24-08-2018, 14:01
Stachu Jones
Dobra trochę tu nic nie było ale no nic..
Miałem ostatnio zastój w snach ale coś zaskoczyło, może szału nie ma ale trudno.
Nie spamiętałem mego snu zbyt szczegółowo więc postaram się go opisać bardzo ogólnikowo
by nie poplątać ciągu wydarzeń.
Akcja działa się w dwóch miejscach, w jakichś ruinach oraz na ścieżce prowadzącej
do jakiejś posiadłości. Akcja ta zmieniała się między tymi dwoma miejscami.
W tych ruinach były zagadki typu "Indiana Jones", rozwiązywałem je by
dostać się do kolejnych pomieszczeń. Pomieszczenia te wymagały ode mnie
parkoura, bo były tam wielkie kamienie po których mogłem się dostać do
mechanizmów odblokowujących następne pomieszczenia.
Gdy dotarłem do ostatniego pomieszczenia, pomieszczenie te wyglądało jak
kopalnia Morii z Władcy Pierścieni, pełno filarów..
Akcja nagle przeniosła się do tej rezydencji, która była na jakimś odludziu,
dokładniej to przeniosła się na drogę polną prowadzącą do tej rezydencji na
odludziu. Podróż tą polną do rezydencji (której wyglądu nawet nie pamiętam)
odbywała się na koniu (mimo, że nigdy na takowym nie jeździłem).
Gdy dotarłem do tej rezydencji, czekała na mnie koleżanka z którą piszę na
FB (nigdy się nie widzieliśmy
), siedziała ona na bryczce ciągniętej końmi. Dojechałem, zsiadła z wozu, odpaliłem szluga po czym ona
wskazała palcem na usta i gdy się zaciągnąłem pocałowałem ją i
wypuściłem dym do jej ust. Po tym coś do mnie mówiła lecz nie pamiętam co,
po czym odjechała tą bryczką patrząc się na mnie.
Wszystko nagle wróciło do tych ruin po tym jak mi coś na ucho w tedy powiedziała.
Zacząłem coś kombinować z tym ostatnim pokojem co jak Moria wyglądał lecz
sen zaczynał się rozpadać wraz z tym jak wchodziłem głębiej w kopalnię.
Więcej nie dam rady opisać, bo trzymałem ten sen w pamięci przez kilka dni zamiast go od razu zapisać.
Może coś jeszcze kiedyś wpadnie xd
Cytat:Everybody wants to go to heaven but nobody wants to die





