28-07-2018, 09:44
Za oknem jak i w pokoju było ciemno a w powietrzu dało się wyczuć niepokojącą, zabójczą aurę. W okolicy grasował zabójca, który zabijal każdego kto się ruszał. Dosłownie. Jeżeli ktoś w jego polu percepcji chociaż drgnął, ten natychmiast to zauważył (jakiś szósty zmysł) i czym prędzej śpieszył aby zabić. Wiedziałem, że aby się uchronić wystarczyło leżeć nieruchomo, jednak najpierw postanowiłem się zabezpieczyć. Z calego domu wziąłem łóżka, zabarykadowałem się nimi we własnym pokoju. Nosić meble pomagał mi mój pies. W międzyczasie tajemniczy zabójca zabił dwóch członków mojej rodziny i połowę osiedla. Ukryłem się pod kołdrą, pies leżał pod łóżkiem i drżał ze strachu. Agresor to wyczuł, jednak zobaczywszy, że to tylko pies, lekko się wkurzył i wyszedł. Nie zobaczyłem jego twarzy ani nic, był po prostu czarnym, trójwymiarowym cieniem w kapturze i szacie.





