28-06-2018, 18:33
# Z ostatnich dni pamiętam tylko urywki. A obiecałam sobie zapisywać...
Oglądałam sceny, coś w rodzaju filmu. W domu na obrzeżach jakiejś wsi na odludziu miały znaleźć się dwie osoby - mężczyzna i kobieta, słabo wzajemnie znający się z widzenia. Czułam, że akcja tego filmu aż nazbyt nachalnie dąży do tego, że mężczyzna jest psychopatycznym mordercą, planuje zamknąć kobietę w piwnicy, wykorzystać, zabić i w międzyczasie odurzać narkotykami. Widziałam sceny, w których facet siedzi za budynkiem, oparty o ścianę i przygotowuje strzykawki z jakąś cieczą. Jednocześnie okazało się, że ta kobieta również nie jest całkiem niewinna, ona również miała strzykawki i różne środki chemiczne/farmakologiczne, pojawiała się także z zaciętym lub złym wyrazem twarzy, świadczącym o nieczystych zamiarach. Sen urwał się zanim stało się jasne, kto będzie oprawcą a kto ofiarą.
Ja i kilka osób z mojej obecnej pracy, plus kilka postaci nieistniejących w realu pracowaliśmy w czymś w rodzaju kopalni. Najczęściej przebywaliśmy w wykutych w skale tunelach, wyglądających mniej więcej jak kopalnie w kreskówkach i grach. Czasami, żeby przedostawać się przez skalne rumowiska, musieliśmy zmniejszać się jak Ant-Man. Przynajmniej w jakiejś części pracownicy byli niewolnikami, w dodatku wyżej w hierarchii było kilku sabotażystów. Sabotażyści korzystając z okazji imitowali wypadki przy pracy i zabijali zminiaturyzowanych pracowników. Za którymś razem trafiło na mnie, ale zdołałam to przeżyć i wrócić do normalnych rozmiarów. Straciłam rękę na wysokości łokcia, kilka zębów i chyba coś jeszcze (szczegóły umknęły z pamięci). Ktoś musiał założyć mi szwy, żebym się nie wykrwawiła, ale powolna regeneracja utraconych części ciała nastąpiła już samoistnie, bez zewnętrznej ingerencji. Ta świadomość sprawiła, że musiałam promieniować takim poczuciem triumfu i pewnością siebie, że moi prześladowcy jakoś stracili śmiałość i nie próbowali więcej mnie zgładzić.
Byłam jakby z wizytą w mojej dawnej szkole podstawowej. Moja mama uczestniczyła w organizacji jakiejś imprezy w sali gimnastycznej a ja jej w tym pomagałam. W którymś momencie stwierdziłam, że muszę iść do łazienki. Tak jak w realu, łazienki damskie były na piętrze. Tylko dodatkowo jeszcze do drzwi łazienki prowadziło tutaj coś między drabiną a schodami. Dzieciaki ustawiały się w kolejce wzdłuż całej tej drabiny. Kiedy ja byłam już dość blisko drzwi w tej kolejce, drabina przestała wytrzymywać cały ten ciężar. Kilka osób przede mną szybko wskoczyło w otwór w ścianie, chwytając za pręty barierki znajdujące się w tym otworze. Próbowałam zrobić to samo, jednak w tym momencie drabina jeszcze bardziej straciła stabilność. Zauważyłam, że nie wiadomo skąd na moich rękach znalazły się rękawiczki, przez które ręce traciły przyczepność na metalowym pręcie i nie mogłam znaleźć pewnego chwytu. Zaczęłam panikować, po drugiej stronie drzwi pojawiła się pracownica szkoły i próbowała mi pomóc. Narzekała przy tym, że mam na sobie za mało metalowych elementów, przez co chyba raczej nie zdoła mnie przyciągnąć swoją telepatyczno-magnetyczną mocą.
Oglądałam sceny, coś w rodzaju filmu. W domu na obrzeżach jakiejś wsi na odludziu miały znaleźć się dwie osoby - mężczyzna i kobieta, słabo wzajemnie znający się z widzenia. Czułam, że akcja tego filmu aż nazbyt nachalnie dąży do tego, że mężczyzna jest psychopatycznym mordercą, planuje zamknąć kobietę w piwnicy, wykorzystać, zabić i w międzyczasie odurzać narkotykami. Widziałam sceny, w których facet siedzi za budynkiem, oparty o ścianę i przygotowuje strzykawki z jakąś cieczą. Jednocześnie okazało się, że ta kobieta również nie jest całkiem niewinna, ona również miała strzykawki i różne środki chemiczne/farmakologiczne, pojawiała się także z zaciętym lub złym wyrazem twarzy, świadczącym o nieczystych zamiarach. Sen urwał się zanim stało się jasne, kto będzie oprawcą a kto ofiarą.
Ja i kilka osób z mojej obecnej pracy, plus kilka postaci nieistniejących w realu pracowaliśmy w czymś w rodzaju kopalni. Najczęściej przebywaliśmy w wykutych w skale tunelach, wyglądających mniej więcej jak kopalnie w kreskówkach i grach. Czasami, żeby przedostawać się przez skalne rumowiska, musieliśmy zmniejszać się jak Ant-Man. Przynajmniej w jakiejś części pracownicy byli niewolnikami, w dodatku wyżej w hierarchii było kilku sabotażystów. Sabotażyści korzystając z okazji imitowali wypadki przy pracy i zabijali zminiaturyzowanych pracowników. Za którymś razem trafiło na mnie, ale zdołałam to przeżyć i wrócić do normalnych rozmiarów. Straciłam rękę na wysokości łokcia, kilka zębów i chyba coś jeszcze (szczegóły umknęły z pamięci). Ktoś musiał założyć mi szwy, żebym się nie wykrwawiła, ale powolna regeneracja utraconych części ciała nastąpiła już samoistnie, bez zewnętrznej ingerencji. Ta świadomość sprawiła, że musiałam promieniować takim poczuciem triumfu i pewnością siebie, że moi prześladowcy jakoś stracili śmiałość i nie próbowali więcej mnie zgładzić.
Byłam jakby z wizytą w mojej dawnej szkole podstawowej. Moja mama uczestniczyła w organizacji jakiejś imprezy w sali gimnastycznej a ja jej w tym pomagałam. W którymś momencie stwierdziłam, że muszę iść do łazienki. Tak jak w realu, łazienki damskie były na piętrze. Tylko dodatkowo jeszcze do drzwi łazienki prowadziło tutaj coś między drabiną a schodami. Dzieciaki ustawiały się w kolejce wzdłuż całej tej drabiny. Kiedy ja byłam już dość blisko drzwi w tej kolejce, drabina przestała wytrzymywać cały ten ciężar. Kilka osób przede mną szybko wskoczyło w otwór w ścianie, chwytając za pręty barierki znajdujące się w tym otworze. Próbowałam zrobić to samo, jednak w tym momencie drabina jeszcze bardziej straciła stabilność. Zauważyłam, że nie wiadomo skąd na moich rękach znalazły się rękawiczki, przez które ręce traciły przyczepność na metalowym pręcie i nie mogłam znaleźć pewnego chwytu. Zaczęłam panikować, po drugiej stronie drzwi pojawiła się pracownica szkoły i próbowała mi pomóc. Narzekała przy tym, że mam na sobie za mało metalowych elementów, przez co chyba raczej nie zdoła mnie przyciągnąć swoją telepatyczno-magnetyczną mocą.





