29-06-2018, 00:07
27-28.06.2K18
Czas snu ok. 10h
Powiem tak: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO KU*WA ,cytując klasyka "CO TO SIĘ STANĘŁO" to ja nadal nie wiem. Najdłuższy sen mojego cholernego życia. Miewałem już długie sny ,nawet bardzo ,długie ale tej nocy po raz kolejny pobiłem swój rekord i to o sporo. Do rzeczy. Poszedłem smacznie spać o 3 w nocy ,miałem sen i zostałem obudzony prawdopodobnie o 8 przez kochanego sąsiada czuwającego bym zrobił WBTB. Żeby mieć 100% pewność iż już nie śpię szanowny pan sąsiad używał w tym celu niezawodnej wiertarki ... przez cholerne 15 minut. Tak więc obudziłem się w akompaniamencie drżących ścian i hałasu tak wielkiego ,że myślałem iż to w mojej głowie wierci zamiast w ścianie. Przewidziałem taką możliwość dlatego afirmowałem się żeby zapamiętać sny pomimo gwałtownej pobudki i stało się ,zapamiętałem. Gdy już miałem wstać z łóżka i rozpocząć dzień ,gość przestał wiercić. No to ja hops do łózia i śpimy dalej. Kiedy zasnąłem pojawiłem się w początkowej lokacji snu i zacząłem robić to co opiszę niżej. Co ważne niestety miałem fałszywe przebudzenie. "Obudziłem się" leżąc w łóżku przypomniałem sobie o czym przed chwilą śniłem ale mówiłem sobie "nie zapamiętuj tego Paweł ,bo to wytwór twojej wyobraźni a nie sennych marzeń" Myślałem wtedy ,że nie śpię tylko leżę w łóżku i do snu który miałem przed WBTB dopisuję sobie w myślach kolejne sceny. Przez to w sekundę po prawdziwym przebudzeniu się straciłem wiele wspomnień o które niestety będzie uboższy mój opis. Jednak jestem sto procentiko pewien ,że tam były. Podsumowując mój wywód ,opis snu najprawdopodobniej nie odda wielkości i długości mojego snu gdyż po prostu części zapomniałem a część mogłem poplątać. A właśnie dodam jeszcze ,że sen był taki długi także z tego też powodu iż prawie wszystkie czynności wykonywane były w czasie rzeczywistym a nie tylko pamiętane ,że zrobione(mam nadzieję ,że wiecie o co mi chodzi). No i nie podam każdego szczegółu jakiego bym chciał bo musiałbym pisać kilka godzin.
1) Pojawiłem się gdzieś na trakcie w lesie. Jechałem na koniu. Przemierzałem leśne drogi co chwila rozmawiając z jakimiś wieśniakami. W pewnym momencie dojechałem do wybrzeża. Woda była piękna ,turkusowa. (...) Wskoczyłem na ogromny żaglowiec nienaturalnych rozmiarów. Zacząłem nim nieudolnie sterować pośród portowych zakamarków ,co rusz się o coś ocierałem albo w coś uderzałem. Gdy w końcu jakimś cudem wypłynąłem z portu zszedłem pod pokład. Jak wspominałem statek był ogromny ,cały z drewna. Pełen korytarzy pokoi ,kajut a na środku znajdowała się wielka sala ,do której wpierw się udałem. Była zapełniona masą ludzi i stworów. Pamiętam iż znajdowały się tam postacie z różnych filmów i bajek animowanych jak na przykład Mike i Sulley z "Potwory i spółka" z którymi zamieniłem nawet parę zdań. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Coś robiłem. (...)
