowe. Innym razem wszystko robiło się zielone. Ta zieleń miała coś wspólnego z pojawiającą się animowaną postacią, która chyba to powodowała albo przynajmniej zwiększała prawdopodobieństwo owych przeskoków.
Potem wkroczył jakiś losowy, nieprzewidziany czynnik. Widziałam w powietrzu fale, jak kręgi na wodzie.
# Coś jak anomalie w grze S.T.A.L.K.E.R. - którą to grę zobaczyłam "od środka" po raz pierwszy dopiero kilka dni później, PO tych snach

Przez animowaną ziemię przechodziło drżenie, powietrze zmieniało gęstość. Coś poruszało się wzdłuż topornie "narysowanej" ścieżki pomiędzy łąkami. Miałam przeczucie, że to przechodzi sam Bóg Zniszczenia. Zaczęłam przed nim uciekać, biegnąc albo szybko maszerując zrywami, co jakiś czas sprawdzając, czy zwiększyłam dystans. Używałam do tego podobnego kompasu jak w grze White Noise.
W końcu ktoś mnie dopadł, kilku podejrzanych mężczyzn, wyglądających jak gangsterzy. Pokazali mi, co chcą ze mną zrobić. Mieli przebić mi brzuch metalowym szpikulcem, nawet nie tak jak w Hemalurgii, bardziej jak w jakimś chorym i pokręconym sado-maso. Samej tej sceny nie pamiętam, tylko to, jak bardzo się bałam, chyba przed znacznie bardziej niż po.
=================================================
# Mało pamiętam początek snu, za dużo przeskoków akcji, jakby wiele krótkich snów
Nastąpiło coś w rodzaju eksplozji. Ja musiałam włożyć w to duży wysiłek, żeby albo to spowodować, albo przeciwnie, powstrzymać. Dziwnie się po tym czułam, zaczęłam sprawdzać swoje ciało, poszukując obrażeń. W jakiś sposób mogłam w lustrze zajrzeć przez nos do krtani. Zobaczyłam poszarpane flaki, częściowo już gnijące. Widok tak mnie przeraził, aż się obudziłam.





