14-04-2018, 09:34
sen #1 Siedziałem ze swoją rodziną w salonie. Obok mnie była jakaś kobieta. Testowaliśmy swoje umiejętności w LD. Kazałem jej wyczarować liny (chciałem się nimi wydostać z pokoju). Nie udało jej się. Ja sam próbowałem latać, ale jedynie udało mi się unieść parę cm nad sofę.
sen #2
Byłem w ogromnym domu. Poza mną, jak mi się z początku zdawało, były 4 osoby. Każdy każdego próbował zabić. Oni byli profesjonalnymi mordercami a ja miałem umiejętności bojowe jak w realu czyli średnie. Moją bronią była patelnia. Po paru sekundach prób uzyskałem moje zdolności zgrabnego latania po sennym świecie (Wiecie jak to jest, na początku się uczyliście i nauczyliście, ale początek snu nie pamięta tych skilli, trzeba je "przypomnieć", przynajmniej ja tak mam). Latając, skradając się, chowając, próbując uniknąć bycia zabitym, wleciałem do największego pokoju w tym ogromnym domu. Schowałem się na szafie, która miała 25m wysokości, sam pokój miał z 30. Na dole pokoju, w moim polu widzenia, zaczęli się zbierać wszyscy zabójcy. Jak się okazało, nie było ich 4 a 30. Niedługo miała się zacząć "survival game". Wszyscy ci zabójcy wyglądali bardzo profesjonalnie. Była tam każda klasa, magowie, szamani,super przebiegłe 5latki, assasini uzbrojeni w sztylety zakończone truciznami itp, wszystko co sobie można wyobrazić biorąc za wzór postacie z igrzysk śmierci czy jakiegoś anime. (wszyscy oni byli oczywiście sprytni i groźni w walce o przetrwanie) . To całe widowisko mógłbym nazwać "lobby" przed grą. Był ustawiony licznik, jak się wyzerował gra się zaczynała. Uczestnicy mieli 10 min na przygotowanie się. Ja, wśród tych 30 profesjonalistów byłem jednym z niewielu "slabiakiem". Dookoła pokoju pojawiły się ogromne półki z potrzebnym wyposażeniem, każdy mógł zabrać co chciał, ale wiedząc, że będzie mu odjęte z początkowej puli pieniędzy.
Tu zrobię taki przerywnik żebyście się wczuli w klimat lepiej. To wszystko wyglądało jak kombinacja igrzysk śmierci ze sword art online z mirai nikki z hunter x hunter i z innymi podobnymi. Sama gra miała cel, coś mi świta że zdobycie jakichś zwojów, więc nie opłacało się zabijać od razu innych graczy tylko raczej tworzyć sojusze, wspólpracować,walczyć w grupie z innymi, jeśli trzeba to zdradzić. W trakcie można było zdobywać przedmioty polepszające statystyki, np szybkość latania. Na start zazwyczaj trochę graczy odpada, ale całość, do wyłonienia zwycięzcy, miała trwać z 2 tygodnie.
Kupiłem worek, żeby mieć w czym transportować żywność. wybierałem takie produkty które były tanie, sycące i dało je się przyrządzić na ogniu w lesie, gdyż się spodziewałem że tak to będzie wyglądać. Potem poszedłem rozglądnąć się za brońmi. Twórcy gry widocznie przewidzieli że będzie taki nieprzygotowami noobek bez broni jak ja więc dali do wyboru ze 4 noże, ale to były bardziej noże kuchenne niż profesjonalnie bronie. Oglądnąłem je dokładnie i wybrałem 2 (jednak limit kasy jest). Całe moje eq to patelnia do obrony i te noże.
Spotkałem znajomą dziewczynę. podpytałem ją trochę o co tu chodzi. Powiedziała że to trzecia edycja tej gry, która jest co roku, a sama brała udział w każdej. Ja za to w pierwszej i teraz w trzeciej. Prowadzącym grę, speakerem który ogłaszał publiczności i samym graczom kto został wyeliminowany i ogólnie przebieg gry, jest zawsze zwycięzca poprzedniej edycji. Notabene będąc w tym śnie WIEDZIAŁEM że już tu byłem, mniej więcej 2 lata temu, znałem część z tych ludzi, miałem nawet przebłyski wspomnień z 1 edycji.
Zaczęła się gra.
Wrzuciło nas do innego świata. Wszyscy uczestnicy na pełnej szybkości latania (niektórzy mieli miotły) zaczęli się przemieszczać w tym samym kierunku. Ruszyłem tam również. Za mną leciała playerka, dziewczyna o blond włosach w moim wieku. Nie wiedziałem że nie opłaca się zabijać na początku gry, więc podejrzewałem ją że czycha na moje życie. Próbowałem odlecieć od niej ale była zdecydowanie szybsza i zwinniejsza. Zacząłem z nią luźną rozmowę o grze.
Zbliżyła się do mnie niebezpiecznie blisko, a ton głosu nie przekonywał mnie do jej szczerych zamiarów.
Udając że czegoś szukam w kieszeni szybko wyciągnąłem nóż i wbiłem jej w ramię. Ona równie szybko wyciągnęła wtedy zatruty sztylet, ale zdążyłem ją złapać za nadgarstek. Chwilę się szarpaliśmy w powietrzu, ale ona cały czas kontrolowała sytuację. Ostatecznie popatrzyła się na mnie z zażenowaniem i powiedziała "Silniejsi zawsze wygrają ze słabszymi" i drasnęła mnie trucizną. W ułamek sekundy obudziłem się u siebie w łóżku.
