15-08-2018, 12:48
"Zbiór winogron"
15.08.2018r.
Na poczatku było ogrodzenie z jakimiś fioletowymi winogronami, lecz nie były dojrzale. Byłem tym troche zasmucony co sprawiło chyba pojawienie się obraz pagorkowatego terenu z całymi rajami białych winogron.
Pogoda była tylko jakaś taka ponura, ale nie na długo. Znowu mnie przenioslo w winogrona tym razem na same zbiory, gdzie udało mi sie chwycić jeden z ograniczonej już liczby koszykow. Myślalem ze naprawde jestem na zbiorach, bylem tym zupelnie pochloniety. Pogoda była teraz przyjemna, a pole było niewielkie w jakimś zagajniku. Nie wiele czasu zbiory tam trwały i wszyscy ludzie i ja zaczęliśmy iść na inne pole ulicą. O dziwo nie skosztowałem żadnego winogrona i nie było już zbierania nawet. Zastąpiły to wydarzenia znacznie wciągajace. Ulica była hałaśliwa, wiele rozpedzonych pojazdow, lecz nie gdy idąc nia. Na ulicy było inaczej jakoś tak cicho, a obok niej głośno. Idąc tym asfaltem w poczuciu kolejnego pola z winogronami zorientowałem się o obecności waznej mi osoby. Okazała się nią moja mama, której niema już pare lat. Przepełniony cudowną radością i zaskoczeniem widząc swą mamę pełną uśmiechu, wigoru i życia jak dawniej byłem przekonany, że cofnełem się w czasie, i znów jesteśmy na jakiejś sezonowej pracy. Wszystko bylo takie wyrazne i przekonujace. Pamiętam, że odezwałem się do niej cos w stylu - Mamusiu! Dalej mowiac - cieszę się że jesteśmy tutaj razem. Było to przepełnione mocną wiązką emocji wyzwalające łzy.. Szliśmy razem ulicą tego pięknego, słonecznego dość gorącego dnia jakiś kawałek razem i nie mogąc się już powstrzymać zapytałem: jak się czczujesz mamo? Czy wszystko dobrze? Na co odrzekła z pełnią entuzjazmu wznosząc zacisnietą dłoń - Tutaj jest moja siła. Bardzo było to do niej ppodobne. Nie pamiętam co było dalej, prócz tego, że doszliśmy do jakiegoś festynu. Był jakiś dmuchany wysoki słup i grill pod nim, samoobslugowy bufet z jedzeniem i tanim alkoholem. Byłem wciąż z mamą cały czas w wzruszeniu, które coraz bardziej mnie obezwładniało. Nie dajac rady rozpłakałem się i przepraszałem ją, że nie byłem przy niej, gdy tego potrzebowała. Gdzie niegdzie pojawiały się jeszcze osoby z pracy i dalszej rodziny. Po przebudzeniu byłem jeszcze długo oszołomiony..
15.08.2018r.
Na poczatku było ogrodzenie z jakimiś fioletowymi winogronami, lecz nie były dojrzale. Byłem tym troche zasmucony co sprawiło chyba pojawienie się obraz pagorkowatego terenu z całymi rajami białych winogron.
Pogoda była tylko jakaś taka ponura, ale nie na długo. Znowu mnie przenioslo w winogrona tym razem na same zbiory, gdzie udało mi sie chwycić jeden z ograniczonej już liczby koszykow. Myślalem ze naprawde jestem na zbiorach, bylem tym zupelnie pochloniety. Pogoda była teraz przyjemna, a pole było niewielkie w jakimś zagajniku. Nie wiele czasu zbiory tam trwały i wszyscy ludzie i ja zaczęliśmy iść na inne pole ulicą. O dziwo nie skosztowałem żadnego winogrona i nie było już zbierania nawet. Zastąpiły to wydarzenia znacznie wciągajace. Ulica była hałaśliwa, wiele rozpedzonych pojazdow, lecz nie gdy idąc nia. Na ulicy było inaczej jakoś tak cicho, a obok niej głośno. Idąc tym asfaltem w poczuciu kolejnego pola z winogronami zorientowałem się o obecności waznej mi osoby. Okazała się nią moja mama, której niema już pare lat. Przepełniony cudowną radością i zaskoczeniem widząc swą mamę pełną uśmiechu, wigoru i życia jak dawniej byłem przekonany, że cofnełem się w czasie, i znów jesteśmy na jakiejś sezonowej pracy. Wszystko bylo takie wyrazne i przekonujace. Pamiętam, że odezwałem się do niej cos w stylu - Mamusiu! Dalej mowiac - cieszę się że jesteśmy tutaj razem. Było to przepełnione mocną wiązką emocji wyzwalające łzy.. Szliśmy razem ulicą tego pięknego, słonecznego dość gorącego dnia jakiś kawałek razem i nie mogąc się już powstrzymać zapytałem: jak się czczujesz mamo? Czy wszystko dobrze? Na co odrzekła z pełnią entuzjazmu wznosząc zacisnietą dłoń - Tutaj jest moja siła. Bardzo było to do niej ppodobne. Nie pamiętam co było dalej, prócz tego, że doszliśmy do jakiegoś festynu. Był jakiś dmuchany wysoki słup i grill pod nim, samoobslugowy bufet z jedzeniem i tanim alkoholem. Byłem wciąż z mamą cały czas w wzruszeniu, które coraz bardziej mnie obezwładniało. Nie dajac rady rozpłakałem się i przepraszałem ją, że nie byłem przy niej, gdy tego potrzebowała. Gdzie niegdzie pojawiały się jeszcze osoby z pracy i dalszej rodziny. Po przebudzeniu byłem jeszcze długo oszołomiony..





