03-07-2018, 13:10
Miałem pusty zeszyt. Na pierwszej stronie jakiś gryzmoł, którego niby ja narysowałem długopisem, chociaż tego nie pamiętałem. "Rysunek" wyglądał jak planeta z pierścieniem wokół niej. Co najdziwniejsze było to, że jak poruszałem zeszytem to jednocześnie ta niby planeta także się obracała, chociaż przecież był to 2D gryzmoł. Nie zastanawiałem się nad tym głębiej. Na drugiej stronie też coś było, jakieś figury, kwadraty czy coś tam. Chciałem je połączyć liniami używając do tego linijki, ale przerwałem to, bo przecież ten zeszyt był do tego potrzebny i nie powinienem marnować miejsca na takie gryzmoły. Do czego ten zeszyt miał służyć, to jednakże ja tego nie wiedziałem...
Ktoś wyprowadzał w domu wilczura. Wybiegłem z domu, bo się przestraszyłem, że pobiegnie za mną (niezupełnie był taki powód, miałem świadomość, że to sen), chociaż nikt u mnie nie posiada żadnego psa. Myślałem pobiec na górę klatki schodowe, zajrzeć do czyjegoś mieszkania. Zmieniłem jednak zdanie i wyskoczyłem przez okienko na półpiętrze. Ukazał mi się zupełnie inny widok niż jest w rzeczywistości. Stały tam wysokie budynki z ciemnymi dużymi oknami (a może drzwiami?). No i jak wyskoczyłem z tego okna to podczas lotu wyobrażałem sobie, że jestem jedną z postaci z filmu "Matrix" i wskoczę do jednego z tych wielkich czarnych okien, przekoziołkuję się w dół po schodach i odwrócę się z wyciągniętymi przed siebie pistoletami. Nic z tego się nie stało, a lot wyglądał bardziej jakby sam ten budynek się płynnie do mnie przybliżał. Na dodatek zwiewało mnie w lewą stronę. Nie wiem czy wszedłem przez, któreś z okien, bo nagle pojawiłem się na ulicy. Budynki mieszkalne były zbudowane z cegły, przypominały zamki. Wszędzie na linkach pełno suszących się ubrań. Bloki-zamki połączone były na różnych poziomach, nie wiem jak to nazwać, mostami czy korytarzami. Z tyłu za mną zobaczyłem oświetloną światłem słonecznym ścianę, całą zamalowaną. Był napis "Sunday" i drugi obok, chyba "July". Rozejrzałem się i dotarło do mnie, że wszystkie te ceglane ściany miasta są całe w graffiti. No i idę tą uliczką. Wszędzie pustki, nikogo. Pomyślałem sobie, że to chyba Gdańsk. Za chwilę dostałem potwierdzenie w postaci kolorowej naklejki na szklanych drzwiach cukierni. Był na niej napis "Gdańsk City" (albo Danzig?). Dalej sobie idę i sen się urywa.
Ktoś wyprowadzał w domu wilczura. Wybiegłem z domu, bo się przestraszyłem, że pobiegnie za mną (niezupełnie był taki powód, miałem świadomość, że to sen), chociaż nikt u mnie nie posiada żadnego psa. Myślałem pobiec na górę klatki schodowe, zajrzeć do czyjegoś mieszkania. Zmieniłem jednak zdanie i wyskoczyłem przez okienko na półpiętrze. Ukazał mi się zupełnie inny widok niż jest w rzeczywistości. Stały tam wysokie budynki z ciemnymi dużymi oknami (a może drzwiami?). No i jak wyskoczyłem z tego okna to podczas lotu wyobrażałem sobie, że jestem jedną z postaci z filmu "Matrix" i wskoczę do jednego z tych wielkich czarnych okien, przekoziołkuję się w dół po schodach i odwrócę się z wyciągniętymi przed siebie pistoletami. Nic z tego się nie stało, a lot wyglądał bardziej jakby sam ten budynek się płynnie do mnie przybliżał. Na dodatek zwiewało mnie w lewą stronę. Nie wiem czy wszedłem przez, któreś z okien, bo nagle pojawiłem się na ulicy. Budynki mieszkalne były zbudowane z cegły, przypominały zamki. Wszędzie na linkach pełno suszących się ubrań. Bloki-zamki połączone były na różnych poziomach, nie wiem jak to nazwać, mostami czy korytarzami. Z tyłu za mną zobaczyłem oświetloną światłem słonecznym ścianę, całą zamalowaną. Był napis "Sunday" i drugi obok, chyba "July". Rozejrzałem się i dotarło do mnie, że wszystkie te ceglane ściany miasta są całe w graffiti. No i idę tą uliczką. Wszędzie pustki, nikogo. Pomyślałem sobie, że to chyba Gdańsk. Za chwilę dostałem potwierdzenie w postaci kolorowej naklejki na szklanych drzwiach cukierni. Był na niej napis "Gdańsk City" (albo Danzig?). Dalej sobie idę i sen się urywa.