Realność snu 1000/10
sen #2
Byłem w ogromnym domu. Poza mną, jak mi się z początku zdawało, były 4 osoby. Każdy każdego próbował zabić. Oni byli profesjonalnymi mordercami a ja miałem umiejętności bojowe jak w realu czyli średnie. Moją bronią była patelnia. Po paru sekundach prób uzyskałem moje zdolności zgrabnego latania po sennym świecie (Wiecie jak to jest, na początku się uczyliście i nauczyliście, ale początek snu nie pamięta tych skilli, trzeba je "przypomnieć", przynajmniej ja tak mam). Latając, skradając się, chowając, próbując uniknąć bycia zabitym, wleciałem do największego pokoju w tym ogromnym domu. Schowałem się na szafie, która miała 25m wysokości, sam pokój miał z 30. Na dole pokoju, w moim polu widzenia, zaczęli się zbierać wszyscy zabójcy. Jak się okazało, nie było ich 4 a 30. Niedługo miała się zacząć "survival game". Wszyscy ci zabójcy wyglądali bardzo profesjonalnie. Była tam każda klasa, magowie, szamani,super przebiegłe 5latki, assasini uzbrojeni w sztylety zakończone truciznami itp, wszystko co sobie można wyobrazić biorąc za wzór postacie z igrzysk śmierci czy jakiegoś anime. (wszyscy oni byli oczywiście sprytni i groźni w walce o przetrwanie) . To całe widowisko mógłbym nazwać "lobby" przed grą. Był ustawiony licznik, jak się wyzerował gra się zaczynała. Uczestnicy mieli 10 min na przygotowanie się. Ja, wśród tych 30 profesjonalistów byłem jednym z niewielu "slabiakiem". Dookoła pokoju pojawiły się ogromne półki z potrzebnym wyposażeniem, każdy mógł zabrać co chciał, ale wiedząc, że będzie mu odjęte z początkowej puli pieniędzy.
Tu zrobię taki przerywnik żebyście się wczuli w klimat lepiej. To wszystko wyglądało jak kombinacja igrzysk śmierci ze sword art online z mirai nikki z hunter x hunter i z innymi podobnymi. Sama gra miała cel, coś mi świta że zdobycie jakichś zwojów, więc nie opłacało się zabijać od razu innych graczy tylko raczej tworzyć sojusze, wspólpracować,walczyć w grupie z innymi, jeśli trzeba to zdradzić. W trakcie można było zdobywać przedmioty polepszające statystyki, np szybkość latania. Na start zazwyczaj trochę graczy odpada, ale całość, do wyłonienia zwycięzcy, miała trwać z 2 tygodnie.
Kupiłem worek, żeby mieć w czym transportować żywność. wybierałem takie produkty które były tanie, sycące i dało je się przyrządzić na ogniu w lesie, gdyż się spodziewałem że tak to będzie wyglądać. Potem poszedłem rozglądnąć się za brońmi. Twórcy gry widocznie przewidzieli że będzie taki nieprzygotowami noobek bez broni jak ja więc dali do wyboru ze 4 noże, ale to były bardziej noże kuchenne niż profesjonalnie bronie. Oglądnąłem je dokładnie i wybrałem 2 (jednak limit kasy jest). Całe moje eq to patelnia do obrony i te noże.
Spotkałem znajomą dziewczynę. podpytałem ją trochę o co tu chodzi. Powiedziała że to trzecia edycja tej gry, która jest co roku, a sama brała udział w każdej. Ja za to w pierwszej i teraz w trzeciej. Prowadzącym grę, speakerem który ogłaszał publiczności i samym graczom kto został wyeliminowany i ogólnie przebieg gry, jest zawsze zwycięzca poprzedniej edycji. Notabene będąc w tym śnie WIEDZIAŁEM że już tu byłem, mniej więcej 2 lata temu, znałem część z tych ludzi, miałem nawet przebłyski wspomnień z 1 edycji.
Zaczęła się gra.
Wrzuciło nas do innego świata. Wszyscy uczestnicy na pełnej szybkości latania (niektórzy mieli miotły) zaczęli się przemieszczać w tym samym kierunku. Ruszyłem tam również. Za mną leciała playerka, dziewczyna o blond włosach w moim wieku. Nie wiedziałem że nie opłaca się zabijać na początku gry, więc podejrzewałem ją że czycha na moje życie. Próbowałem odlecieć od niej ale była zdecydowanie szybsza i zwinniejsza. Zacząłem z nią luźną rozmowę o grze.
Zbliżyła się do mnie niebezpiecznie blisko, a ton głosu nie przekonywał mnie do jej szczerych zamiarów.
Udając że czegoś szukam w kieszeni szybko wyciągnąłem nóż i wbiłem jej w ramię. Ona równie szybko wyciągnęła wtedy zatruty sztylet, ale zdążyłem ją złapać za nadgarstek. Chwilę się szarpaliśmy w powietrzu, ale ona cały czas kontrolowała sytuację. Ostatecznie popatrzyła się na mnie z zażenowaniem i powiedziała "Silniejsi zawsze wygrają ze słabszymi" i drasnęła mnie trucizną. W ułamek sekundy obudziłem się u siebie w łóżku.
Realność snu 1000/10