WBTB
Pojawiłem się znowu na koniu w lesie w tym samym miejscu koło znaku drogowego. Ruszyłem znaną mi już trasą w stronę portu. Jednak podróż zajęła mi więcej czasu ponieważ coś musiałem robić po drodze. Coś mi świta ,że jedną z tych czynności było ubicie kilku potworów które stanęły mi na drodze(wczoraj grałem w Wieśka). (...) Dojechałem do portu ,wskoczyłem na ten sam statek którym kierował już ktoś inny ,więc od razu skierowałem się do wielkiej sali pod pokładem. I tym razem była tam masa ludzi ale trochę bardziej niepokojąco się tam czułem niż wcześniej. Widać było ,że niektórzy zmienili się w stereotypowych psychopatów. Ze śmiesznej ,przyjaznej gromadki ludzi i stworów z bajek stali się szarzy ,poranieni ,brudni i straszni. Dodatkowo nagle weszła jakaś odrażająca babka. Zniekształcona ,pełna implantów i ran. Miała okularki i próbowała naśladować ruchy chodzenia dostojnie na szpilkach. Powiedziała ,że ona tu szefuje i potrzebuje kilka osób do swoich eksperymentów. Jej przydupasy wyglądający jak żołnierze z Half-Life 2 kazali nam stanąć pod ścianą. Nie mieliśmy wyboru więc to zrobiliśmy. Wybrała kilka osób i poszła gdzieś z nimi w eskorcie swoich ludzi. Zaczynało być mrocznie. Ktoś powiedział ,że statek zrobił postój i można wyjść. Po dużej rampie zszedłem na ląd. Trafiłem do Dość dużego miasteczka gdzie wszystko było szare nawet trawa. Po dojściu na rynek spotkałem na nim kilka młodych osób w tym moją koleżankę z podstawówki. Robili jakiś pokaz pirotechniczny czy coś w ten deseń. Po miłym przywitaniu spytali czy nie chciałbym im pomóc. Zgodziłem się. Musieliśmy się śpieszyć. Ktoś powiedział ,że nie jesteśmy mile widziani w tym mieście ,przechodnie dziwnie się na nas patrzyli. Ja ustawiałem jakieś kabelki i miniaturowe rakietki. Rozmawialiśmy o czymś.
Fałszywe przebudzenie
"Obudziłem się" nie chciało mi się wstawać z łóżka ponieważ byłem zmęczony. Postanowiłem przypomnieć sobie sen żeby po wstaniu zapisać go. Zacząłem więc przypominanie jednak w jego trakcie zacząłem dodawać do fabuły różne elementy ,zmieniły się również szczegóły różnych obiektów oraz ich kolory. Na prawdę czułem jakbym sobie coś przypominał. Chciałem przestać zmieniać fabułę aby zapamiętać sen takim jakim był pierwotnie lecz nie mogłem pomyślałem sobie ,że jeśli opiszę sen z dodanymi przez siebie rzeczami i wpiszę go do dziennika snów na iSEN-ie ludzie od razu się połapią i uznają mnie za kłamcę oraz wyrzucą z forum. Pomimo tego przypominanie trwało dalej aż doszedłem do wyjścia ze statku. Przestałem czuć ,że przypominam sobie fabułę.
Wyszedłem po tym samym trapie i poszedłem jak mi się wydawało do miasta lecz przejście okazało się tunelem samochodowym na końcu niego była polana także cała na szaro. Stała tam ta sama grupka ludzi co w mieście. Okazało się ,że już skończyli przygotowania do pokazu i tylko na mnie czekali. Obejrzałem to "wspaniałe" widowisko składające się z odpalenia kilku malutkich fajerwerków. Po skończonym pokazie Szefująca tam dziewczyna powiedziała iż teraz trzeba wszystko zniszczyć ,żeby nie było śladów. No więc ruszyliśmy do rozgniatania całego sprzętu nogami i kopania wypalonej pirotechniki. W przypływie emocji skoczyłem i zniszczyłem leżącego na ziemi laptopa którym sterowano wszystkimi wystrzałami. Po chwili zorientowałem się ,że zniszczyłem dobrze działający sprzęt i zrobiłem buraka na twarzy. Żeby nie zostać wziętym do odpowiedzialności zwiałem do tunelu samochodowego wraz z grupką jakichś przypadkowych osób.
(...)
Byłem na szczycie jakiejś góry na pustyni. Nie pamiętam skąd tam przyszedłem ani co tam robiłem.
(...)
Wróciłem na statek. Spotkałem dwóch kolegów z gimbazy. Jeden z nich był we śnie niepełnosprawny. Nie miał jednej nogi a reszta ciała była ostro zdeformowana. Zamiast na wózku inwalidzkim jeździł w dziecięcym zielonym plastikowym samochodzie z tylko jednym żółtym kołem. Gdy wyszliśmy razem z wielkiej sali znaleźliśmy się na długim korytarzu gdzie były inne niepełnosprawne dzieci ,także zdeformowane. Mój kolega w samochodzie zaczął zachowywać się w tej chwili jak psychopata ,rzucać się ,krzyczeć. Odpychając się jedną nogą pojechał do świetlicy dla tych dzieci. Z tym drugim kolegą chcieliśmy mu jakoś pomóc zawieść do szpitala czy coś lecz ten stawiał opór darł się i krzyczał ,że on tu zostaje. Gdy zaczął toczyć pianę z ust odpuściliśmy i uciekliśmy. Wróciliśmy do wielkiej sali w chwili gdy wróciła ta babeczka od eksperymentów. Tym razem miała także na sobie poplamiony krwią fartuch. Znowu ustawiła nas pod ścianą i wybrała kilka osób oraz stworów które pośpiesznie zabrała. Wraz z kolegą opuściliśmy pośpiesznie salę idąc w inną stronę niż ta kobieta. I dalej pamiętam jak przez mgłę. Coś zaatakowało mojego kompana. Odpędziłem to lecz i tak umarł. Coraz bardziej strasznie i przerażająco. Więcej trupów i żywych wyglądających jak zoombie. Może to dobrze ,że tej części nie pamiętam...
Tak sobie przeczytałem to co napisałem i to nawet w połowie nie oddaje tego co tej nocy przeżyłem. No ale cóż lepszy rydz niż nic.
Aha no i skąd wiedziałem ,że to fałszywe przebudzenie a nie prawdziwe ? Otóż po tym prawdziwym czułem ,że to fałszywe to jednak fałszywe ... + moja kołdra jest fioletowa a ta w śnie była łososiowa.
Czas snu ok. 10h
Powiem tak: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO KU*WA ,cytując klasyka "CO TO SIĘ STANĘŁO" to ja nadal nie wiem. Najdłuższy sen mojego cholernego życia. Miewałem już długie sny ,nawet bardzo ,długie ale tej nocy po raz kolejny pobiłem swój rekord i to o sporo. Do rzeczy. Poszedłem smacznie spać o 3 w nocy ,miałem sen i zostałem obudzony prawdopodobnie o 8 przez kochanego sąsiada czuwającego bym zrobił WBTB. Żeby mieć 100% pewność iż już nie śpię szanowny pan sąsiad używał w tym celu niezawodnej wiertarki ... przez cholerne 15 minut. Tak więc obudziłem się w akompaniamencie drżących ścian i hałasu tak wielkiego ,że myślałem iż to w mojej głowie wierci zamiast w ścianie. Przewidziałem taką możliwość dlatego afirmowałem się żeby zapamiętać sny pomimo gwałtownej pobudki i stało się ,zapamiętałem. Gdy już miałem wstać z łóżka i rozpocząć dzień ,gość przestał wiercić. No to ja hops do łózia i śpimy dalej. Kiedy zasnąłem pojawiłem się w początkowej lokacji snu i zacząłem robić to co opiszę niżej. Co ważne niestety miałem fałszywe przebudzenie. "Obudziłem się" leżąc w łóżku przypomniałem sobie o czym przed chwilą śniłem ale mówiłem sobie "nie zapamiętuj tego Paweł ,bo to wytwór twojej wyobraźni a nie sennych marzeń" Myślałem wtedy ,że nie śpię tylko leżę w łóżku i do snu który miałem przed WBTB dopisuję sobie w myślach kolejne sceny. Przez to w sekundę po prawdziwym przebudzeniu się straciłem wiele wspomnień o które niestety będzie uboższy mój opis. Jednak jestem sto procentiko pewien ,że tam były. Podsumowując mój wywód ,opis snu najprawdopodobniej nie odda wielkości i długości mojego snu gdyż po prostu części zapomniałem a część mogłem poplątać. A właśnie dodam jeszcze ,że sen był taki długi także z tego też powodu iż prawie wszystkie czynności wykonywane były w czasie rzeczywistym a nie tylko pamiętane ,że zrobione(mam nadzieję ,że wiecie o co mi chodzi). No i nie podam każdego szczegółu jakiego bym chciał bo musiałbym pisać kilka godzin.
1) Pojawiłem się gdzieś na trakcie w lesie. Jechałem na koniu. Przemierzałem leśne drogi co chwila rozmawiając z jakimiś wieśniakami. W pewnym momencie dojechałem do wybrzeża. Woda była piękna ,turkusowa. (...) Wskoczyłem na ogromny żaglowiec nienaturalnych rozmiarów. Zacząłem nim nieudolnie sterować pośród portowych zakamarków ,co rusz się o coś ocierałem albo w coś uderzałem. Gdy w końcu jakimś cudem wypłynąłem z portu zszedłem pod pokład. Jak wspominałem statek był ogromny ,cały z drewna. Pełen korytarzy pokoi ,kajut a na środku znajdowała się wielka sala ,do której wpierw się udałem. Była zapełniona masą ludzi i stworów. Pamiętam iż znajdowały się tam postacie z różnych filmów i bajek animowanych jak na przykład Mike i Sulley z "Potwory i spółka" z którymi zamieniłem nawet parę zdań. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Coś robiłem. (...)
WBTB
Pojawiłem się znowu na koniu w lesie w tym samym miejscu koło znaku drogowego. Ruszyłem znaną mi już trasą w stronę portu. Jednak podróż zajęła mi więcej czasu ponieważ coś musiałem robić po drodze. Coś mi świta ,że jedną z tych czynności było ubicie kilku potworów które stanęły mi na drodze(wczoraj grałem w Wieśka). (...) Dojechałem do portu ,wskoczyłem na ten sam statek którym kierował już ktoś inny ,więc od razu skierowałem się do wielkiej sali pod pokładem. I tym razem była tam masa ludzi ale trochę bardziej niepokojąco się tam czułem niż wcześniej. Widać było ,że niektórzy zmienili się w stereotypowych psychopatów. Ze śmiesznej ,przyjaznej gromadki ludzi i stworów z bajek stali się szarzy ,poranieni ,brudni i straszni. Dodatkowo nagle weszła jakaś odrażająca babka. Zniekształcona ,pełna implantów i ran. Miała okularki i próbowała naśladować ruchy chodzenia dostojnie na szpilkach. Powiedziała ,że ona tu szefuje i potrzebuje kilka osób do swoich eksperymentów. Jej przydupasy wyglądający jak żołnierze z Half-Life 2 kazali nam stanąć pod ścianą. Nie mieliśmy wyboru więc to zrobiliśmy. Wybrała kilka osób i poszła gdzieś z nimi w eskorcie swoich ludzi. Zaczynało być mrocznie. Ktoś powiedział ,że statek zrobił postój i można wyjść. Po dużej rampie zszedłem na ląd. Trafiłem do Dość dużego miasteczka gdzie wszystko było szare nawet trawa. Po dojściu na rynek spotkałem na nim kilka młodych osób w tym moją koleżankę z podstawówki. Robili jakiś pokaz pirotechniczny czy coś w ten deseń. Po miłym przywitaniu spytali czy nie chciałbym im pomóc. Zgodziłem się. Musieliśmy się śpieszyć. Ktoś powiedział ,że nie jesteśmy mile widziani w tym mieście ,przechodnie dziwnie się na nas patrzyli. Ja ustawiałem jakieś kabelki i miniaturowe rakietki. Rozmawialiśmy o czymś.
Fałszywe przebudzenie
"Obudziłem się" nie chciało mi się wstawać z łóżka ponieważ byłem zmęczony. Postanowiłem przypomnieć sobie sen żeby po wstaniu zapisać go. Zacząłem więc przypominanie jednak w jego trakcie zacząłem dodawać do fabuły różne elementy ,zmieniły się również szczegóły różnych obiektów oraz ich kolory. Na prawdę czułem jakbym sobie coś przypominał. Chciałem przestać zmieniać fabułę aby zapamiętać sen takim jakim był pierwotnie lecz nie mogłem pomyślałem sobie ,że jeśli opiszę sen z dodanymi przez siebie rzeczami i wpiszę go do dziennika snów na iSEN-ie ludzie od razu się połapią i uznają mnie za kłamcę oraz wyrzucą z forum. Pomimo tego przypominanie trwało dalej aż doszedłem do wyjścia ze statku. Przestałem czuć ,że przypominam sobie fabułę.
Wyszedłem po tym samym trapie i poszedłem jak mi się wydawało do miasta lecz przejście okazało się tunelem samochodowym na końcu niego była polana także cała na szaro. Stała tam ta sama grupka ludzi co w mieście. Okazało się ,że już skończyli przygotowania do pokazu i tylko na mnie czekali. Obejrzałem to "wspaniałe" widowisko składające się z odpalenia kilku malutkich fajerwerków. Po skończonym pokazie Szefująca tam dziewczyna powiedziała iż teraz trzeba wszystko zniszczyć ,żeby nie było śladów. No więc ruszyliśmy do rozgniatania całego sprzętu nogami i kopania wypalonej pirotechniki. W przypływie emocji skoczyłem i zniszczyłem leżącego na ziemi laptopa którym sterowano wszystkimi wystrzałami. Po chwili zorientowałem się ,że zniszczyłem dobrze działający sprzęt i zrobiłem buraka na twarzy. Żeby nie zostać wziętym do odpowiedzialności zwiałem do tunelu samochodowego wraz z grupką jakichś przypadkowych osób.
(...)
Byłem na szczycie jakiejś góry na pustyni. Nie pamiętam skąd tam przyszedłem ani co tam robiłem.
(...)
Wróciłem na statek. Spotkałem dwóch kolegów z gimbazy. Jeden z nich był we śnie niepełnosprawny. Nie miał jednej nogi a reszta ciała była ostro zdeformowana. Zamiast na wózku inwalidzkim jeździł w dziecięcym zielonym plastikowym samochodzie z tylko jednym żółtym kołem. Gdy wyszliśmy razem z wielkiej sali znaleźliśmy się na długim korytarzu gdzie były inne niepełnosprawne dzieci ,także zdeformowane. Mój kolega w samochodzie zaczął zachowywać się w tej chwili jak psychopata ,rzucać się ,krzyczeć. Odpychając się jedną nogą pojechał do świetlicy dla tych dzieci. Z tym drugim kolegą chcieliśmy mu jakoś pomóc zawieść do szpitala czy coś lecz ten stawiał opór darł się i krzyczał ,że on tu zostaje. Gdy zaczął toczyć pianę z ust odpuściliśmy i uciekliśmy. Wróciliśmy do wielkiej sali w chwili gdy wróciła ta babeczka od eksperymentów. Tym razem miała także na sobie poplamiony krwią fartuch. Znowu ustawiła nas pod ścianą i wybrała kilka osób oraz stworów które pośpiesznie zabrała. Wraz z kolegą opuściliśmy pośpiesznie salę idąc w inną stronę niż ta kobieta. I dalej pamiętam jak przez mgłę. Coś zaatakowało mojego kompana. Odpędziłem to lecz i tak umarł. Coraz bardziej strasznie i przerażająco. Więcej trupów i żywych wyglądających jak zoombie. Może to dobrze ,że tej części nie pamiętam...
Tak sobie przeczytałem to co napisałem i to nawet w połowie nie oddaje tego co tej nocy przeżyłem. No ale cóż lepszy rydz niż nic.
Aha no i skąd wiedziałem ,że to fałszywe przebudzenie a nie prawdziwe ? Otóż po tym prawdziwym czułem ,że to fałszywe to jednak fałszywe ... + moja kołdra jest fioletowa a ta w śnie była łososiowa.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





